Dlaczego musisz mieć własny projekt poboczny

Może dać Ci po prostu masę radości, ale może też zupełnie zmienić Twoje życie. Zobacz czym są projekty poboczne, dlaczego warto się za nie zabierać i jak do tego podejść.

Na pewno nie raz zdarzyło Ci się marzyć o tym, jak fajnie byłoby zostać jednym ze znanych, sławnych i wielkich. W myślach strzelałeś gole jak Lewandowski, śpiewałaś głosem Adelle albo kręciłeś filmy lepsze od Tarantino.

Jak to się stało, że oni doszli tak daleko?

Z reguły znamy tylko niewielki wycinek ich drogi. Widzimy flesze, nagrody, dowiadujemy się o sukcesie dopiero kiedy on nastąpi.

Nikt nie wie, kto będzie mistrzem olimpijskim za 10 lat.

Co dzieje się wcześniej? Czy my też mamy szansę w przyszłości spić taką śmietankę?

https://twitter.com/johngrisham Źródło: twitter.com/johngrisham

Weźmy np. takiego Johna Grishama.

Wielki pisarz o wielkich, także tych komercyjnych, osiągnięciach. Do tej pory sprzedał ponad 60 milionów egzemplarzy swoich książek. Należy do elitarnej trójki autorów, którzy sprzedali 2 miliony sztuk pierwszego wydania (obok J.K. Rowling i Toma Clancy’ego). Jego powieść Raport Pelikana kupiona została w 1992 roku ponad 11 milionów razy, w samych tylko Stanach Zjednoczonych.

Kiedy to czytasz, widzisz pewnie autora, który z papierosem w ustach i kubkiem kawy na biurku całymi dniami tworzył w spokoju swoje dzieła. Myślisz sobie, że Ty masz niestety pracę, studia, dzieci, klientów albo dom na głowie. Gdyby tylko mieć taką swobodę jak Grisham…

Przyjrzyjmy się jednak bliżej

Grisham skończył studia prawnicze w 1981 roku. Pracował potem w zawodzie, jednocześnie angażując się w działalność polityczną. Zaczął też pisać.

Zadebiutował w 1988 thrillerem Czas Zabijania, który ukazał się w 5000 egzemplarzy. To go zmotywowało do pracy nad kolejną książką. Firma, jego druga powieść, wydana została w 1991 roku i okazała się bestsellerem.

Dopiero wtedy postanowił zrezygnować z pełnoetatowej pracy i poświęcić się pisaniu. Wcześniej, mimo napisania dwóch powieści wydanych w tysiącach egzemplarzy, książki były jedną z wielu rzeczy, którymi się zajmował. Czas dzielił na pracę dla klientów, działalność w partii demokratycznej, członkostwo w parlamencie stanu Missisipi oraz na pisanie.

Nie miał ani więcej czasu, ani więcej swobody niż większość z nas. Miał za to coś, czego brakuje 90% osób, które znam: swój projekt poboczny. Miał wystarczające powody uważać, że zrobi karierę w swoim zawodzie, ale po godzinach chciało mu się jeszcze pisać.

Nie twierdzę, że każdy może i powinien zostać wielkim pisarzem, sportowcem czy biznesmenem. Jestem jednak przekonany, że każdy powinien mieć przynajmniej jeden projekt poboczny.

W tym wpisie powiem Ci dlaczego i doradzę jak się za to zabrać.

Czym w ogóle są projekty poboczne?

Już sama nazwa mówi wiele. Są to zajęcia, pasje lub cele, którymi zajmujemy się przy okazji, po godzinach. Na boku naszej głównej działalności.

Projektem pobocznym będzie:

  • blog o bieganiu pisany wieczorami przez pracownika banku,
  • amatorski film fabularny kręcony przez studentkę psychologii,
  • warsztaty kulinarne organizowane przez pracowniczkę przedszkola,

itd.

Wszystko to, czym nie zajmujemy się na codzień, w pełnym wymiarze godzin. Na czym nie zarabiamy lub zarabiamy tak mało, że nie wystarczyłoby na nasze utrzymanie.

Są to rzeczy często luźno związane z naszym obecnym zawodem, ale nie jest to wymóg konieczny, np. częstym projektem pobocznym dla programistów jest aplikacja, którą tworzą po godzinach swojej pracy.

 

projekt_poboczny

 

Czym to się różni od zwykłego hobby?

Projekt poboczny to coś pomiędzy zwykłą pasją, a zawodowym przedsięwzięciem. W odróżnieniu od hobby (jak np. łowienie ryb, zbieranie znaczków, czy czytanie komiksów) projekt poboczny prowadzi do stworzenia określonej wartości, ma swój wymierny efekt końcowy, np. napisana książka, nakręcony film, stworzona aplikacja czy zorganizowana konferencja.

Tak jak każdy dobry projekt, w szerokim tego słowa znaczeniu, powinien prowadzić do powstania konkretnej rzeczy, zdobycia określonej wiedzy, doświadczenia itp.

Ma swój wyraźny, namacalny cel.

Dlaczego warto?

Od kiedy pamiętam, zawsze angażowałem się w jakieś dodatkowe projekty. To nie było zaplanowane. Po prostu mi się chciało.

Ucząc się w liceum, tworzyłem portale internetowe o książkach i grach. Dzięki temu poznałem HTML oraz programy graficzne.

Studiując dziennie, pracowałem dorywczo jako freelancer i zdobywałem doświadczenie w biznesie.

Po założeniu firmy, pisałem wieczorami bloga i budowałem wokół siebie społeczność.

Wszystkie te projekty poboczne, a także wiele innych, zmieniły moje życie. Nie byłoby mnie tu, gdzie jestem, gdyby nie one.

Jestem sobie samemu za to cholernie wdzięczny.

Z reguły boimy się „rozdrabniać” nasz czas i uwagę na dodatkowe rzeczy. Wydaje nam się, że kiedy studiujemy, powinniśmy robić tylko to. Jeśli pracujemy, to jedynie do 17:00. Potem zamykamy drzwi i pora na relaks. Pozbywamy się w ten sposób naprawdę wartościowych okazji.

Dlaczego warto zabierać się za projekty poboczne?

Rozwój

To idealna okazja żeby czegoś się nauczyć. Zamiast po prostu zabierać się za naukę HTML, to postanowienie można przerobić w projekt „stworzenie strony internetowej dla miejskiego schroniska”. Zamiast po prostu uczyć się gry na gitarze można zaplanować koncert charytatywny ze swoim udziałem, który odbędzie się za rok. Na pewno nie muszę mówić Ci jak pozytywnie wpłynie to na motywację do nauki.

Dosłownie wszystko da się przerobić na tego typu projekt. Jeśli chcemy rozwijać się w jakiejś dziedzinie, to idealna okazja na stworzenie czegoś konkretnego i namacalnego. Brzmi to znacznie lepiej niż długie godziny z nosem w książkach.

Nowe okazje

Możesz zaplanować swój projekt, ale nigdy nie przewidzisz wszystkich skutków i efektów ubocznych, które on spowoduje. Najlepsze jest jednak to, że w znakomitej większości będą to skutki pozytywne.

Otworzą się przed Tobą drzwi, o których nigdy nie pomyślałeś. Poznasz ludzi, o których istnieniu nie miałeś pojęcia. Zdobędziesz doświadczenia, które przydadzą Ci się w najmniej oczekiwanym momencie.

W skrajnych wypadkach, ten projekt poboczny zamieni się z małej inicjatywy tworzonej po godzinach w Twój sposób na życie.

Realny efekt

Tak jak wspominałem, projekt poboczny tworzy coś konkretnego i namacalnego. Dzięki niemu wprowadzasz coś w życie, możesz pokazać to dalej, sprzedać, dać komuś itd. Mówiąc wprost: tworzysz.

Sprawdzi się idealnie jeśli chcesz np. dopakować swoje CV, uzupełnić portfolio albo przetestować pomysł na biznes. Taki projekt daje konkretne, mierzalne efekty, które możesz weryfikować, ale też zamienić na określoną wartość.

Przykładowo: zorganizowanie konferencji dobrze wygląda w CV, może dać zysk ze sprzedaży biletów, ale też przerodzić się skalowalny i łatwy to powtarzania model biznesowy.

 

 

 

 

Przykład projektu pobocznego

Jednym z moich ulubionych przykładów projektu pobocznego jest historia Pawła Kadysza i jego nauki fotografii. Pawła nie znam osobiście, ale od dawna obserwuję go w Internecie i z gigantyczną przyjemnością widzę jak na przestrzeni lat jego projekt zamienia się w coś naprawdę dużego.

Zacznijmy jednak od początku.

Kilka lat temu Paweł postanowił nauczyć się robić dobre zdjęcia. Na co dzień zajmował się prowadzeniem własnej firmy, a fotografia nie miała z tym wiele wspólnego. Paweł swój plan przekuł w projekt, który nazwał „365”. Zasady były proste: jedno zdjęcie, każdego dnia, przez rok.

Udało się. Pierwszy rok zamienił się w kolejny, a Paweł zrobił krok dalej. Stworzył własny serwis społecznościowy, który pozwala każdemu, za darmo, prowadzić własny fotograficzny dziennik i realizować projekt 365.

Dziś ma na swoim „liczniku” już ponad 1000 zdjęć zrobionych w 1000 dni, opanował zasady fotografii na naprawdę wysokim poziomie, a przy tym stworzył serwis, który zamienia się w realny biznes.

Zresztą, zobaczcie sami. Nie opowiem tego lepiej niż ten film:

Jak zabrać się za swój projekt?

Przekonałem Cię i chcesz zabrać się za swój własny projekt poboczny? A może już taki prowadzisz i chcesz go ulepszyć? Zobacz na co zwrócić uwagę.

Określ cel

Wspominałem już, że projekt poboczny wyróżnia konkretny cel, który ma on zrealizować. Zamiast po prostu robić zdjęcia, postanawiasz robić jedną fotkę codziennie przez rok. Zamiast nauki rysunku, postanawiasz za rok zorganizować własną wystawę. Przykłady można by mnożyć.

Określony pomysł zawsze da się przerobić na taki jeden, konkretny cel, do którego ma prowadzić i Ty też będziesz go potrzebować.

Nie planuj zbyt wiele

Korzyści będzie mnóstwo, uwierz mi. Nie da się ich jednak zaplanować. Nigdy nie wiesz gdzie zaprowadzi Cię Twój projekt i nie warto tego przesadnie analizować oraz planować.

Niczego nie oczekuj, niczego nie zakładaj. Rób swoje i zobacz co z tego wyjdzie.

Szukaj zabawy

Wyżyj się, eksperymentuj, szukaj w tym wszystkim zabawy. To nie może być projekt, do którego się zmuszasz. Ma być przyjemną odskocznią od codziennych problemów i obowiązków.

Rób to, na co masz ochotę, spełniaj marzenia, nie ograniczaj się.

Wyznacz konkretny czas

To, że jest to projekt luźny, dodatkowy i mało priorytetowy nie oznacza, że powinniśmy go lekceważyć. Wprost przeciwnie – przez to małe zaangażowanie konsekwencja i systematyczność mają jeszcze większe znaczenie.

Wyznacz konkretny czas lub moment, w którym poświęcisz się na dodatkowe zajęcie. Nie ważne czy będzie to godzinka wieczorem, cały weekend, czy pierwsza sobota miesiąca – zarezerwuj termin i się go trzymaj.

Nie śpiesz się

Nie spodziewaj się od razu jakichkolwiek efektów. Na sukces wpłynie suma bardzo wielu małych kroczków, a to wymaga czasu. Musisz uzbroić się w cierpliwość. Nie poddawaj się zbyt szybko.

Właśnie dlatego tak ważny jest konkretny cel i zabawa. To one motywują do działania w długim okresie czasu.

Bonus: Paweł Kadysz podpowiada

Postanowiłem poprosić Pawła, bohatera przykładu powyżej, o kilka rad na temat wyboru i prowadzenia własnego projektu pobocznego. Oto co mi powiedział:

pawel_kadysz

Spełniaj marzenia

Myślę, że każdy z nas ma w głowie nieśmiałą myśl, że chciałby umieć coś, czego aktualnie nie umie. Możliwe, że ktoś z Was marzy o tym, żeby wymiatać na gitarze elektrycznej. Ktoś inny od zawsze chciał nauczyć się Mandaryńskiego. A jeszcze ktoś chciałby umieć rysować.

Moim zdaniem właśnie temu służyć powinny projekty poboczne. Spełnieniu się w czymś nowym. Czymś co zapewni satysfakcję ale jednocześnie sam proces będzie przyjemnością (nie zawsze, ale przez większość czasu).

Jeśli nigdy nie lubiłeś wysiłku fizycznego i nie specjalnie lubisz biegać, to przygotowania do maratonu będą męką, a sam start czy nawet ukończenie biegu nie przyniesie żadnej radości. Może poza uczuciem „Uf, mam to już z głowy, nigdy więcej.”

Dlatego jeśli myślisz o projekcie pobocznym, to wybierz coś co od dłuższego czasu chodzi Ci po głowie. I nie ma opcji, że nie chodzi nic. Każdemu coś chodzi. Tobie też ;)

Bądź cierpliwy

Nauka trwa. Nie spodziewaj się natychmiastowych efektów.

Brak cierpliwości to najczęstszy powód do zaniechania projektu. A brak cierpliwości spowodowany jest zazwyczaj brakiem celu. Jeśli nie wiesz co chcesz osiągnąć, to nie wiesz ile już zrobiłeś w tym kierunku ani ile Ci jeszcze zostało.

Przykłady dobrych celów:

  • Do końca roku chcę przejechać na rowerze 2500 kilometrów. Jeżdżę minimum 100km tygodniowo.
  • W czerwcu 2016 chcę bezbłędnie zagrać swój ulubiony utwór na gitarze. Ćwiczę minimum 5x w tygodniu po 1,5h.
  • Do końca roku chcę od początku do końca zakodować szablon swojego bloga. Uczę się front-endu 4 dni w tygodniu, po 2 godziny.

Musisz też pamiętać, że wyraźne efekty nie pojawią sie po dwóch dniach. Ba! Mogą nie pojawić się nawet po dwóch miesiącach. Dlatego tak ważne jest wybranie projektu, w którym sam proces – a nie tylko efekt końcowy – sprawia przyjemność.

Gorąco polecam obejrzenie serii „The Long Game” Adama Westbrook’a. Trzy krótkie filmy opowiadające o pasji, wytrwałości i wyrzeczeniach.

Projekt poboczny robisz dla siebie

Najlepiej uświadomić to sobie już na wstępie. Początki są trudne a brak poklasku potrafi zniechęcić tych bardziej uzależnionych od uznania z zewnątrz. Dlatego najlepiej wbić sobie do głowy, że tego typu projekty są robione dla siebie. Dla własnej satysfakcji. Dla własnego rozwoju. Nie dla lajków, komentarzy i subów.

Projekty poboczne są trudne

Większość ludzi ma wstręt do rzeczy trudnych. Przełamanie tego wstrętu daje nam przewagę nad wspomnianą większością. Projekty poboczne są trudne, tego jestem pewny. I właśnie dlatego warto taki projekt rozpocząć.

A Ty, masz już swój projekt poboczny? Widzisz jakieś konkretne efekty, którymi chcesz się pochwalić. A może dopiero planujesz zacząć? Koniecznie daj znać w komentarzu.

Bądźmy w kontakcie

Obserwuj fanpage bloga. Bądź na bieżąco z ciekawymi materiałami i nowymi wpisami.

  • Ja też od kiedy pamiętam zawsze miałam jakieś projekty poboczne, zaczynając od gry na pianinie po naukę rysunku. Na studiach i w trakcie etatowej pracy takim moim projektem były zdjęcia, co trwa już dobre kilka lat i (bardzo powoli) doszło do tego, że stało się to moim zawodem. :) Stało się tak tylko dlatego, że to kocham i sprawia mi to ogromną frajdę.
    Do tego tworzenie bloga, grafik, stron internetowych. Dochodzę do wniosku, że nie potrafię żyć jedną rzeczą. Zawsze znajduję coś, co robię poza głównym zajęciem.

    Świetnie, że pojawia się tutaj Paweł Kadysz i Tookapic, którego również mocno śledzę (tym bardziej, że łączy nas pochodzenie :)), a na Tookapic znowu od kilku dni wrzucam zdjęcia! Świetny serwis; na mało którym tak dobrze widać progres w fotografii jak na nim. Bardzo mocno kibicuję!
    Super wpis, Jacek!

    • To jest właśnie częsty scenariusz który obserwuję – projekt poboczny staje się zawodem. :) Jeśli ktoś szuka swojego miejsca, tym bardziej powinien spróbować. :)

      Dzięki za miłe słowa @aniaulanicka:disqus!

  • Artur

    Świetny tekst :) Dopiero dzisiaj po przeczytaniu tego wpisu uświadomiłem sobie że też mam swoje projekty poboczne i nie wiedziałem że ma to swoją nazwe. 4 miesiące temu założyłem sobie że skończę swoje CV i stronke z portfolio. Powoli zaczynam zbierać owoce tej mozolnej pracy :)

  • Klod

    U mnie grafika była takim projektem pobocznym, bo byłam święcie przekonana że pójdę na studia związane z chemią lub biologią. Aż nagle w połowie liceum uświadomiłam sobie, że ja przecież chcę być grafikiem i zaczęłam świadomie edukować się w tę stronę :D Teraz utrzymuję się z projektowania, ale kolejny „projekt poboczny” zaczyna niebezpiecznie zajmować moje myśli w takim stopniu, że być może za kilka lat znów nastąpi przebiegunowanie ;) Dzięki za ten tekst, dał mi punkt zaczepienia do rozmyślań!

  • Świetny artykuł! Doskonale wpisuje się w moją własną filozofię i tylko utwierdza w przekonaniu, że ma to sens.

    Od 7 lat kręcę się zawodowo w branży marketingu internetowego. W międzyczasie, zupełnie spontanicznie, wylądowałam na Kursie Przewodników Beskidzkich, który skończyłam i teraz sama współprowadzę kolejny, szkoląc nowe pokolenie przewodników. Kurs dość mocno sprofilował mi bloga podróżniczego na tematykę górską / beskidzką / kursową, czym wypełniłam pewną niszę (zwłaszcza kursem, bo nikt o tym za bardzo nie pisał). Projekt poboczny, jakim był i jest Kurs oraz blog ciągle się rozwija i mam na niego mnóstwo pomysłów – okazał się brakującym elementem mojej układanki. Nigdy nie chciałam być przewodnikiem, nie widzę się w prowadzeniu grup. Za to świetnie czuję się w organizacji wycieczek i promocji, więc naturalną koleją rzeczy jest dla mnie wylądowanie przyszłościowo w promocji regionu.

    Odkąd ten cel mi się wyklarował, o wiele łatwiej planować mi moje działania pod kątem tego, gdzie chcę dotrzeć. Tutaj wielka zasługa intensywnej pracy z planowaniem wycieczek w góry. Zadziwiające, jak wiele można się z tego nauczyć, jeżeli chodzi o planowanie swojego własnego rozwoju :)

  • Jan Grochocki

    Robię. Z czasem ta pasja stała się sposobem na zarobek, który staje się powoli drugą wypłatą :) a już niedługo wejdę w nowy etap i zacznę pisać bloga na temat mojego pobocznego projektu. Idzie powoli, ale… do przodu ;)

  • Też mam swój projekt, a nawet dwa. Pierwszy z nich to właśnie projekt 365 na portalu tookapic :) Po godzinach spędzonych na uczelni projektuję też plakaty i karty. I to pozwala mi rozwijać moje umiejętności graficzne, a co w ogóle nie jest związane z kierunkiem studiów :) Dzięki za ten post!

  • Piękny wpis, bardzo motywujący :) Znalazłam projekt Pawła przypadkiem i bardzo mi się spodobał, choć idea robienia zdjęć regularnie lustrzanką mobilizuje mnie do uzupełniania innego projektu, który nazywa się project life w scrapbookingu :) Niesamowita odskocznia i świetna pamiątka. Taki album prowadzę od ostatniego dnia 2010 roku, zamieszczam tam wszystkie bilety, pamiątki, krótkie wpisy, wspomnienia, a nawet takie bibleloty jak liściki miłosne i bransoletki ze zlotów motoryzacyjnych. Oprócz tego mam kilka projektów kreatywnych. Polecam wszystkim, to świetna zabawa i szansa na rozwój! :)

    • Klod

      Brzmi super! Mnie to trochę przypomina mój śpiewnik harcerski, który prowadziłam skrupulatnie przez 10 lat – oprócz piosenek są tam wpisy różnych osób, zasuszone kwiatki i robale, mech z całej Polski, liściki, bilety, listy zakupów, notatki i cała masa wspomnień związanych z kolejnymi kartami :D

  • Bardzo fajna inicjatywa, trzymam kciuki! :)

  • Świetny wpis! Od kiedy zacząłem prowadzić bloga jako „ekstra zajęcie” szukałem dla tego dobrej nazwy. Projekt poboczny? Podoba mi się! :)
    I zgadzam się w 100% – nawet jeśli nie odniesiemy na tym pobocznym polu sukcesu pokroju Grishama, zdobywamy wiedzę, doświadczenie, kontakty. to wszystko można wykorzystać w pozostałych dziedzinach życia, lub głównej pracy.
    Rok temu nie wiedziałem co to SEO, nie miałem pojęcia jak działają reklamy na facebooku, nie potrafiłem pisać. Ciągle mam braki, jednak czuję że się rozwijam, a sam proces nauki daje mi już mnóstwo frajdy! :)

    • Dokładnie tak – projekty poboczne niesamowicie uczą i rozwijają.

  • Znakomity wpis!

  • mega artykuł i historia :) inspiruje :) odkurzam moją listę pomysłów i działam :D

  • Zastanawiam się jakie ja mam projekty poboczne, w pierwszej chwili, myślę sobie – nie mam żadnych. Jednak po chwili refleksji wpadłam na to, że pisanie jest moim projektem pobocznym, prowadzenie blogów, tworzenie artykułów i widzę, że to nie tylko pasja, ale też w jakiejś części mój sposób na zarabianie pieniędzy. Dzięki, za artykuł i za uświadomienie:)

  • Mam całą masę projektów pobocznych. Co jakiś czas robię selekcję i z kilku rezygnuję… ale po jakimś czasie wracam.
    JAK ŻYĆ???
    A co najważniejsze, KIEDY? ;)

  • Damian Borciuch

    Świetny wpis. Jestem mega szczęśliwy, będąc Twoim czytelnikiem.
    Nie mogę powiedzieć, że nie próbuję robić różnych nowych rzeczy. Mam w głowie wiele pomysłów na siebie. Ale cały czas podchodziłem do tego całkowicie odwrotnie niż Ty to proponujesz – zakładałem, że powinienem robić to co lubię od razu na takim poziomie, aby tylko z tego żyć. Miałem/mam przez to ciągły ból głowy, bo wszystko idzie za wolno, brakuje czasu, uciekają chęci. Kurcze. Może powinienem właśnie zmienić podejście. Ten wpis będzie chodził ze mną przez najbliższe dni. Chyba czas na zmiany.
    Dzięki!

  • Przyjazne Życie

    Ciekawy wpis. Motywujący. Ja zaczynam swój projekt poboczny. Na codzien pracuje w firmie handlowej, ale w wolnych chwilach podróżuje i o tym piszę:)

  • Michal Zalewski

    Jestem chodzący i żywym przykładem ;)

  • Andrzej-Ludwik Włoszczyński

    Świetny wpis :) Choć sam pamiętam, na początku zajmowania się „projektem Orli Dom”, jedną rozmowę z kilkoma młodymi wówczas ludźmi, dokładnie na ten temat. Niestety ich konkluzja była dość charakterystyczna dla młodych – „takim hobby, to się można zajmować na starość”. Cieszę się, że jednak to się zmienia :)

    • Marudy się zawsze znajdą. Trzeba robić swoje. :)

      • Andrzej-Ludwik Włoszczyński

        nie traktował bym tego w kategorii „Marudy”. To raczej inna perspektywa drogi i postrzegania czasu :)

  • Projekty poboczne to super sprawa. Po lekturze wpisu zaczęłam liczyć swoje i doliczyłam się pięciu. Czy to nie za dużo?

    • To chyba zależy. Jeśli każdy daje Ci frajdę i jest Ci z tym dobrze, to czemu nie? Jeśli chcesz jednak z jednego zrobić np. coś poważniejszego, to inne mogą przeszkadzać. Ja np. kilka lat temu rzuciłem zespół i granie na gitarze bo nie starczało mi czasu na bloga.

  • 高見彩乃

    U mnie grafika i kodowanie było projektem pobocznym. Siedziałam w temacie już od początku gimnazjum robiąc loga i klepiąc stronki www. Dzięki temu dzisiaj pracuję jako grafik i front-endowiec, a każdy dzień pracy jest przyjemnością :)

  • Świetny jest ten post, ciekawie i przejrzyście napisany. Dopiero teraz uświadomiłam sobie, że to, co robię po pracy – blog Bambusowy Sen – to właśnie projekt poboczny. Kosztuje i czas i pracę, ale daje wiele satysfakcji i solidnie ładuje baterie☺ Poza tym można dzięki projektom pobicznym poznać ciekawych ludzi z innych kręgów, bardzo wzbogacające.

  • super… znowu poczułem totalny głód fotografowania! Jak ja potrzebowałem takiego bodźca. Konto na tookapic wróci do użytku. :)

  • Artur

    Ja mam swój project poboczny. Jest nim grafika 3d. Wróciem ostatnio do niego po przerwie i pierwszy raz tak szeroko opublikowalem efekt finalny. Choc zalozony termin przekroczylem znaczaco ale wlasnie dlatego, ze sprawialo mi to za duzo frajdy zeby to po prostu skonczyc. Dodam ze „siedze” w tym juz pare lat ale jak wspomnialem z przerwami róznej dugosci. Podsumowujac w jednym z komentarzy dostalem równiez propozycje konkretnej wspópracy a w glowie siedza juz kolejne pomysly. Panie Jacku, mial Pan w tym tez swój udzial dajac dobre rady. Dziekuje

    • Cieszę się, że mogłem pomóc! Po to jest ten blog. :)

    • Od kilku lat zabieram się do napisania gry 3D (normalnie nie zajmuję się 3D), projekt porzucałem kilka razy i rozpoczynałem od nowa. Dotychczas nie udało mi się skończyć, chociaż obecne podejście jest najbardziej obiecujące.

      Gratuluję wytrwałości, bo wiem ile to wymaga pracy i czasu.

  • Asia

    Bardzo podoba mi się pomysł jednego zdjęcia dziennie, choć już kiedyś na coś podobnego gdzieś w blogosferze trafiłam. Niby mały kroczek, ale po jakimś czasie nie ma siły, żeby się nie rozwinąć. Dla mnie najtrudniejsze jest skupienie się na jednej rzeczy (moje aktualne projekty poboczne to fotografia, grafika komputerowa, szycie, gra na ukulele i jeszcze kilka innych…), bo robiąc jedno myślę o tym, że w tym czasie mogłabym robić drugie… Jest na to nazwa, której w tej chwili nie pamiętam. Przez tyle różnych zainteresowań nie potrafię rozwinąć jednego na tyle, by na przykład rzucić pracę na etacie i się utrzymywać z czegoś, co mi daje satysfakcję i radochę.

  • Blog jest moim projektem pobocznym. W sposób naturalny dojrzałam do pisania i dzielenia się swoimi ideami. Uwielbiam tworzyć :)

  • Rzeczywiście coś w tym jest. TRZY lata temu: praca na etacie oraz założenie bloga o namingu. Pisałem, edukowałem się, realizowałem prywatne zlecenia po godzinach. Z czasem zaczęło się tej pracy wieczornej/nocnej piętrzyć. DWA lata temu: koniec pracy na etacie oraz założenie własnej agencji namingowej Syllabuzz.pl . Blog stał się „legitymacją” specjalizacji mojej agencji oraz oknem do komercyjnego działania na pełną skalę. Blog jest specjalistyczny, moja agencja tak samo i to działa. Klienci kupują moją specjalizację i coraz częściej dodatkowe usługi. Blog jako projekt poboczny przekształcił się we własną firmę. A to napawa optymizmem aby, gdy agencja wyrobi sobie markę, poszukać kolejny projekt poboczny. Jak tym razem historia się potoczy? Tego jeszcze nie wiem. Nie wiedziałem tego też trzy lata temu. Warto było jednak poświęcić noce na „coś własnego”.

    Dzięki Jacek za pożyteczny wpis. Polecam go „znudzonym” etatowcom.

  • bardzo dobrze mieć taki projekt poboczny, z jednej strony można zdobyć wiedzę, nabyć doświadczenia, poznać ludzi, których normalnie nie mielibyśmy szansy, rozwijać się, mieć coraz odważniejsze marzenia i plany, a z drugiej strony dzięki niemu nie przejmujemy się pierdołami, zauważamy to co istotne i ważne.

  • Jejku, jaki piękny tekst! Zachwycałam się, uświadamiając sobie, że od prawie toku moim projektem pobocznym jest moj blog, dla którego wyznaczyłam sobie w tym roku kilka celów…
    Piękny przykład Pawła Kadysza, mocno motywujący.
    Dziękuję:)

  • sink.zodiac

    Treningi i zdrowe żywienie to mój projekt na siebie. Przez dwa miesiące działał dobrze, potem miesiąc jakiejś-takiej przerwy, ale wracam z nową energią :)

  • Kolejny inspirujący wpis. Jego przesłanie ma wiele wspólnego ze świetną książką, którą ostatnio przeczytałem – „Slight Edge” Jeffa Olsona.

    • A to nie znam – dzięki za polecenie!

      • Na zachętę – książka jest o tym jak działa efekt procentu składanego w odniesieniu do każdego działania człowieka (lub zaniechania działania). Jak drobne pozytywne czynności powtarzane codziennie, mogą przynieść ogromne pozytywne rezultaty w długiej perspektywie czasu. Oraz z drugiej strony medalu, jak drobne zaniechania powtarzane regularnie prowadzą ostatecznie do katastrofy.
        Najtaniej można kupić chyba na Google Books – ok. 25 PLN.

        • Czyli idea marginal gains?

          • Nie znam. Ale sądząc po wykresach, które wyskoczyły po wpisaniu hasła w google – to tak.
            Książka bardzo mocno inspirująca. :)

  • A ja dodałabym jeszcze od siebie, żebyśmy tez nie zrażali się jeśli nie uda nam się zrealizować projektu pobocznego. Sama kilka takich zaczęłam i kilka odpuściłam. Oczywiście są takie których też trzymam się mocno. Ale powiedzenie sobie w pewnym momencie „stop” też wymagało odwagi i nauczyło mnie wiele. Dzięki temu wiem, jakich błędów unikać i na jakie projekty stawiać w pierwszej kolejności. Niech moc będzie z Wami <3

  • Potrzebowałam tego tekstu. Mam swój projekt, ale zbyt często tracę w niego wiarę. Czasami muszę ją czymś podeprzeć, tym czymś jest ten tekst i film. Dziękuję, tak po prostu :)

  • frambuesowy

    Świetny wpis, tego właśnie mi było trzeba!
    Ponad rok temu zaczęłam prowadzić bloga kulinarnego, z mojej ogromnej pasji do gotowania i pieczenia i mimo braku jakichś spektakularnych sukcesów nadal to lubię, chociaż ostatnio motywacja i zaangażowanie nieco u mnie osłabło. Po przeczytaniu artykułu wiem jednak, że warto i biorę się na nowo do pracy :)
    Dzięki!

  • pegazing.wordpress.com

    Świetny tekst! W sumie nigdy nie myślałam o moich różnych działaniach jako o projektach pobocznych, ale właśnie tak jest. Mam tylko taki problem, że mam tysiące projektów pobocznych i część z nich umiera, bo nie starcza mi na wszystko czasu. Z drugiej strony, dzięki temu, że projektów było mnóstwo, nauczyłam się różnych rzeczy, niektórych nieco absurdalnych, ale nigdy nie wiadomo kiedy mogą się przydać.

  • Kultidia

    Interesujące spojrzenie, muszę tak zacząć myśleć o swoim blogu ;)

Zobacz też:
Zobacz też: