Czy naprawdę w tym kraju nie da się żyć?

Nie rozumiem zupełnie trendu robienia męczenników z osób, które nie mają tyle, ile ich zdaniem im się należy i obwiniają za to wszystko dookoła. Oprócz siebie oczywiście.

Naszemu krajowi można wiele zarzucić, wiele jest do poprawienia i daleko nam do miejsca mlekiem i miodem płynącego. Jestem ostatnią osobą, która będzie zniechęcała do rozmów o tym, co jest nie tak. Uważam wręcz, że zdrowe narzekanie jest potrzebne i pokazuje nad czym warto popracować. Błagam, niech tylko z takich rozmów wynika jakiś większy morał niż „jest beznadziejnie”!

Wyjeżdżam stąd!

Weźmy na przykład ten tekst opublikowany dziś (30.11) na jednym z serwisów gazeta.pl. Już sam tytuł pachnie bólem czterech liter na kilometr: „Biznesmen w płaszczu wartym jej miesięczną pensję dał 16 groszy napiwku. Wyjeżdżam stąd!”. Opisana jest w nim sytuacja młodej Dominiki, która mimo wyższego wykształcenia (neurobiologia) musi pracować jako szatniarka, nie ma perspektyw i przez to chce wyjechać szukać lepszego życia w Norwegii.

Sytuacja podobna do tej, którą pewnie przeżywają tysiące ludzi w jej wieku. To prawda, borykamy się z ogromnym problemem niedostosowania poziomu absolwentów do oczekiwań rynku i jesteśmy świadkami ogromnej dewaluacji szkolnictwa wyższego. O tym warto rozmawiać, z tym trzeba coś zrobić. Tymczasem wydźwięk tego artykułu można podsumować jako „w tym kraju nie da się żyć”. Otóż da się, tylko trzeba mieć głowę na karku, trochę samozaparcia i ciężko na swój sukces pracować. Takie teksty to sygnał dla wielu osób, że za wszystko odpowiada system, w którym nie da się niczego zrobić ani osiągnąć. Wychowujemy w ten sposób pokolenie rozpieszczonych, kompletnie pozbawionych pomysłu na siebie młodych ludzi, którym wydaje się, że wszystko im się należy.

 

16 groszy

Dominika miała dość, gdy facet w płaszczu od Hugo Bossa wyciągnął z kieszeni 16 groszy napiwku i rzucił jej na ladę. Studiowała neurobiologię, ma publikacje i zna swoją wartość. A on patrzył na nią jak na tępą lalunię, bo przecież jest tylko szatniarką. Ma 25 lat, zarabia tyle, ile kosztował piękny płaszcz tego faceta. 

W tych kilku zdaniach zawarta jest cała esencja problemu.

Studiowała neurobiologię, ma publikacje i zna swoją wartość. – To trzeba zapamiętać i powtarzać na każdym kroku: to że cokolwiek studiowałaś/eś nie świadczy obecnie w jakikolwiek sposób o twojej wartości. Ok, są uczelnie lepsze i gorsze, papierki użyteczne mniej lub bardziej, ale one same w sobie jeszcze niczego nie gwarantują. Czasami mogą być punktem wyjścia do tego żeby ktokolwiek chciał w ogóle z tobą rozmawiać, ale nie są praktycznie nigdy same w sobie podstawą do jakichkolwiek oczekiwań. Możesz zrobić 10 fakultetów, a jednak nie nadawać się do swojej pracy. W trakcie studiów mogły cię rozpieszczać rozmaite stypendia i zachwyty wykładowców, ale zupełnie nie świadczy to o tym, że masz jakąkolwiek wartość dla przyszłego pracodawcy. Studia i późniejsza praca to dwa różne światy. Też mi się to nie podoba, ale tak obecnie jest. Nie ma co się nad tym faktem użalać, trzeba go po prostu przyjąć jako zasadę tej „gry” i do niej dostosować swoje działania.

 

Nie wierzę też w mit o ludziach niesamowicie zdolnych, utalentowanych, ale których jakimś dziwnym przypadkiem nikt nie zauważa i nie potrafi docenić. Moim zdaniem jeśli jesteś w swojej dziedzinie świetny, masz głowę na karku i potrafisz to wykorzystać, to możesz studiować neurobiologię, jodłowanie, czy naukę o grzybach. Nie ma złych pasji i zawodów. Są tylko ludzie, którzy nie mają pomysłu i wiedzy jak w ramach tej dziedziny chcą działać i stąd prosta droga do tragedii i rozczarowań.

Jedne zawody dają większe prawdopodobieństwo sukcesu, inne dużo mniejsze. To od ciebie zależy, którą drogę wybierasz i jaki masz na to pomysł.

 

To naprawdę jest wyłącznie twoja wina jeśli postanowisz zostać neurobiologiem, ale nie masz konkretnego planu jak przekuć to na pieniądze, które zapewnią satysfakcjonujące życie.

 

Możesz użalać się nad sobą, swoje niepowodzenia uzasadniać zmową wszystkiego dookoła, patrzeć wilkiem na ludzi w lepszych płaszczach i trzaskać drzwiami po kolejnej rozmowie kwalifikacyjnej, w której nikt nie poznał się na Twoim geniuszu. Możesz też wziąć sprawy w swoje ręce, planować swoją przyszłość, budować osobistą markę, szukać innych pomysłów i rozwiązań jeśli obecne się nie sprawdzają i przede wszystkim ciężko na swój sukces pracować.

W drodze do satysfakcjonujących zarobków i budowania własnej wartości studia to taki maleńki i początkowy przystanek. Jeśli w ich trakcie nie zdobyłeś minimum doświadczenia, nie zbudowałeś portfolio, nie zrealizowałeś kilku mniejszych lub większych projektów lub nie zrobiłeś czegokolwiek innego, co pokaże potencjalnemu pracodawcy twoją faktyczną wartość, to musisz te zaległości potem po prostu cierpliwie nadrobić. Czas na spicie śmietanki przychodzi wtedy dużo później, ale przyjdzie. Możesz uciekać przed tą odpowiedzialnością na fiordy, czy na zmywak na wyspy albo po prostu wziąć się do roboty.

  • kk

    wszystko prawda, tylko co z tymi co nie szukają pracodawcy a którym rząd i urzędasy skutecznie utrudniają działanie? kłody pod nogi non-stop. I sie dziwić że uciekają ludzie, jak na wyspach po prostu urzędnik nie przeszkadza (a nawet pomaga) a rząd nie zdziera z początkującego przedsiębiorcy? Zusy zusy. Tu jest problem. Ja nie chce żadnej emerytury bo uważam że człowiek musi samodzielnie zadbać o swoją przyszłość(starość) a nie liczyć na państwo.
    A za lekarzy i tak płace prywatnie i gdzieś mam te nfz-ty, ale tu też wolności wyboru nie mam….

    • Tak, ale to trochę inne tematy. ;)

      • kk

        no tak.. :) tylko chyba błędnie myślałem do tej pory że to przepisy, prawo, ograniczona wolność i trudne warunki prowadzenia działalności są główną przyczyną emigracji.

        • tejuothjs

          Zgadzam się niektórymi przedmówcami, że nie każdy musi być rekinem biznesu, natomiast uważam, że każdy w tym kraju, nawet szatniarka, powinien zarabiać tyle, żeby nie musiał odliczać dni do pierwszego. 3000 zł na rękę, przy cenach artykułów spożywczych, paliwa i służby zdrowia, to powinno być absolutne minimum. Doprawdy, nie chce mi się słuchać tych bredni w stylu – jakbyś chciał, to byś zarabiał nawet 20 tyś miesięcznie, tylko ci się nie chce, weź swój los w swoje ręce itp. Nie wszystko w życiu zależy od naszych chęci i motywacji, i nie wszystko w życiu zależy od nas. NIE WSZYSTKO.
          Żeby nie było, mało nie zarabiam, stać mnie na 4 płaszcze Hugo Bossa miesięcznie. Więc niech mi nikt nie mówi, że jestem nieudacznikiem i mówię tak, bo jestem sfrustrowana. Ale szkoda mi tych, którzy muszą pracować za 1500 zł, 8 godzin dziennie, na umowie zleceniu. Życie za te pieniądze, to wegetacja. A nie powinno tak być! Nie chodzi tylko o to, żeby martwić się o siebie, należy również zadbać o tych, którzy nie są tak błyskotliwi jak my i nie mieli tyle szczęścia.

  • Jacek,
    łatwo jest cisnąć osoby, jak się ma farta i siedzi się w 
    zawodzie/interesuje się rzeczami, które są i długo jeszcze będą na fali
    rosnącej. Nie ulegaj iluzji, że poza tymi kilkoma zawodami (grafik,
    informatyk, marketer plus kilka) jest tak samo łatwo osiągnąć sensowny
    poziom. I nie zrozum mnie źle, nie cisnę Ciebie, właściwie to nikogo nie
    cisnę, ale nie umiałem nie podjąć dyskusji, bo uważam, że to bardzo
    nieuczciwa perspektywa.

    • Ale to nie jest kwestia „farta”, że się siedzi w zawodzie na fali rosnącej. To kwestia wyboru. Jeśli ktoś wybiera niszową działkę i nie ma wizji co z tym dalej zrobić to jest tylko i wyłącznie jego wina. Jeśli ktoś jest dobrym informatykiem i zarabia na tym przyzwoite pieniądze to nie jest „fart” – to są jego umiejętności, które są coś warte. Słaby informatyk zarabia tyle samo co słaby neurobiolog czy filozof.

      • Chyba, że mówimy o firmie, która wygrywa przetarg na system dla PKW ;)

      • kk

        może być jeszcze sytuacja, że ktoś jest dobry np. w grafice, ale nie umie tego sprzedać z różnych względów – problemy z komunikacją, brak obycia, aspołeczny tryb życia, głębsze problemy natury psychicznej itp. No ale trzeba nad sobą pracować i to w sumie też nie jest usprawiedliwienie.

      • Czyli robisz to co robisz dlatego, że jest na fali? Nie prowadziłbyś Engrama gdyby ta działka była mniej popularna? Bo ja odniosłem wrażenie (popraw mnie jeśli się mylę), że robisz to, bo interesuje Cię grafika, ładnie i dobrze zrobione interfejsy, przykuwające oko identyfikacje wizualne. Że Cię pasja tu przygnała. A jeśli tak, to jest to właśnie fart – bo możesz robić to co Cię kręci, ale mając szczęście, że akurat jest na to boom. Pojazdy po ludziach, że to ich wina, że akurat kochają coś, co ma się znacznie słabiej, to nie jest coś, czego się spodziewałem po tym blogu, jeśli mam być szczery. Bo wychodzi na to, że próbujesz sugerować, że ludzie powinni iść z prądem i robić to co opłacalne, olewając to co ich interesuje i w ogóle najlepiej żeby nie mieli prawa powiedzieć, że to ich frustruje, że chcieliby żeby było inaczej.

        • Wybacz bezpośredniość, ale piszesz jak moja babka od polskiego w liceum. Że poeci są niedoceniani, że pisarzy jest mało, bo nie są wspierani. Tylko mało który zadaje sobie pytanie czy jest na tyle dobry, by ludzie go czytali.

          Jeśli teraz wymyślę, że moją pasją jest lepienie bałwanów, to mam usiąść i czekać, aż państwo wyciągnie do mnie rękę i stworzy stanowisko pracy specjalnie dla mnie?

          Pasja, pasją, ale jeżeli nie możesz realizować jej w pracy, to zawsze możesz po pracy.

        • Michał, po pierwsze dwa głębokie wdechy. ;) Po drugie, po nikim nie jadę za to że wybrał sobie określoną drogę zawodową, źle mnie zrozumiałeś. Wręcz przeciwnie, mega szanuję ludzi, którzy zajmują się np. neurobiologią, robią to z pasji i nie idą za łatwiejszą kasą w korpo. Jeśli jednak decydujesz się na taką drogę, to musisz mieć wizję tego dokąd ona ma cię zaprowadzić i czy do tego wymarzonego celu jesteś w stanie dojść. Nie ważne czy wymarzyłeś sobie, że będziesz informatykiem, czy hodowcą motyli. Jeśli nie wiesz jak przekuć to na pieniądze, które cię utrzymają to jest twoja wina. Problemem nie jest tu sam zawód, który ktoś wybiera, a umiejętność odnalezienia się w nim. Studia tego nie gwarantują, państwo tego nie gwarantuje i niczego nie obiecuje. Sami musimy na sukces zapracować i tylko o to mi chodzi.

          • Sorry Jacek, trochę się uniosłem :) Ale grasz na dzwonach, które akurat są moją czerwoną płachtą. Wydaje mi się, że musi być miejsce pomiędzy tłumaczeniem lenistwa a przekonaniem, które tu się pojawiło. Musi być jakaś inna droga, bo to nie jest taki klarowny temat.

      • Dokładnie :) Poza tym, opieranie przyszłości tylko i wyłącznie na studiach całkowicie mija się z celem – trzeba włożyć też sporo prywatnego czasu i sił, żeby nauczyć się rzeczy przydatnych dla pracodawcy. Ot, własny przykład – z czystej ciekawości zainteresowałam się tematyką grafiki i UX, aż udało mi się zdobyć pracę z tym związaną. A że studiuję dziennikarstwo, będę opiekować się także stroną PRową. Można? Można. Trzeba tylko chcieć.

    • eV

      Jeśli myślisz, że bycie grafikiem jest łatwym zawodem, to otwórz jakąkolwiek stronę z konkursami typu „2000 grafików bije się o to, którego z nich praca zostanie wybrana i tym samym zgarnie 500 zł”. To tak jakby powiedzieć, że muzyk to łatwy zawód, ponieważ wystarczy zrobić jakiś kiepski utwór i już od razu jest się w Top10 na 4funtv czy innej vivie…

  • INNA KULTURA PRACY, nie chodzi tylko o pieniądze

    „4. Jakie są więc naj­większe róż­nice w pracy de­si­gnera w na­szym kraju i za gra­nicą? Jak ra­dziłeś sobie z róż­ni­cami kulturowymi?

    M.S.: Naj­większa róż­nica to sza­cunek dla tego, co umiesz i wy­ko­nu­jesz, ale i dla tego, co sobą re­pre­zen­tu­jesz. To chyba w ogóle naj­większa róż­nica kul­tu­rowa, ja­kiej do­świadcza Polak na emi­gracji w cy­wi­li­zo­wanym kraju, a przy­naj­mniej naj­czę­ściej przez nas, emi­grantów, opi­sy­wana, więc chyba ważna.

    Po­laków z branży pro­jek­towej za­wsze naj­bar­dziej za­dziwia aneg­dota, którą opo­wiadam z agen­cyj­nego życia za gra­nicą, a która świetnie odda, co chcę tu wy­razić. Opo­wiadam w niej, jak to zo­stałem skar­cony przez sze­fową Ogilvy & Ma­ther… za pierwszą próbę po­zo­stania w pracy po go­dzi­nach.

    Nigdy więcej nie spró­bo­wałem. Raz po­uczony, że „w na­szych oknach nie pali się światło po go­dzi­nach”, nie chciałem bu­dować w oczach kon­ku­rencji oraz klientów ne­ga­tyw­nego ob­razu agencji. Gdybym zo­stawał po go­dzi­nach, firma zy­ska­łaby piętno nie umie­jącej za­rzą­dzać czasem pra­cow­ników i przy­go­to­wa­niem zleceń na czas. Przy­pomnę, że w pol­skich re­aliach ślę­czenie w ro­bocie po go­dzi­nach jest prze­cież do­brze wi­dziane przez pra­co­dawców, po­żą­dane i jakże oczy­wiste dla… am­bit­nych pracowników.”

    http://jaceklipski.pl/2014/11/18-pytan-do-marka-mareksego-szewczyka-dyrektora-kreatywnego-creamteam-branding-advertising-design-studio-z-krakowa/

  • Alkus
  • maniek

    Zgadzam się w całej rozciągłości. Nie ma talentów, jest ciężka praca. A sam artykuł śmierdzi wyssaniem z palca na kilometr, bzdura stworzona w zakompleksionym umyśle dziennikarza. Słaby klikbejt (a właściwie dobry klikbejt, ale słaby jest fakt korzystania z tak tanich zagrywek) Ten kraj nie jest zły, a z tym podejściem, to źle będzie wszędzie. Życzeniowe pokolenie i tyle. Niestety nie jest to problem kraju, a pokolenia własnie, bo takie głosy są wspólne wszędzie. Tylko ze np w USA narzekają nie na system, ale na pokolenie babyboomers, którzy nie chcą ich wpuścić na rynek pracy, co jest żałosne co najmniej.

    • Dawidezzo Mezzo

      A kto tworzy system a konkretnie jego część w postaci rynku pracy jak nie pokolenie babyboomers? Przecież to są dzisiaj najczęściej pracodawcy w USA i nie tylko. F**k logic ziom.

  • Uwielbiam osoby, które uważają, że się im cokolwiek „należy”. Naprawdę uwielbiam. Eliminować je ze swojego życia.

  • W 100% się zgadzam. Jest wiele takich osób, które kończą studia (z wyróżnieniem gad demyt!) i czekają aż praca sama się znajdzie. Mało inicjatywy, mało siły do działania, nic tylko usiąść i zapłakać nad swoim losem.

    @KK – raz w miesiącu myślę bardzo ciepło o ZUS-ie, ocieram łzę i robię przelew. Emerytury nikt mi nie zagwarantuje, ale z drugiej strony, gdyby można było zrezygnować z płacenia składek emerytalnych, to wiesz ile ludzi potem by się tułało po ulicach, bo nie udało im się zadbać o swoją starość? Temat ZUS-u jest strasznie śliski, ale nie widzę w jasnych barwach opcji porzucenia składek.

    @Michał Nowakowski tu nie chodzi o ciśnięcie kogokolwiek, tylko samo podejście do życia. Najlepiej usiąść na dupie i płakać, że zły kraj, że źli ludzie, że tu się nie da żyć. Czasem jest lepiej, czasem jest gorzej, ale trzeba tak robić żeby było dobrze.

    Ile jest osób, które łapią każdą robotę jaką się da, doszkalają się, robią staże, przekwalifikowują się (Ale po co! Jak już umoczyłem w durne studia to trzeba ciągnąć ten temat). A nie siedzą i popłakują, że system ich zniszczył i tu nie ma życia. Pojedzie dziewczyna do Norwegii i się dowie, że nie ma idealnych miejsc i tam też bywa ciężko, nielogicznie i bez sensu.

    I tu nie chodzi, tak jak piszesz, by łatwo osiągnąć sensowny poziom. O nie. Trzeba zapierdalać, by do czegoś dojść. Ale da się.

    • Ale skąd założenie, że ktoś kto mówi JEST ŹLE / CHCIAŁBYM ŻEBY BYŁO LEPIEJ, nic nie robi? Nie próbuje? Jak mówienie tego ma niby oznaczać, że ten ktoś „siedzi na dupie”?

      • To widać, że słabo się stara. Gdy otwierałem kilka lat temu firmę, powiedziałem sobie, że gdyby mi na początku nie szło, to na nocki będę chodził do DHL-a na magazyn sortować przesyłki. Na szczęście nie musiałem tego robić, bo firma mi jako tako przędzie, bez rewelacji, ale żyć się da.

        Jeśli komuś nie idzie, musi zadać sobie pytanie, co zmienić, w jaką stronę pójść. Bo wyjazd za granicę, może takiej osobie dać wszystko, ale może też pogrzebać ją do końca, jeśli okaże się, że w tej „cudownej zagranicy” jakoś też sami pracy nie dają (gdzie można pracować z pasji rzecz jasna).

        • Ależ ja nie twierdzę, że nie ma osób, które robią to źle, które tylko marudzą, a wcale się nie postarały. Ja tylko twierdzę, że to nie jest taki prosty, nieskomplikowany problem jak zostało to tu przedstawione. Jest dużo czynników, które na to wpływają i chociaż się zgadzam, że jest to dobry temat do dyskusji, bo można dojść do jakiegoś wniosku, to akurat ten wpis nie brzmi jakby to proponował – to jest po prostu odcięcie się od osób, które nie mają czegoś co akurat Jackowi czy Tobie się udało mieć. Gratuluję Wam, że macie, ale nigdy nie będzie mi tak po drodzę do jednoznacznego szufladkowania tych, którzy nie mają.

          • Michał, ja się z Tobą zgadzam, to nie jest kwestia zero-jedynkowa, ale ten tekst jest przede wszystkim komentarzem do postawy jaka została zaproponowana w artykule na gazeta.pl Tam przekaz jest jednoznaczny: „nie ma perspektyw, nie ma przyszłości, wyjeżdżam stąd”. Moim zdaniem w postawie tej dziewczyny brakuje autorefleksji, podobnie jak wiele jej podobnych osób woli zrzucać winę na innych. Nie ma tam cienia skruchy, nie ma słów „starałam się, ale nie wyszło”. Być może jest to manipulacja redaktora, ale oddaje pewien sposób myślenia, który strasznie mnie razi. Nikogo nie skreślam i jednoznacznie nie chcę krytykować, różnie się życie potrafi ułożyć. Jednak to my w znakomitej większości wypadków odpowiadamy za to jak ono wygląda.

          • Kamil

            W jej słowach zabrakło autorefleksji. Ale w Twoich też. Sieć pełna jest blogów, których autorzy zawodowo zajmują się wytykaniem komuś błędów. Ale to nie wystarczy. Trzeba tez nakreślić istotę problemu. Ale o to potrafi się pokusić niewielu blogerów. mam wrażenie, że i w Twojej odpowiedzi na moje słowa zabraknie cienia skruchy – zaboli Cię, jak każdego normalnego człowieka, że wytykam Ci błąd. Bo ta jesteśmy skonstruowani, jako istoty żywe i czujące – nie okazujemy skruchy, dopóki ktoś nas do tego nie próbuje zmuszać. To ludzka natura, a nie studia czy czyjeś widzimisię, sprawiają, że jest jak jest.

    • kk

      „Temat ZUS-u jest strasznie śliski, ale nie widzę w jasnych barwach opcji porzucenia składek.”

      ja też nie. Ale to tylko dlatego że w tym systemie emerytalnym to my teraz płacimy na teraźniejszych emerytów/rencistów – to im by sie dostało najbardziej :( – reszta by sobie poradziła, choćby dlatego że brak składek to niższe koszty pracowników, więc więcej miejsc zatrudnienia i lepsze warunki.

  • Nie tylko głowa na karku czy umiejętności ale też rodzaj zawodu jest bardzo ważny. Podjąłeś ważny temat ale wydaje mi się że sprawa jest bardziej złożona.

  • Niech ktoś to w końcu głośno powie – emigracja to tylko czasowe odwleczenie tych samych rozterek, tylko na trudniejsze pole, bo nie w rodzimym języku. Za te 3-5-10 lat też będzie niunia mieć rozterki, że nie po to studiowała neurobiologię, żeby sprzątać.
    A do Polski nie ma już po co wracać… a może i wróci; z może, oszczędnościami, ale mając 35 lat startować na rynku pracy… powodzenia.
    Więc lepiej startować tu i teraz, skrzyknąć 4 takich samych nieboraków i złożyć wspólny projekt do UP, dostać dotację i walczyć, próbować, szukać – bo rzadko zaczyna się od razu interes złoto – to się tworzy, nabiera doświadczenia, ale nie dojdziesz do tego nie próbując.

    • john

      Zawsze można zostać tzw. dyrektorem kreatywnym i zastanawiać się jak wychujać przeciętnego konsumenta i odnieść spektakularny sukces podnosząc słupek sprzedaży o 0,0001 pkt ;]

    • Dawidezzo Mezzo

      Masz 35 lat, tracisz pracę, zakład upada. Musisz się przekwalifikować bo dzisiaj jak wiadomo trzeba będzie to zrobić 3-4 razy w ciągu całego życia zawodowego. Zaczynasz od zera na rynku pracy w nowej branży. Powodzenia.

      • Nawet w jednej branży warto ewoluować – nie rewolucja, a ewolucja.
        Drobne zmiany, decyzje, spotkania, próby, większe-mniejsze upadki – to wszystko za 5-10 lat doprowadzi na pewno dalej niż pracowanie w jednym miejscu, które Ci nie pasuje. 15 lat po studiach artystycznych właściwie mogę powiedzieć, że zaliczyłem ze 3 „korekty’ kierunku zawodowego. Korekty, bo nie o 180 stopni, ale dosyć daleko od tego gdzie kończyłem studia i tego co wyobrażałem sobie o ścieżce zawodowej.
        Właściwie nie ma miesiąca, w którym nie uczysz się nowych rzeczy w tej branży, więc ciągle „przekwalifikowywać się” jest chyba w nią wpisane.

  • Hammurabi (ten wojownik na słoniach, jeśli nie znacie) powiedział kiedyś „Albo znajdziemy drogę, albo ją zbudujemy”. I niech młodzi też tak myślą, a nie obwiniają wszystkich dookoła. Ten kraj ma szanse, jeśli ludzie będą przedsiębiorczy a nie roszczeniowi. I tyle ;)

    • Ładny cytat. :)

      I ja się w pełni zgadzam, że jeśli człowiek chce to może. Ja akurat to czuję i zamierzam tak żyć, ale jakoś nigdy nie umiałem równocześnie atakować tych, którzy nie potrafią. Człowiek rodzi się w takim a nie innym świecie – nie ma wyboru, musi się starać w nim działać, tu nie ma wątpliwości – ale czy nie może się podenerwować przy tym? To jest osobna kwestia. Bo co jeśli ktoś nikogo nie obwinia, ale po ludzku żałuje, że czegoś nie ma? Nie może sobie pożałować głośno? A niby czemu? A czemu ci którym się udało mogą mówić o swoim sukcesie, a ci którym się nie udaje mają nie móc mówić o swoich frustracjach?

      • Nie ma niczego złego w żaleniu się, nikt nie jest super-optymistą. Tylko niech ten, któremu nie wyszło nie narzeka na tych po drugiej stronie. Kogo to obchodzi kto ma jaki płaszcz i za ile. Jeśli kogoś stać, to niech kupuje płaszcze nawet i za 5000zł. Jego sprawa. :)

        • Płaszcz jest prawdopodobnie wymysłem pismaka. Metaforą dla podkolorowania wątku. Czytamy historyjkę prasową (kto wie czy nie zmyśloną), a nie biografię znanej neurobiolożki…

        • kk

          ale tak żydzić napiwku mając pieniądze? nie jeden biedny da normalniejszy napiwek – kwestia mentalności. Lepiej w ogóle nie dać niż robić z siebie bałwana.

        • mikewest007

          No ale sorry. Pokutuje u nas stereotyp oderwanego od pługa granatem buca, który po plecach innych wdrapał się na menedżerski czy dyrektorski stołek, ale nadal jest bucem, i traktuje z góry wszystkich, którym się „nie udało”. Spod płaszcza Burberry wystaje mu chamski waciak, a z lakierek wiechcie słomy. I niestety takich typów widziałem na własne oczy – oni są w stanie bezczelnie powiedzieć swoim podwładnym „muszę zarobić w tym miesiącu osiem tysięcy, więc musicie na mnie tyrać”.

    • Piotr Maj

      Hammurabi znany jest z kodeksu, chyba chodziło Ci o Hannibala Barkasa;) poza tym zgadzam się z Tobą w 100%.

    • Patryk Scelina

      Nie każdy może i powinien być przedsiębiorczy. Jak każdy będzie przedsiębiorcą i kierownikiem to kto będzie pracował ?

      Wszystko co nosimy, w czym chodzimy, po czym chodzimy, na czym siedzimy itd. wykonują pracownicy fizyczni. Co mają oni waszym zdaniem zrobić by godnie żyć w tym kraju? Mają być błyskotliwi i przedsiębiorczy ? Mają w sposób przedsiębiorczy układać cegłówki i jeździć taczką ? Kto będzie wywoził śmieci, budował domy i drogi ? Przedsiębiorcy ? Jeśli klasa robotnicza nie ma z czego żyć wyjedzie stąd nie ma innej opcji i żadne biznesowe porady tego nie zmienią.

  • Świetny tekst :)

    Mało kto na etapie edukacji myśli o tym, że trzeba robić coś jeszcze, budować swoją markę, by do czegoś dojść. Po części winę za to ponoszą rodzice, po części otoczenie, ale głównie sami „poszkodowani”. Boli mnie to jak wiele młodych osób ślepo wierzy w zbawczą moc studiów. Zamiast znaleźć pasję, pielęgnować ją, a w końcu „wyjść do ludzi”, wolą zdobywać kolejne papierki. Później przychodzi brutalne zderzenie z rzeczywistością – 16 groszy napiwku.

    • Dawidezzo Mezzo

      Nie wszystkie pasje da się przekuć na pieniądze młody człowieku. Poza tym winy nie ponoszą głównie poszkodowani tylko system edukacji czyli państwo, brak współpracy na linii biznes-uczelnia czyli państwo i pracodawcy a potem dopiero rodzice i na końcu absolwenci. Niemcy jakoś nie kształcą masowo młodzieży na nie przyszłościowych kierunkach. W Polsce przekręt polegał na tym, żeby oddalić ludziom bezrobocie o kilka lat i wysłano ich hurtowo na studia. Całe pokolenie wyżu lat 80-tych. Dziś ci ludzie w sektorze IT mają nieźle, poza tym jeśli nie mają własnego biznes lub nie są Misiewiczami tudzież nie odziedziczyli spadków i firm po rodzicach to zostaje najczęściej praca fizyczna albo zmywak. Często też bezrobocie. Do tego muszą konkurować z tańszymi Ukraińcami. Nikt ich za to nie przeprosił i nie przeprosi. Nawet nie pocałują ich w doope. Winni są oni sami przecież mogli zostać spawaczami bo przecież lepiej zostać spawaczem niż bezrobotnym politologiem. Takie to mądre jak pamiętne zmień pracę i weź kredyt.

  • Zakładając, że najważniejszy jest „sukces” artykuł jest ok. Nie wiem co lepsze. Sukces i zawał przed 50tką czy pomarszczone ręce od zmywaka ale praca 7h nad fiordami. Poważnie, nie wiem : )

    • Patryk Scelina

      Dokładnie. Autor zdaje się nie mieć świadomości, że nie każdy chce być mistrzem świata, że są ludzie, którzy pracują by żyć, a nie odwrotnie. Nie wspominając o pracownikach fizycznych. Nie wiem co ma sobie myśleć pracownik fizyczny po przeczytaniu takiego tekstu.

  • Paweł

    A ja myślę, że w każdym kraju żyć się da, w Somalii przecież też żyją… Wg mnie chodzi o to, że w państwach do których emigrują Polacy jest po prostu łatwiej, lepsze warunki gospodarcze, inna mentalność itp. Oczywiście, że w Polsce sie da żyć nawet i na super poziomie ale w krajach zachodnich ten poziom osiągniesz przyjemniej, pewnie szybciej ale niekoniecznie łatwiej. Młoda dominika w Norwegii w szatni zarobi sporo więcej niż w szatni w Polsce, dlatego chce wyjechać, proste. Podsumowując: w Polsce da się żyć ale w krajach gdzie Polacy emigrują da się żyć lepiej przy tym samym wysiłku włożonym w pracę

    • Dawidezzo Mezzo

      „w Polsce da się żyć ale w krajach gdzie Polacy emigrują da się żyć lepiej przy tym samym wysiłku włożonym w pracę” bo w Polsce niemal wszyscy szukają wielozadaniowego muła z mentalnością niewolnika za 2000 brutto a wymagania trzeba spełniać jak na kosmonautę, sprzątaczka musi mieć wyższe wykształcenie i znać język obcy, do tego za tą samą pracę jak jej koleżanka Niemka kupi sobie o wiele mniej ze względu na siłę nabywczą złotego, także w Polsce da się żyć, szkoda że tylko nieliczni żyją na godnym poziomie mając wynagrodzenie niemieckiej sprzątaczki

  • MM

    A ja tak chciałam spojrzeć na sprawę ze strony przeciętniaka. Skończyłam studia fajne ale szału nie ma. Dobra uczelnia, z perspektywami ale nie poszlam od razu do pracy tylko zaczelam robic doktorat. Pozniej pracowalam to tu to tam i w sumie kariery wielkiej nie zrobilam. Zalozylam swoja firme ale tez jest raz lepiej raz gorzej. No nie jestem rekinem biznesu i nie da sie tego ukryc, nie mam sily przebicia i prawdopodobnie sie tego nigdy nie naucze i wiem ze bede chyba juz zawsze przecietniakiem. Czasem naprawde z zazdroscia patrze na ludzi ktorzy potrafia sie w tym odnalezc, odnosza sukcesy, zarabiaja sensowna kase bo ja tego po prostu nie potrafie. Za granice sie rowniez nie wybieram bo wychodze z zalozenia ze jak tu nie ide jak burza to tam tym bardziej. Dla takich sredniakow rowniez musi byc gdzies miejsce bo nie wydaje mi sie zeby kazdy musial odnosic jakies oszalamiajace sukcesy.

  • R

    Dziwne, że w Norwegii nie boli płaszcz za tysiąc pięćset sto dziewięćset, których napewno jest więcej niż u nas. Na emigracji żyje się „lepiej” bo łatwiej jest sobie wmówić tymczasowość sytuacji. Nie boli płaszcz zarobionego grubasa, nie kłuje w zęby najtańszy chleb, nie przeszkadza mieszkanie w 43 osoby w 3 pokojowym mieszkaniu. No bo przecież jest się tu tylko dla kasy a jak będzie źle to się wróci do Polski. W moim przekonaniu w wielu przypadkach lepszość życia na emigracji polega właśnie na turbo oszczędzaniu. Ukraińcy przyjeżdzają pracować do Polski, potrafią przeżyć i jeszcze wysłać kasę rodzinie. Oczywiście mówię o przypadku szatniarki, kucharza, malarza a nie o gościu co emigruje z Warszawskiego banku do banku w Szwajcarii.

  • sdfvasdfvb

    N zachodzie mozesz studiowac neurobiologie i bedziesz mial prace w swoim wymarzonym zawodzie, bedziesz sie rozwijac i komus bedzie to potrzebne

    W polsce jesli nie studiujesz okreslonych kierunkow najlepiej zamknietych zawodow to tracisz swoj czas.

    Polska to kraj taniej sily roboczej i handlu czego przykladem jest autro tego wpisu ktory prowadzi agencje reklamowa.

    Polska nie jest krajem nauki, rozwoju, przemyslu opartego na r&d, tu sie sprzedaje chinskie produkty i wykonuje dla zachodu skladanie rzeczy z prostych klockow.

    Tak wiec jesli ktos naprawde ma ochote byc naurobioloogiem to tylko zachod, jesli chce zostac robotnikiem, rolnikiem, handlowce, marketingowcem – to polska jest jego mekka.

    • Karolina Jankowska

      to jest jakaś totalna bzdura, nie ważne czy „na zachodzie” czy w Polsce są określone zawody w kórych zebyś sie przebił musisz byc poprostu dobry. Jeżeli chcesz robić kariere zagranica to musisz byc dwa razy lepszy bo musisz pokazac przewage nad tymi, którzy sie w danym kraju urodzili. Może na innych uczelniach zarabi sie lepij niz w Polsce ale wciąz sa to zarobki na poziomie średniej krajowej

      • Dawidezzo Mezzo

        czytaj ze zrozumieniem dziecko drogie

  • Patryk Scelina

    Całkowicie się zgadzam z tym, że takie są realia. Jednak zapominamy o tym, że nie każdy człowiek z natury jest wilkiem czy lisem, który będzie zaciekle walczył o swoje bądź przechytrzy system. Zapominamy o tym, że znaczna część społeczeństwa nie ma ani predyspozycji ani chęci do bycia jednoosobową firmą, która nie dość, że potrafi wykonywać świetnie swoją pracę to jeszcze potrafi świetnie się sprzedać. Jest cała masa ludzi, którzy po prostu chcą żyć i pracować na przyzwoitym poziomie niekoniecznie wyróżniając się spośród tłumu. Natomiast to co obecnie dzieje się wymaga od nas wszystkich bycia osobami błyskotliwymi, które mają w głowie swój własny biznesplan, są przebojowi, potrafią się pokazać, zabłysnąć, nie pokazują swoich słabości, nie mają problemów emocjonalnych itd. itp.
    Zapominamy o ludziach, którzy nie chcą być gwiazdami, chcą spokojnie, ale godnie żyć. Niestety dla takich ludzi nie ma miejsca jak sugeruje powyższy tekst i niestety się z tym zgadzam, ale tak być nie powinno.

    Również uważam, że nie należy bezczynnie narzekać, ale jeżeli żyjemy w kraju, w którym Państwo wyzyskuje nas na każdym kroku, bezużytecznym ZUSem i trwonionymi i rozkradanymi podatkami, jednocześnie nie ponosząc żadnej odpowiedzialności za własne błędy, to nie widzę innego sposobu na „życie” jak uciekanie z tego kraju. Nie koniecznie fizycznie, ale choćby pracując dla zagranicznych firm, bądź prowadzenie działalności za granicą.

    W społeczeństwie musi być jakiś naturalny podział i rynek pracy powinien uwzględniać wszystkich. Natomiast u nas jest więcej kierowników niż pracowników, zarówno w sektorze publicznym jak i prywatnym. Błyskotliwi indywidualiści, którzy uważają, że w tym kraju da się żyć tylko trzeba „mieć łeb na karku” za jakiś czas zostaną tu sami i wtedy utoną we własnych odchodach. Bo okaże się, że nie ma w ogóle pracowników fizycznych, których się nie zauważa, siedząc w ciepłym fotelu na 40 piętrze biurowca w stolicy i pisze artykuły o tym jak to się powinno kombinować by żyć w tym kraju. Sorry.

  • „Kazdy jest kowalek swojego losu”
    Zgadzam sie w stu procentach z Toba, Jacek.
    Wymysle sobie ze chce byc testerem batonow, dalej; bede studiowal rozne batony przez kilka lat a na koniec bede wymagac od kraju zeby stworzyl dla mnie miejsce pracy. Bo ja ciezko pracowalem i studiowalem na testera batonow!
    Specjalnie wymyslilem taki kuriozalny przyklad aby pokazac do jakiej idiotycznej sytuacji moze porawdzic takie myslenie.
    Rynek definiuje ile warta jest twoja praca. Nikt nie zabrania nikomu uczyc sie innego zawodu, jesli w jednym nie wyszlo. I nikt nikomu nie kaze pracowac jako szatniarka. To ze spotkala kogos bogatego powinno byc dla niej motywacja ze mozna w tym kraju byc bogatym (pomijajac fakt czy facet nie odziedzyczyl majatku).
    Ja osobiscie wyjechalem z kraju nie z przyczyn braku pracy, a zgola innych; ambicji i samorozwoju.

    Pozdrawiam, sorry za brak polskich znakow ;)

  • Eckhart

    1.
    Jeżeli chce się coś osiągnąć na rynku pracy to trzeba studiować to co się lubi i jest naszą pasją. Bez tego moim zdaniem niema możliwości być w gronie najlepszych co daje nam jakąś lepszą perspektywę. Ciężko się poświęcać i pracować dla czegoś co nas nie kręci, a bez ciężkiej pracy możemy zapomnieć o dobrym stanowisku.

    2.
    Moim zdaniem, jeżeli ktoś świadomie decyduje się na studia o kierunku typu marketing czy pedagogika, powinien od razu zaakceptować, że bardzo trudno będzie po tym dobrze zarabiać i możemy być skazani na słabe zarobki. Jeżeli ktoś dokonuje takiego wyboru, a potem dziwi się że mało zarabia lub niema pracy to pretensje może mieć tylko do siebie.

    3.
    Nie wszędzie jest tak różowo, nie w każdym zawodzie można pokazać dumnie swoje portfolio.
    Są zawody gdzie pracodawca wybiera po wykształceniu i stażu pracy, ciężko jest pokazać że to właśnie ja jestem lepszy.

    4.
    W mniejszych miastach też nie jest tak różowo, nie każdy może wyjechać do innego kraju czy większego miasta. Niestety nic nie gwarantuje sukcesu, nawet ciężka praca. Znam ludzi, którzy ciężko pracowali i nic z tego nie mieli gdyż pracodawca miał PRL-owski tok rozumowania i stracili wiarę po kilku latach w ciężką pracę. Pamiętajcie, że w mniejszych miastach często nie można przejść się po firmach bo jest ich niewiele w regionie. Łatwo ocenia się siedząc w większym mieście z innej perspektywy, gdzie są możliwości mimo wielkiej konkurencji.

    • Marianna

      Mieszkam w mniejszym mieście i wiem, że tutaj nie ma pracy(poza handlem) ale tutaj nie ma jak się piąć po szczeblach kariery i mieć nadzieję żeby się czegoś dorobić. Jednak uważam, że to prawda nie wszyscy startujemy z tego samego poziomu, ale od dawno wiadomo, że sprawiedliwości nie ma na tym świecie. Jeżeli ktoś jest wystarczająco mocno zdeterminowany i wie czego chce to poradzi sobie w każdych warunkach. Dzisiejsza rzeczywistość naprawdę daje nam wiele możliwości.

      • Onomatopeja

        Daje wiele moźliwości ale tylko wybranym i tym którzy się wybija z szarej masy . a 70% zostanie bez wyboru z nie spełnionymi ambicjami lub po prostu tacy którzy nie poradzili sobie w konkurencji i na castingu, statystyka jest nie ubłagalną i matematyka tez, nie da sie zaspokoic wszystkich i tylko najbardziej zdeterminowani i wytrwali odniosą sukces, za dużo jest ludzi żeby każdy mógł na starcie zaplanować swoje życie w takim systemie … poza tym do tego jest potrzebna tez wiedza i kształcenie w takim kierunku żeby umieć zaplanować biznes, wielu ludzi po prostu boi się takich odważnych kroków chyba ze zostaną postawieni pod ścianą ( sam jestem świadkiem że sklepik spożywczy pod moim oknem zmienia właściciela 3 razy w roku ) … no i oczywiście nie każdego ambicją jest branie na swoje barki ciężaru i odpowiedzialności, niektórzy woleli by iść na 8 g do pracy a w domu sadzić kwiatki i czesać psa, a w biznesy trzeba poświecić się na 120 %.

        • Marianna

          Każdy z nas jest predysponowany do czego innego, mimo iż są niestety ludzie którzy na siłę chcą robić coś czego nie potrafią – może ktoś powie że każdy ma prawo walczyć o marzenia, owszem ma ale każdy z nas musi się liczyć z tym że nie wszystkie marzenia się spełniają. Dla każdego z nas pod słowem sukces kryje się coś innego. Są też ludzie, którzy są słabsi i nie radzą sobie w warunkach których są trochę zmuszeni żyć, każdemu trzeba dać szansę. To czy ktoś ją wykorzysta to już jest zupełnie inna bajka. System, państwo, polityka, społeczeństwo ma znaczenie i oddziałuje na nasze życie ale czy na pewno aż tak żeby stwierdzać że nie da się w tym kraju żyć? Da się, tylko może nie tak jak niektórzy sobie wyobrażają. Dla tego mamy wolne granice i każdy może się spakować i wyjechać.

  • Prawdą jest i ten tekst i komentarze tutaj, które mniej więcej przeczytałem. Dzisiejsze uczelnie i to, co robią jest śmieszne, ale to się ciągnie już od podstawówki czy gimnazjum. Z drugiej strony nie każdy jest właśnie rekinem. Ludzie… społeczeństwo już zgłupiało.

  • Marianna

    Nigdy nie miałam problemu z mieniem pieniędzy. Nie wiem czy potrafię ocenić sytuację z perspektywy osób które je mają, ale prowadzę firmę która ma duże perspektywy a jednocześnie haruje za 9/h studiuje zaocznie i mam na co wydawac pieniądze. Żeby do czegoś dojść trzeba harować, nie zależnie od długości geografiicznej i sytuacji w państwie. Jak się nie udowodni swojej wartości to nikt nam nie uwierzy na słowo.

  • Zgadzam się z tezami z artykułu. Tak często wyśmiewani Amerykanie mają podejście następujące: Wydarzyło się coś złego, więc muszę poszukać winy w sobie i to poprawić. Polacy często po prostu narzekają i zrzucają winę za wszystko na „tamtych”, „onych” itd. Tyle, że jak do tej pory, to Amerykanie lepiej wychodzą na stosowaniu swojej filozofii życiowej, a nie my. Na szczęście nie wszyscy jesteśmy narzekaczami. Jest nadzieja!

    • Amerykanie mają jedno z najbardziej rozwarstwionych społeczeństw, w którym średni poziom zrycia należny do jednych z niższych wśród krajów rozwiniętych. Jeszcze niedawno kilkadziesiąt milionów ludzi pozbawionych było dostępu do jakiejkolwiek służby zdrowia.

      Amerykanie właśnie budzą się ze swojego „amerykańskiego snu” i mitu „ciężką pracą od pucybuta do milionera”. Trochę śmieszne, że te bajeczki przedstawia się w PL jako receptę na sukces.

      • Sandra

        Sandra

        • Sandra

          Racji to pan w ogóle nie ma ! Ja pracuje 20 lat i nic nie mam poza nerwami i długami. Niczego sie nie dorobiłam – tylko tego ze po lekarzach chodzę ciagle. Niestety ale w tym kraju życia nie ma. Człowieka nie stać na nic – No chyba ze ktos zarabia dużo. Ja mam najniższa krajowa – wiec jak z tego żyć ?

  • Karol Piekarski

    Czytam te wypociny przedmówców i mam namacalny dowód, że nasz naród sięgnął dna. Wszyscy odmieniają słowa „zysk”, „praca”, „wynagrodzenie” i „bezrobocie”. Zapewniam Was, że zarabianie pieniędzy jest dziecinnie proste.

    Trudne jest mądre ich inwestowanie i jednoczesne korzystanie z życia. W Polsce (jak wszędzie) można bardzo łatwo zarabiać duże pieniądze, ale u nas problemem jest brak kultury, stylu, radości życia, ciepłego klimatu i dobrej kuchni. Większość Polaków już dawna sprowadziła swoje życie do mechanizmu sen-praca-sen. To jest właśnie upadek.

    • polak to hanba

      Karolu piekarski, jestes bezczelnym polskim glabem . Ja zarabialem w polsce piniadze, ale pracodawca- polski bisneszlodziej, nie wyplacil wszystkim wynagrodzen, zwolnil bez wynagrodzen,i wynagrodzenpracy , z bozej laki polski sad pracywydal niektorym z nas wyroki zasadzajace nie wyplacone wynadrodzenia . I od 14 lat wyrok polskiego sad nie nadaje sie nawet do wytarcia odbytu.zlodziej pracodawca pracodawca smieje sie sadowi i mnie w twarz , i nic nie moze komornik od niego sciagnac , choc posiada przepisany na innych majatek,
      zatem albo jestes bandyta ja ten pracodawca, albo pracujesz w mafijnym wymiarze tzw sprawiedliwisci w polsce.
      W polsce tylko kryminalista i zlodziej swietnie sobie zyje , i jest prawnie chroniony prawem.
      Zatem jedynie kryminlista i zlodziej jest w polsce u siebie.

  • Kamil

    Nic nie jest tak proste. Dzisiejszy rynek pracy jest dobry dla przedsiębiorców. Ale nike się przedsiębiorcą nie rodzi. Niektórzy mają tę intuicję, niektórzy się jej uczą od rodziców-przedsiębiorców, ale większość z Polaków nie ma gdzie się tego nauczyć. Dopiero za kilka pokoleń pojawi się u nas społeczeństwo przedsiębiorcze. Ameryka – która się tak zachwycacie – została zbudowana niemal w 100%-ach przez ludzi przedsiębiorczych. Mieli odwagę porzucić nudną Europę i szukać szczęścia tam, gdzie było pusto, gdzie można było zbudować coś od nowa. U nich przedsiębiorczośc jest tradycja narodową. Gdy cały świat robi interesy, handluje, my dopiero budzimy się z PRL-u. Jesteśmy biznesowo opóźnieni w rozwoju. A ja wiecie, ostatnich gryzą psy.

    • Paulina Angelika Kulik

      Naukowcem też się nikt nie rodzi. A europejczycy uciekający do Ameryki płynęli tam, bo nie mieli już szans na Starym Kontynencie, uciekali przed różnymi konsekwencjami. Powiedziałabym, że to cwaniacy, a kogo w Polsce mamy w bród? ;)
      Dalej popieram autora – na swój sukces trzeba zapracować.

      • Onomatopeja

        Czyli żeby żyć w Polsce normalnie trzeba otwierać biznesy bo inaczej się nie da, każdy musi kombinować handlować i korzystać z kapitalizmu a ci którzy się do tego nie nadają albo się nie nauczyli „pod most” … konkluzja jest wyraźna i jasna do zrozumienia uczcie się handlować zamiast robić doktoraty Polacy i nie miejcie do nikogo pretensji bo Państwo nie ma obowiązku wam nic dawać oprócz pozornej wolności :), i na ZUS 800 zł trzeba wyskrobać … pytanie tylko jak 90% Polaków będzie robić biznesy to kto będzie tyrał dla nich ? … Rumunów i Turków ściągniemy, zresztą Ci drudzy na swoich kebabach i tak nieźle wychodzą pewnie, a my się kształcimy, debile :)

        • luska

          Wydaje mi sie ze nie o otwieranie biznesow tu chodzi tylko o zastanowienie sie co ja mam do zaoferowania potencjalnemu pracodawcy? I jesli nie ma na rynku zapotrzebowania na moje kwalifikacje to czym moge sie zajmowac instead Czyli przedsiebiorczosc rozumiana w szerszym kontekscie bycie PRZEDSIEBIORCZYM nie odnosi sie tylko do otwierania wlasnej dzialalnosci ale rowniez do posiadania pomyslu na siebie.

  • rom

    Z racji tego, że jesteśmy wrednym narodem, każdy przejaw przedsiębiorczości i inowacyjności jest dokładnie tępiony przez struktury państwowe. Obywatel jest traktowany jak złodziej i na kolanach ma się stawiać w Urzędzie skarbowym. Naczelnik urzędu skarbowego w każdym województwie jest jak udzielny książę, interpretuje prawo według własnego widzimisię. Do tej pory żaden urzędnik nie poniósł kary za zniszczenie podatnika, nawet jeśli po latach procesów sądowych, urząd skarbowy musiał wypłacić odszkodowanie. To jest szambo a nie państwo. Ci co uważają, że Polacy to narzekacze niech spróbują w Polsce założyć własny interes, zobaczą wtedy jak to jest słodko.

  • luska

    Choc w Polsce nie mieszkam i nie mam zamiaru wracac z artykulem zgadzam sie absolutnie. Co wiecej uwazam ze ta sama tresc przeklada sie rowniez na inne kraje,choc faktycznie wydaje mi sie ze zjawisko nieuzasadnionej roszceniowosci i wyobrazenie ze same studia to juz cos (choc tak naprawde to ladny dodatek) jest niestety odrobine zbyt czeste w Polsce. Cieszy ze coraz wiecej o tym mowimy i piszemy. Pozdrawiam

  • Maciek Nowak

    Byłoby wszystkim łatwiej, gdyby większa część osób w Polsce tak myślała.

  • Piotr Birstall

    Problem nie jest w tym jak źle jest w Polsce, ale w tym jak źle jest w porównaniu z innymi krajami Unii, do których można bez problemu wyemigrować. Poziom życia na zachodzie jest zdecydowanie wyższy i już praca na najniższych stanowiskach daje duże możliwości finansowe. I nie chodzi tutaj tylko o kupienie najlepszej komórki (choć i to jest jakimś uzasadnieniem). Wszyscy, którzy mają dzieci wiedzą ile one kosztują. Wyjazd za granicę, gdzie leczenie dzieci jest za darmo, szkoła dostarcza podręczników, a państwo dopłaca rodzicom i gdzie zarobki są wyższe sprawia, że koszt (finansowy) posiadania dzieci spada prawie do zera.

  • zdzichu

    Kolo który pisał ten tekst… brak mi słów. Polska to dno i syf tzn ludzie tutaj w większości pustaki i głąby. Wiem co mówię. Wyjechałem do UK 11 lat temu. Wróciłem z nadzieją że coś się zmieniło. Niestety pomyliłem się jest jeszcze gorzej. Najbardziej proste i nie wymagające stanowiska pracy na zachodzie pozwalają żyć ponieważ nie każdy musi być zdolny czy zaradny. Nikt się na ten świat nie pchał. Jestem w tym pięknym kraju 2 miesiące i aktualnie jadę do Norwegii bo nie mogę patrzeć na ten syf. Tutaj po prostu nie da się żyć można jedynie wegetować.

  • andrew

    Dla mlodego pokoleni tragedia jest jak nie maja telefonu komurkowego za moich czaso . szukalo sie cleba No ale zawsze jest dobrze pobiadolic tylko nie widzimy jacy np. Niemcy sa solidni w pracy a jak my Po drugie Polak zawsze zyczy Polakowi zle a to przez zazdrosc Jak jeden Polak zlamie noge. to drugi sie cieszy ze bedzie szybciej chdzil

  • a ja sobie tyran

    O czym ten poradnik?Kurs dobrego robola?Co z tymi wszystkimi,którzy już wypruli sobie flaki w tym kraju i zostali oszukani przez ten chory system? Polacy są wystarczająco kreatywnym narodem,bo trzeba być takim,aby przetrwać ten ucisk.Jak mam nie zazdrościć np.Irlandczykowi,ze po odbębnieniu swojej roboty idzie do pabu lub uprawia ulubiony sport?Ja w swojej pracy musze myśleć i działać za dwoje.Na piwo nie ma kasy,bo dzieciom trzeba kupić bilet miesięczny albo spodnie.Ze sportu pozostaje sprzątanie mieszkania lub wymachy ramion przy wieszanie prania.Nawet na depresję nie można sobie pozwolić. To dziś luksus,bo niby kto kupi chleb do domy, kiedy ja tak będę siedzieć i płakać? Porażka.A ktoś mi kiedyś mówił, że pracuje się, aby żyć, a nie żyje, aby pracować i płacić coraz to nowe haracze ,daniny,podatki.W tym kraju jest raj wylacznie dla złodziei,z ZUSem i skarbowa na czele .

    • GG

      Zawsze można zmienić pracę na lepszą, lub się trochę podszkolić – proponuję zacząć od stawiania kropek i przecinków w odpowiednich miejscach, bo jak tak samo jest napisane CV to nie dziwię się, że ciężko znaleźć pracę w Polsce:)

  • michał

    Każdy w Polsce jest „Kowalskim swojego losu”.
    To dawno nie jest już kwestia determinacji i ciężkiej pracy, powiedziałbym że raczej kombinacji odwagi, graniczącej z szaleństwem i szczęścia oraz pracy i tyle.
    Osobiście mało znam ludzi którym wszystko przychodzi lekką ręką ale wielu znam którzy ciężko pracują uczą się budują i planują swoją przyszłość i….. tak umierają przedwcześnie siwiejąc.
    Planowanie i budowanie swojej marki oraz ciężka harówka wypełnia ci 70-90 procent dnia
    na to powyżej skądś trzeba czerpać siłę, tylko niech mi ktoś odpowie skąd? skoro na nic cię nie stać a czasu prywatnego nie masz ????? nawięcej siły i samozaparcia mają ci których aktywnie wspierają rodzice i nie wszyscy mamy taki luksus.Napisałem od tak, to tylko wycinek krainy zwanej Polską,jesteśmy mistrzami w pozytywnym myśleniu i łudzeniu się gdyby nie to już dawno byśmy zrobili 4 rozbiór własnymi rękami.Pozdrawiam

  • Marcin

    ludzie!!! słuchać tego nie mogę. ktoś studiuje, zachrzania, poci się, chce robić to co chce i z tego mieć jakiekolwiek pieniądze na życie, a drugi mówi że ma wybujałe wymagania co do pracy. ja rozumiem że od początku nie będą nikogo nosić na rękach, ale ktoś po studiach nie powinien iść do miotły. powinien rozwijać się w kierunku w którym się kształcił. a sprzątaczkami i kelnerkami mogą być kobiety po zawodówce. po drugie: nie wszyscy muszą być supergwiazdami biznesu. choć teraz panuje pogląd że wszyscy powinni być. jak myślicie, kto w większości zbudował te super bogate kraje? czyimi rękami? a no robotników i niewolników a nie grubych ryb. te super bogate kraje przez wieki żyły z niewolnictwa i wyzysku, i chyba o tym zapomnieliście, inaczej były by biedne jak kraje 3 świata. a polska jest biedna bo była przez wieki 1-okradana a 2-była zbyt uczciwa. które kraje były mocarstwami kolonialnymi? odp: w. Brytania, Hiszpania, Francja, Portugalia, Belgia, Niemcy i inne dzisiaj bogate kraje które kiedyś też były biedne a dorobiły się na handlu ludźmi!!!!!!

  • Agnieszka

    Masz sporo racji, ALE. Szkołę średnią wybierasz mając 15/16 lat, czyli w wieku kiedy zaczynasz dopiero poznawać dorosły świat. W pierwszej kolejności interesuje Cię płeć przeciwna, impreza, alkohol, gdzieś tam pomiędzy szukasz nowych pasji. Nawet jeśli zaczynasz zadawać się z ludźmi dwa razy starszymi od siebie, to raczej nie rozmawiasz z nimi o pracy – tylko o ich łóżkowych preferencjach, ulubionych klubach, trunkach i sportach. Jest grono szczęściarzy, którzy w wieku gimnazjalnym wiedzą, co ich interesuje – i wybierają technika czy szkoły zawodowe. Ale większość to ci, którzy nie wiedzą co chcieliby robić w przyszłości i wybierają ogólniaki. Humaniści trafiają do klas z rozszerzoną historią, ścisłowcy do klas z rozszerzoną matematyką (generalizuję). Ci pierwsi zwykle zdają na maturze historię, bo wszyscy z ich klasy zdają historię. Drudzy – matematykę. No chyba że w międzyczasie olśni ich, że jednak chcieliby być lekarzami.

    Pewnie wiesz do czego dążę. Młody człowiek często nie ma na siebie pomysłu. Wybiera drogę edukacji intuicyjnie. Często sugeruje się tym, co mówi się dookoła. Inżynier szybciej znajdzie pracę niż dziennikarz? A, to pójdę sobie na polibudę. A potem kończy polibudę (jak ja) i przekonuje się, że to jedna wielka ściema. Jestem inżynierem budownictwa, wcale nie jest łatwo znaleźć pracę, a koledzy którzy pracują na budowie fizycznie często zarabiają więcej niż ja. Nie mówię już o operatorach niektórych sprzętów, którzy zarabiają więcej niż kierownik robót.

  • Iza

    Też kiedyś wszystko idealizowałam, dopóki nie zaczęłam szukać pracy. Może pan nie wierzyć, ale przez całe studia udzielałam się w wolontariatach, projektach, do tego sama zdobywam wiedzę. Moją pasją jest uczenie innych, ale na rozmowach kwalifikacyjnych w szkole nikogo nie obchodziło, że byłam aktywna na studiach. Nikt mnie nawet nie pytał o to, dlaczego chcę ten zawód wykonywać, jakie mam metody nauczania, jakie pomysły na to, żeby lekcje przeprowadzić w interesujący sposób. Obchodziło ich tylko to czy mam doświadczenie w szkole = znasz się na papierologii i nie będziemy musieli cię tego uczyć. Pytanie jak mam je zdobyć skoro nikt nie daje szansy? Dzieci i młodzież są dopiero na szarym końcu i my się dziwimy, że szkoła wygląda tak jak wygląda, skoro ludzie, którzy rekrutują sami nie mają pojęcia o dobrym nauczaniu.

    Obecnie żyję z korepetycji i na prawdę mi się to podoba, ale to szara strefa, gdybym chciała zalegalizować działalność to nie opłacałoby mi się to, zwłaszcza, że nie zawieszę działalności na ferie i wakacje.

  • Dina

    Bzdura jak nie wiem Polska to nie jest bogaty kraj ktory moze sobie pozwolic na wspieranie ludzi w ich dazeniach i dzialaniach tutaj życie na poziomie okupione jest ogromnym poswieceniem siebie zwlaszcza, albo robisz kariere albo masz rodzine kobietom zegar biologiczny tyka.. a stres zwiazany z tempem zycia wykancza ludzi powoli. Jasne ze sie da zyc tylko jakim kosztem. Co drugie malzenstwo sie rozpada super zycie ryzyk fizyk ludzie boja sie czegokolwiek zmieniac w swoich zyciach bo nie maja zadnej stabilizacji i pewnosi o przyszlosc ani wsparcia. Ten kraj byl zle rzadzony od bardzo dawna i jest nadal dlatego jeszcze bardzo dlugo tutaj nie bedzie dobrze. ktorzy maja troche oleju w glowie stad wyjezdzaja zeby ich dzieci mogly zyc w lepszym swiecie i miec latwiej. Kobiety maja szczegolnie przewalone w tym kraju bo chcac miec dziecko bez pomocy skazuja sie tutaj na same dramaty dlatego kobietki rodzcie ale zagranica tam jestescie wstanie ogarnac kariere i dziecko i ludzie na emigracjach sa lepsi bardziej cenia zycie. Polska to nie jest kraj dla mlodych ludzi to kraj dla starych dziadow ktorzy wszystko wiedza najepiej 😊peace

    • Anna

      Zgadzam się w pełnej rozciągłości.

Zobacz też:
Zobacz też: