Co dało mi codzienne pisanie przez 90 dni

90 dni, trzy miesiące, kwartał – tyle czasu minęło od dnia, w którym postanowiłem sprawdzić, czy jestem w stanie codziennie pisać i publikować na blogu. Czy było warto?

90 dni temu stworzyłem osobną zakładkę, którą nazwałem po prostu dziennikiem i bez większych przygotowań zacząłem. Codziennie, bez wyjątku, dodawałem tam jeden krótki tekst.

Zdecydowanie się udało. Nie miałem ani jednego dnia przerwy i szczerze mówiąc nie byłem nawet blisko wpadki. Czuję, że jeśli będę miał ochotę prowadzić taki dziennik przez długie lata, to spokojnie będę w stanie to zrobić. No ale właśnie – czy ja naprawdę chcę?

 

 

Myślę, że trzy miesiące codziennego ćwiczenia to dobry moment na podsumowanie, poszukanie zalet i wad. W tym wpisie opowiem jakie korzyści dało mi prowadzenie dziennika i zdradzę jakie mam co do niego plany. Jeśli myślicie o podobnym wyzwaniu, koniecznie sprawdźcie czego możecie się spodziewać.

 

 

 

 

Jeśli miałbym krótko ocenić pomysł na codzienne pisanie, to na pewno powiem, że było warto.

 

Ten eksperyment dał mi sporo korzyści. Części z nich się spodziewałem, ale wiele było dla mnie zupełną niespodzianką.

Nawyk

Pisanie szybko weszło w mój codzienny rytm, nie musiałem ustawiać sobie przypomnień, naklejać karteczek ani martwić się, że zapomnę. A muszę przyznać, że ja naprawdę pisałem codziennie. Nie miałem kilkunastu tekstów w zapasie. Zdarzyło mi się kilka razy napisać coś „na jutro” bo np. wiedziałem, że będę prowadził przez cały dzień szkolenie, ale to były wyjątki.

Jeśli wcześniej zdecydowanie brakowało mi regularności i potrafiłem tygodniami niczego nie opublikować, to teraz pisanie jest dla mnie tak naturalne, jak poranny prysznic.

Wprawa

Drugą, bardzo konkretną korzyścią jest wprawa, której nabrałem. Mógłbym teraz pisać bez problemu, nawet w głośnym klubie, w środku imprezy, o 3 nad ranem.

Żeby utrzymać codzienne tempo publikacji po prostu musisz się nastawić na tworzenie w każdych warunkach. Mimo planowania, nigdy do końca nie wiesz kiedy znajdziesz chwilę, żeby dodać coś do dziennika. Nigdy nie wiesz kiedy pojawi się pomysł na temat i sposób jego opowiedzenia. To codzienna walka i ja dobrze się w niej odnalazłem.

Pewność siebie

Nie ukrywam, że bałem się tego wyzwania. Piszę o produktywności, zarządzaniu sobą w czasie i planowaniu – jeśli przegram kiepsko będzie to wyglądało. Na szczęście mogę z czystym sumieniem potwierdzić, że wszystkie metody, o których piszę naprawdę działają. Testuję je w codziennej pracy i przetestowałem także w tym wypadku. Dyscyplina, organizacja i robienie zamiast gadania to nie są cechy wrodzone. Tego można i warto się nauczyć.

Myślenie

Codzienne pisanie wymaga ciągłego polowania na tematy, zmusza do myślenia. I to właśnie myślenie jest tutaj najważniejsze. Samo pisanie jest banałem jeśli masz w głowie konkretną myśl do przekazania i potrafisz poprawnie napisać dwa zdania.

Żeby codziennie produkować musisz ciągle szukać inspiracji. W pewnym momencie staje się to twoim nawykiem. Zacząłem dosłownie chłonąć wszystkie wartościowe rzeczy na jakie trafiam, a których normalnie nawet bym nie zauważył.

Notatki

Dzięki zapisywaniu, utrwala się znacznie więcej pomysłów i inspiracji. Dziennik to  bardzo fajna forma notatnika, przydatnego w nauce oraz zbieraniu w jednym miejscu ciekawych treści.

Zauważyłem, że wraz ze wzrostem liczby wpisów coraz trudniej jest później tę bazę przeszukiwać, ale wprowadzenia jakichś kategorii albo tagów na pewno by ten problem rozwiązało.

Pozytywne opinie

Na koniec korzyść, której spodziewałem się najmniej. Zaczynałem z wielu powodów, ale wszystkie były egoistyczne. Dziennik to miał być test dla mnie i tylko przy okazji skutkować czymś, co mogę pokazać innym. Tymczasem cały pozytywny odbiór tego pomysłu, komentarze, wsparcie i stali czytelnicy tego cyklu nie raz dawali mi masę motywacji.

Chyba jeszcze nigdy żaden pomysł związany z blogiem nie zebrał tylu pochwał. Wysyłaliście mi zachęcające maile, smsy, przyklejaliście wydrukowane wpisy na ścianach, a nawet zakładaliście własne dzienniki inspirowani tym co robię. Czułem, że ma to dla kogoś wartość.

 

Wady

Uczciwie trzeba powiedzieć jednak, że w prowadzeniu dziennika widzę dwie wady. Z mojej prywatnej perspektywy są one niestety dosyć poważne. Podkreślam: z mojej perspektywy. Niewykluczone, że dla kogoś innego w ogóle nie byłyby istotne.

Brak wzrostu

Po cichu liczyłem, że codzienne publikowanie na blogu przełoży się na wzrost wizyt i ogólny jego rozwój. Nic takiego się jednak nie stało i nie sądzę, żeby w najbliższym czasie mogło się to poprawić. Dlaczego? Wydaje mi się, że takie krótkie formy trudniej docenić. Kiedy napiszę rozbudowany poradnik albo dłuższy artykuł, łatwiej przyciągnąć uwagę i zasłużyć na podanie tego tekstu dalej. Dzienniki, które rzadko przekraczały 100 słów, czyta się łatwo, ale też łatwo przechodzi się obok nich obojętnie. 

Codziennie wpisy czytały praktycznie te same osoby, statystyki stały w miejscu. Nie pomogła zabawa formą, dodawanie obrazków ani różne eksperymenty z publikacją. Po tych 90 dniach stwierdzam, że codzienne pisanie dziennika to ciekawy sposób na kontakt z aktualnymi czytelnikami, ale kiepski pomysł na zdobycie nowych.

Rysa na jakości

Codzienne pisanie jest świetne, ale codzienne publikowanie i pokazywanie tego światu już nie bardzo.

Z jednej strony to oczywiście duża motywacja. Publiczne zobowiązanie dyscyplinuje, ale odbija się to też na jakości.

Czasami niektóre teksty muszą dojrzeć, poleżeć kilka dni i poczekać na doszlifowanie. Jeśli nie chcesz oszukiwać i pisać „na zapas”, to nie możesz sobie na to pozwolić. Musisz stworzyć i od razu pokazać. To nie zawsze dobra droga. Nie jestem dumny z kilku tekstów, ale musiałem je opublikować bo takie było zobowiązanie.

 

I co teraz?

Na pewno będę nadal pisał codziennie. To świetny nawyk, który bardzo dobrze się u mnie sprawdził i dał mi wiele korzyści. Jestem bardziej zdyscyplinowany, więcej zapamiętuję, łatwiej formułuję myśli, jestem głodny nowych pomysłów i inspiracji.

Rezygnuję jednak z codziennej publikacji i krótkiej formy wpisów.

Będę pisał codziennie, ale zajmę się jednym dłuższym tekstem, a pracę podzielę na kilka dni. Nowe wpisy będą pojawiały się więc znacznie rzadziej, ale będą rozbudowane i bardziej przemyślane.

Dziennika, w takiej formie jak do tej pory, od jutra już więc nie będzie.

 

Idzie nowe

Wiem, mi też trochę szkoda, ale postaram się to wynagrodzić treściami w innej, mam nadzieję jeszcze lepszej, bardziej wartościowej postaci. Zależy mi na znalezieniu takich rozwiązań, które dadzą wam masę korzyści z publikowanych materiałów, ale które pozwolą też na rozwój bloga. Dziennik tego rozwoju zupełnie nie gwarantował.

Mogę też wreszcie napisać, że we wrześniu powinna ruszyć odświeżona wersja bloga. Zmieni się trochę wygląd, ale przede wszystkim sporo w warstwie koncepcyjnej. Nie chcę jeszcze za dużo zdradzać, ale pod wieloma względami zapowiada się rewolucja. Muszę się do tego przygotować, ale uwierzcie mi, że będzie ciekawie. 

Darmowy ebook!

Opisałem 39 sposobów na ułatwienie kreatywnej pracy. Chętnie wyślę Ci ten materiał za darmo. Wystarczy, że zapiszesz się do mojego newslettera:

Bądźmy w kontakcie

Obserwuj fanpage bloga. Bądź na bieżąco z ciekawymi materiałami i nowymi wpisami.

  • Moim zdaniem duży wpływ na ilość odwiedzin było publikowanie całości na FB. Ja, jeśli chciałem skomentować, wchodziłem tutaj, jeśli tylko zalajkować, pozostawałem na fejsie. I pewnie wiele osób podobnie. Czasami komentowałem wprost na fejsie.

    Zastanawiam się też, czy odejście od codziennego publikowania jest dobrym posunięciem.

    1. Odejdzie jeden z motywatorów codziennego pisania. Będzie kusić, żeby napisać na zapas albo czasami czegoś nie napisać. Nikt tego przecież nie skontroluje. To podobnie jak z celami – trzeba je spisywać, żeby miały wartość. Tak samo tutaj, trzeba publikować, żeby to miało wartość.

    2. Krótka forma i codzienne pisanie to coś zupełnie innego niż regularny blog. Tu masz prawo pisać słabsze teksty i chyba nikt nie oczekuje, że będą tak samo dobre jak regularne. Ale wiem, że podobnie jak ja, jesteś perfekcjonistą. I po tygodniu coś CIę trafia jak dotrze do Ciebie, co napisałeś :)

    3. Takie wpisy są bardziej osobiste, właśnie dzięki temu, że są nieredagowane sto razy.

    Proponuję więc zostawić jak jest. Dłuższe wartościowe teksty na regularny blog, krótkie, bardziej osobiste (pisz takich więcej) na codziennik. Poza tym chociaż może tego nie widać, ale inspirujesz. Myślę, że na początku września sam zacznę pisać coś takiego. Ale póki co sza… żeby nie zapeszyć :)

    • Dziękuję za merytoryczny komentarz Andrzej. Na Ciebie zawsze można liczyć. ;)

      W tym, co piszesz jest dużo racji, ale wszystkie te rzeczy przemyślałem.

      1. Nie udało mi się „przenieść” czytelników z Facebooka na bloga. Takie próby skończyły się bardzo dużym spadkiem zainteresowania wpisem. Ludziom po prostu nie chciało się przechodzić dalej i uzasadniam to właśnie zbyt krótką formą. Taka prosta treść nie była warta ich uwagi.
      2.Wiem, że publiczne zobowiązanie do codziennego pisania to najlepszy motywator, ale może go nie potrzebuję? :) Sprawdzę.
      3. W idealnym świecie na pewno dobrym rozwiązaniem byłoby pisać często krótkie formy i długie treści, ale po prostu nie jestem w stanie tego teraz zrobić. Nie mam na to czasu. Muszę na coś postawić i wybieram dłuższe teksty.

      Ale ja zdecydowanie nie chcę powiedzieć, że nie warto prowadzić takiego dziennika! Wprost przeciwnie. Po prostu w kontekście moich priorytetów związanych z blogiem muszę skupić się na czymś innym. Niewykluczone, że jeszcze do dziennika wrócę, a Ciebie zdecydowanie zachęcam do spróbowania ze swoim!

      • co do pierwszego punktu, poruszonego przez Andrzeja – nie śledzę Twojego bloga przez FB, a jedynie dodałem go do RSS-ów (zarówno główny kanał, jak i dziennik). I tam (powiedzmy, że „na szczęście” ;)) jest chyba tylko jedno czy maks dwa zdania, w dodatku ucięte – żeby przeczytać całość, trzeba było wejść na bloga. Może właśnie dlatego nie udało się przenieść czytelników z Facebooka, bo mieli wszystko podane na tacy? :)

        • Tak, tylko że nie do końca to było problemem. Nie przeszkadza mi, że ktoś czytał na Facebooku. Bardziej chodzi mi o to, że dziennik nie niósł się dalej. „Standardowe” większe wpisy mają dużo większy potencjał do udostępnień, dobrego wypozycjonowania w google i podobnych działań, które sprawiają, że na bloga trafiają nowi ludzie. A na tym teraz mi zależy.

          • Ale wtedy meritum nie było na fejsie. Jak ktoś kliknął już na wpis, to naturalnym było się przenieść dalej – miał linki niejako pod nosem, czego o fejsie nie można powiedzieć – tam są tylko rozpraszacze wokoło.

            Nie czytałem via FB, jak coś; stara RSS-owa szkoła.

      • Mam nadzieję, że nie potrzebujesz motywatora i będziesz pisał codziennie. Ja niestety potrzebuję.

        A czas i priorytety… Doskonale Cię rozumiem. Ja sam już chyba z miesiąc nic nie napisałem. Częściowo dlatego, że czekają na mnie długie teksty i nie bardzo mam ochotę się z nimi mierzyć. Poza tym znowu dopadł mnie kryzys i zniechęcenie i w sumie cieszę się, że nie mam na niego czasu.

        A ten nowy… to taki właśnie eksperyment podobny do Twojego. Przyszedł mi do głowy wczoraj i na razie go rozgryzam. Czy będę miał o czym pisać, czy będę odpowiednio zmotywowany, czy będę miał w ogóle na to czas…

        Generalnie założenie jest takie (chyba w pewnym sensie podobne do Twojego), żeby pisać, dużo pisać. Paluchy mi się zastały, słowa coraz trudniej przychodzą. A taki codziennie będzie mnie utrzymywał w ruchu. Chyba… ;)

  • Miło czytać takie podsumowania, bo tak naprawdę my, czytelnicy widzimy tylko efekt pewnej pracy. Dziennik miał w sobie swoją własną malutką moc sprawczą. Liczę, że skupienie się na pisaniu dłuższych tekstów przyniesie Ci tyle dobra i inspiracji, co ten dziennik.

    • Dziękuję Kasia, też mam nadzieję, że to będzie dobra decyzja. ;)

  • jesteś kolejną już osobą w internecie, która zachwala codzienne pisanie i mówi o płynących z tego korzyściach. Andrzej poniżej już o tym wspomniał – inspirujesz. Zabranie się do codziennego pisania choćby tylko po to, żeby zacząć układać myśli i polepszyć skilla w pisaniu, chodzi mi po głowie od dłuższego czasu, m.in. również od trafienia na Twój Dziennik. szkoda tylko, że ciągle nie potrafię się za to zabrać. ;)

    • Na pewno warto spróbować. Każdy znajdzie w codziennym pisaniu inne korzyści i wady, ale właśnie ta nauka rozwija.

  • Ciekawie napisałeś o wadach. To dobra lekcja dla innych piszących często i rzadko, że warto po napisaniu odłożyć materiał na bok, przemyśleć i wrócić na drugi dzień.

  • Jestem jedną z osób „zarażonych” Twoim dziennikiem :) Wielkie dzięki za inspirację! Z przyczyn technicznych gromadzę krótkie wpisy w zbiorczych artykułach. http://maciejwojtas.pl/1-mikroblog/

    Masz rację, że tekst wymaga „uleżenia się”. Przy dzienniku nie ma tego komfortu. Ale z drugiej strony, takie pisanie jest świetnym ćwiczeniem zwięzłości, ubierania myśli we właściwe słowa i odpalania petardy od razu, za pierwszym razem ;)

  • „Zdażyło”
    Aha.

  • Trochę szkoda.

    Z jednej strony rozumiem chęć tworzenia lepszej treści. Z drugiej wiem, z doświadczenia z tookapic, że nie da się być codziennie fenomenalnym. Ansel Adams powiedział kiedyś, że jeśli w ciągu roku udało Ci się zrobić 12 dobrych zdjęć – to był naprawdę dobry rok.

    Myślę, że podobnie jest z pisaniem i tekstami. Jeśli w ciągu roku produkujesz 12 dobrych tekstów to jest się czym pochwalić. Sęk w tym, że łatwiej jest wyłowić 12 dobrych tekstów spośród 365, które napisałeś, niż napisać 12 i liczyć, że wszystkie są dobre.

    Nieśmiało zaproponuję inne wyzwanie ;) Zgadnij jakie.

    • Masz rację, ale w moim przypadku bardziej chodzi o to, że dwie wady, o których pisałem są ze sobą skorelowane. Gdyby blog rósł, to można by pracować tylko nad jakością. Tymczasem pisałem codziennie, a wszystko stało w miejscu. Muszę coś zmienić.

  • Myślę, że zanotowałbyś wzrosty, gdyby codziennie pojawiały się takie długie wpisy :). Co, w mojej ocenie, jest nierealne. Codzienne publikowanie dobrej jakości tekstów wymaga ogromnego zaangażowania, dużej ilości czasu i inspiracji :).
    Ja dziennik lubiłam bardzo – taka krótka forma, dająca czasem do myślenia i dająca się rozwinąć „po swojemu”.

    • Codzienne długie wpisy to ultra trudne wyzwanie, ale też raczej nikt tego nie oczekuje. Bo, w przeciwieństwie do krótkich, te długie wymagają więcej czasu na przeczytanie. Będę szukał idealnej proporcji.

  • Mi trochę szkooooda, w końcu czytałam codziennie w pracy. No ale trudno, lepiej nie przeciągać na siłę czegoś, do czego nie ma się już serca :)

  • sadki

    Oj już się przyzwyczaiłem, że codziennie tutaj znajdę coś ciekawego, niebanalnego, twórczego. No nic, jedno się kończy drugie zaczyna.

  • Dzięki za ten projekt. U Ciebie się kończy, a u mnie właśnie stuka pierwszy tydzień pisania. Co prawda nie publikuję tekstów w sieci, ale piszę do szuflady. Chcę sprawdzić czy dam radę pisać codziennie, bo muszę w końcu domknąć jeden projekt, który zacząłem pisać kilka miesięcy temu i do tej pory stoi niedokończony. A muszę go domknąć… Zasada notek taka sama jak u Ciebie i @kac2or:disqus, czyli 200-300 słów. Moje teksty są o otaczającej mnie rzeczywistości, a nie tak angażujące i mimo wszystko dobrze przemyślane jak u Ciebie.

    • To fajnie, że zacząłeś, ale polecam publikować. :) Nie musisz obiecywać, że to będzie codziennie. Możesz mieć nawet rytm tygodniowy publikacji (ale pisać codziennie). To naprawdę dużo zmienia kiedy decydujesz się komuś pokazać swoje teksty.

      • może się skuszę. Pomyślę, bo niektóre tematy na forum mogą urazić osoby z kręgu bliskich. Chyba, że spośród codziennych wpisów będę dozował tylko te, które faktycznie mogą mieć status ‚public’. Pomyślę ;).

  • Wielka szkoda, że to już koniec dziennika. Codziennie z ciekawością czekałem na nowe wpisy, zazwyczaj były dla mnie skondensowaną dawką motywacji do dalszego działania. Dzięki Ci za ten projekt i czekam na nowe posty na blogu :)

    • Będą nowe teksty, tylko w innej formie. :) Jak tylko skończę prace nad nową wersją ruszam z przytupem. ;)

  • Jacek, pomysł był świetny. Mnie zainspirowałeś. Decyzja o zamknięciu tego rozdziału też świetna. Bo zmierzyłeś efekty, bo wiesz czego chciałeś, bo masz swoje lessons learnt. Ja ubóstwiam pisać i rozważam swoją wersję dziennika.

  • Bardzo lubiłam czytać te codzienne wpisy. Szkoda, że już ich nie będzie, ale jednocześnie rozumiem decyzję o zamknięciu dziennika. Życzę powodzenia przy kolejnych projektach :)

  • Aga

    Strasznie szkoda, że nie będzie nowych wpisów. Zgadzam się co do tego, że to nie one mnie tu przyniosły, ale to one mnie tutaj zatrzymały. W publikacji nie chodzi tylko o to, żeby przyciągnąć, ale też o to żeby zatrzymać ;) Czytanie długich tekstów zajmują dużo czasu, dziennik był miłym miejscem na poznanie tego czym żyjesz, o czym piszesz i to on mnie przekonał, że warto tu wracać ;) To była duża przyjemność móc go przeczytać :)

  • 90 Dni wystarczyło żeby się do czegoś przyzwyczaić i polubić :) Szkoda, że już kończysz, ale przecież nie przestaniesz pisać a ja nie przestanę Cię czytać. Dzięki bardzo za mnóstwo inspiracji :)

  • Dobrze czytać takie studium przypadku. Fajnie, że podzieliłeś się też tym co negatywne. Ja właśnie się przymierzałem do publikacji codziennej. Pracuję codziennie nad tekstami, ale potwierdziłeś moje obawy i ograniczę się do pisania, a nie publikacji. Teksty muszą dojrzeć :)

    • Tak, jeśli brak konieczności codziennej publikacji Cię nie demotywuje, to lepiej dać tekstom dojrzeć. :)

  • Bardzo fajne podsumowanie projektu:) Przyznam się po cichu, że zainspirowana Twoim dziennikiem przymierzałam się do pisania własnego, ale na razie czas nie był moim sprzymierzeńcem. Za to bardzo mi się podoba, jak napisałeś o plusach przedsięwzięcia. Bo to jest dokładnie to, o czym mówię moim studentom, kiedy pytają, czemu bez codziennego pisania nie będą dobrymi dziennikarzami. Więc dopisuję Twój tekst do listy lektur :)
    P.S. I jeszcze się pochwalę: piszę codziennie od niemal ośmiu lat :) Ale oczywiście to nie znaczy, że codziennie publikuję coś nowego.

    • Dokładnie tak – najważniejsze jest codzienne pisanie, sama publikacja może odbywać się rzadziej. :)

  • Odnośnie wad. Jeśli chodzi o jakość, to wiadomo – nie da się być codziennie kreatywnym, wyczerpywać tematu i ratować komuś życie swoim tekstem. Jeśli chodzi natomiast o ruch, to warto by było się temu przyjrzeć. Może odpowiednia optymalizacja tytułu, nagłówków i trochę dłuższa forma (wiem, trudno codziennie pisać elaborat), dałyby pozytywny efekt w postaci ruchu z Google? Z doświadczenia wiem, że jeśli skupisz się w danym poście na jednym, specyficznym, niszowym temacie, zamiast robić kolaż z różnych obserwacji i tematów, to z czasem zacznie Ci wpadać z tego trochę ruchu. Z każdego posta kilka sesji dziennie. W miesiącu to robi 300-500 sesji na przykład. A jeśli masz tych postów 90, to już łatwo policzyć ;)

  • Anita

    Ja Cię czytam od dziennika! I teraz go widzę na fejsbuku, że coś dodałeś, wchodzę na bloga. Masz wzrost – minimalny, ale jednak ;)

Zobacz też:
Zobacz też: