Potworio

Rekrutacja w pełnej dziwactw branży kreatywnej nie jest z reguły zbyt standardowa. Dla grafika stara dobra "Cevałka" niewiele znaczy i zwykle sprowadza się do roli nośnika naszych danych kontaktowych.

Zdecydowanie istotniejsze jest portfolio i ogólnie rozumiany poziom, który przebija się przez Twoje prace. Opuszczające szczękę projekty obronią się same i tym „z pierwszej ligi” z reguły niewiele trzeba, żeby zrobić dobre wrażenie na potencjalnym pracodawcy.

Gorzej sprawa wygląda jeśli dorobek kandydata nie jest już tak powalający i z tyłu głowy pojawia się pomysł, żeby to swoje portfolio nieco dopakować. Siedząc ładnych parę lat w branży i prowadząc własną agencję naoglądałem się sporo takich „szołkejsów” na sterydach. Niektóre patenty noszą wręcz znamiona plagi i mam silne wrażenie, że uzbierałoby się niezłe stadko przekonane o tym, że dobre portfolio powinno je zawierać. Chciałbym te ewentualne wątpliwości rozwiać.

Zastanów się więc dwa razy jeśli kusi Cię, żeby dopakować swoje portfolio poniższymi zabiegami:

Przyznawanie sobie „gwiazdek”

Wiele osób aspiruje do miana jednoosobowej instytucji certyfikującej i wg tajemniczych kryteriów przyznaje sobie rozmaite gwiazdki, punkty i stopnie w ramach znajomości obsługi rozmaitych programów. Z reguły osobie analizującej portfolio nie mówi to więcej niż to, że np. Photoshopa znasz o jedną gwiazdkę na pięć mniej niż Illustratora. Jakie kryteria oceny tu przyjąć? Jeśli dałeś sobie jeden punkt na sześć możliwych z After Effects, to co to znaczy? Że umiesz ledwie otworzyć program, czy że jesteś skromny?

Mistrzowska znajomość Office

Analizując rozmaite CV i portfolio można odnieść wrażenie, że 90% populacji ma w jednym paluszku obsługę pakietu Microsoft Office. Z bliżej niewyjaśnionych powodów umiejętność pogrubienia tekstu w Wordzie oraz zsumowanie zawartości dwóch komórek w Excelu dla większości osób jest tożsame z bardzo dobrą znajomością tego oprogramowania. Mam wrażenie, że dla niektórych to wręcz wstyd przyznać, że nie jest się biegłym w obsłudze Office. Kiedy przychodzi jednak do sformatowania szablonu dokumentu i dostosowania go do istniejącej identyfikacji wizualnej okazuje się, że pozbawiony dotąd tajemnic Word staje się magicznym narzędziem pełnym nieznanych opcji. Wiersze nie chcą się justować, a u Pani Joli wygląda wszystko zupełnie inaczej. Sypie się wtedy sporo przekleństw, a domorosłych „mistrzów Office” na duchu podnosi jedynie cicho wyszeptane „to nie moja wina, to po prostu Microsoft jest głupi”.

Ukrywanie roli w projekcie

Pamiętaj, że jeśli masz w portfolio wypasioną stronę dla znanej marki, a tak naprawdę zaprojektowałeś do niej dwa przyciski, to prędzej, czy później się to wyda. Napisz wyraźnie jaki był Twój udział w realizacji i wyróżnij te projekty gdzie mogłeś bardziej się popisać. Oceniającego interesuje to, co potrafisz Ty, a nie zespół z którym kiedyś pracowałeś.

Wrzucanie wszystkiego

Często kuszące, szczególnie u początkujących, jest umieszczanie w portfolio wszystkiego co wyszło spod naszej ręki, kierując się zasadą „może coś się komuś spodoba”. Dużo lepsze wrażenie zostawisz pięcioma dopieszczonymi realizacjami, niż pięćdziesięcioma potworkami wydłubanymi w weekend na kacu. Jeśli sam nie jesteś w stanie ocenić, które projekty są dobre może nie powinieneś jeszcze aspirować do tego, żeby decydować o tym w imieniu klienta.

Twój wiek w pierwszym zdaniu

„Jestem x-letnim [grafikiem] z…” – to bardzo popularne pierwsze zdanie na wszystkich stronach „o mnie” lub, co gorsza, jako tekst powitalny na stronie. Nie ma niczego złego w podawaniu swojego wieku, ale czy naprawdę jest to takie ważne? Czy warto robić z tego wręcz swój slogan? Osoba rekrutująca lub szukająca podwykonawcy oczekuje od Ciebie ciekawszego wyróżnika niż tylko „Robert, 23-letni ilustrator z Krakowa”. Takie formułki zachowaj na spotkania AA, w pierwszych zdaniach skup się na czymś co zachęci do dalszej lektury.

Przynudzanie

Tak jak pisałem na wstępie, portfolio wypchane po brzegi świetnymi realizacjami nie musi być wypasione, może być pełne animowanych gifów i cytatów Paulo Coelho – projekty obronią się same. Ty jednak dopiero do tego poziomu aspirujesz więc musisz się postarać, nie możesz być taki, jak inni. Zadbaj o element zaskoczenia, myśl niestandardowo. Jeśli bardzo Ci zależy na danej posadzie dobrym pomysłem jest wydrukowanie jakiegoś materiału i wysyłka tradycyjną pocztą. Dużo łatwiej zwrócić w ten sposób na siebie uwagę.

Tych grzechów i grzeszków znalazłoby się pewnie jeszcze trochę, ale wyeliminowanie powyższych na pewno skutecznie zmniejszy ilość zgrzytów zębów u osób odpowiedzialnych za lekturę zawartości skrzynek oznaczonych jako „praca”. Chcesz przecież wylądować w folderze „zaproszeni na rozmowę”, a nie tym z koszmarkami oznaczonym jako „potworia”.

Zobacz też: