A gdyby to było obowiązkowe?

Nie możesz się zmotywować? Może brakuje Ci bata nad głową. Jak go znaleźć?

 

Ten wpis dostępny jest w wersji tekstowej i video.

Subskrybuj mój kanał:

Wersja tekstowa

Leniwa niedziela, leżysz sobie na kanapie i przeglądasz Facebooka. Kompletnie nic Ci się nie chce, oprócz tego, że bardzo chce Ci się jeść. Fajnie byłoby ugotować coś zdrowego, ale w sumie to nie masz pomysłu, składników i siły.

Wybierasz numer najbliższej pizzerii i w tym samym momencie słyszysz wielki huk. Ktoś wyważył drzwi do Twojego mieszkania.

Do pokoju wbiega dwóch przypakowanych facetów w kominiarkach. Z ich rąk celują do Ciebie pistolety.

Jeden z tych kolesi pokazuje Ci elektroniczny zegar, a na nim wielką piątkę i dwa zera. Zachrypniętym głosem mówi: „masz pięć minut żeby ugotować zdrowy obiad, czas start”.

Pierwszy szok zabiera Ci kilkanaście sekund, ale instynkt zaczyna działać. Przypominasz sobie piękną szakszukę, którą rano pokazał Ci Instagram i postanawiasz improwizować. Znajdujesz paprykę, dwa jajka i kilka pomidorów.

Kroisz, wrzucasz na patelnię, lekko doprawiasz i… jest. Odwracasz się, żeby pokazać efekty tym dwóm dziwnym kolesiom, orientujesz się jednak, że oni po prostu wyszli.

Ale parujący posiłek został.

 

 

Praktycznie wszystkie rzeczy, które robimy biorą się z dwóch rodzajów motywacji – wewnętrznej albo zewnętrznej.

  • Wewnętrzna – np. muszę coś zjeść bo jestem głodny.
  • Zewnętrzna – np. muszę coś zrobić bo szef mi każe.

Oba te rodzaje są ważne, ale dla większości ludzi motywacja zewnętrzna jest dużo bardziej skuteczna. Niektóre osoby nie są wręcz w stanie zrobić niczego sensownego, jeśli nie czują jakiegoś bata nad sobą.

Niestety wiele dobrego zależy praktycznie wyłącznie od motywacji wewnętrznej – zdrowsze jedzenie, uprawianie sportu, czytanie książek, nauka nowych rzeczy itp. Jeśli sami od siebie tego nie wymagamy, to raczej nikt inny tego nie zrobi.

Bez przymusu jesteśmy też mniej kreatywni. Jeśli ktoś przystawiłby Ci pistolet do głowy i kazał zjeść zdrowy obiad, to znajdziesz więcej rozwiązań niż wtedy, kiedy leżysz w domu na kanapie.

Jak się zmotywować?

To się wydaje oczywiste i nie warte jakiegokolwiek omawiania dopóki nie zdamy sobie sprawy, że ten pistolet możemy sobie przyłożyć do głowy sami.

„Co bym zrobił, gdyby to było obowiązkowe?”.

To mega proste pytanie, które może dać zaskakujące efekty.

Marzysz o blogu, ale nie możesz się za niego zabrać? A co jeśli ktoś dałby Ci tydzień na jego założenie i zagroził najczarniejszym scenariuszem, jaki może urodzić Twoja wyobraźnia, np. skazał na spacer gołymi stopami po rozżarzonych klockach lego.

I pewnie, wiem że takie „na niby” nie motywuje tak, jak prawda, ale nie o to chodzi. To eksperyment, który podpowiada nowe sposoby.

Samo wyobrażenie sobie jakiegoś problemu jako sprawa życia i śmierci potrafi podsunąć masę pomysłów. Pomysłów, na które nasz bezpieczny i leniwy mózg nigdy bez takiej motywacji by nie wpadł.

A teraz idź poszukać pistoletu.

Zobacz też: