Projektanci robią startupy

W życiu większości z nas przychodzi taki moment, kiedy trzeba porzucić marzenia o karierze gwiazdy rocka, czy innego piłkarza i zwyczajnie wziąć się za jakąś robotę.

Jeśli nasz wybór padł na kreację, jeszcze do niedawna mieliśmy jedną z trzech opcji: freelance, własne studio lub praca na etacie. Te alternatywy mogliśmy dowolnie eksplorować i zmieniać wraz z upływem lat i doświadczenia. Ostatnio na horyzoncie zaczyna rysować się wyraźniej także czwarta droga – modne i popularne startupy. Postanowiłem porozmawiać z osobami, które przecierają te szlaki, odnoszą sukcesy i chcą podzielić się swoimi doświadczeniami. Moimi rozmówcami są:

 

Łukasz Twardowski – CEO i współzałożyciel Use It Better, dyrektor kreatywny agencji cookie.pl

 

 

Michał Gałubiński – założyciel approveapp, właściciel agencji thoke i autor bloga Shallow Thought Graphic

 

 

Kamil Zięba – head of product i współzałożyciel UXpin

 

 

Jacek Kłosiński: Jak to się stało, że zaangażowałeś się w prowadzenie startupu? Dlaczego nie freelance, praca na etacie lub własne studio?

Łukasz Twardowski: Praca w Cookie to była (i jest) pracą najemną – przychodzi klient i trzeba pomóc mu sprzedać to, co robi. Czasem są to śrubki, czasem kultura. Im silniejszą masz pozycję (i więcej kasy na koncie) tym ciekawsi klienci przychodzą, żebyś im zrobił projekt. Zasadniczo jednak i tak nie masz wpływu na produkt, z grupa docelową masz niewiele wspólnego, a to jak wyjdziesz biznesowo na projekcie, zależy nie od sukcesu finansowego klienta, a od poziomu jego upierdliwości. Myślę, że zrobienie własnego produktu jest marzeniem właściciela każdej agencji – teoretycznie mając własny produkt, mamy nieograniczone możliwości kreacji i możemy pokazać w końcu jak dobrzy jesteśmy.

Michał Gałubiński: Po odejściu z agencji wynająłem biuro 14m i zacząłem budować własną firmę mającą wspierać w kreacji inne podmioty. Na swoje „poszedłem” nie mogąc wdrożyć własnych pomysłów pracując na etacie. Miałem nadzieję że bezpośredni kontakt z mniejszymi klientami pozwoli na większą swobodę. Udało się, ale nie do końca – najczęściej wynik pracy jest w pewnym stopniu kompromisem.

Taki stan zrodził pomysł aby stworzyć samemu coś co będzie bezkompromisowe – dokładnie takie jakie mam wizje. Po kilkunastu latach robienia projektów dla klientów mam już taką ilość pomysłów i rozwiązań że trzeba coś z siebie wyrzucić … bo się pęknie (albo jak to w branżuni się mówi – emerytura w Bieszczadach murowana).

Co do samego „startupu” to robiłem dla siebie po prostu narzędzia, do chwili kiedy Konrad nie wpadł i rzekł „misz ty robisz startup” :) i tak już poleciało. Inne projekty wymyśliłem i wdrożyłem wraz z świetną grupą osób aby po prostu na nich zarobić dodatkową kasę – tak na zasadzie stawiania biznesu na kilku nogach.

Kamil Zięba: Przez wiele lat pracowałem jako freelancer, współpracowałem z agencjami oraz spędziłem 2 lata w Grupie Nokaut. UXPin powstał jako wspólny “side-project” kolegów z pracy (mój, Marcina Tredera i Wiktora Mazura) jednak już w dniu startu sukces przerósł nasze najśmielsze oczekiwania. Przez ponad rok udawało mi się godzić jednoczesną pracę w Grupie Nokaut oraz rozwój UXPin po godzinach. W końcu nadszedł jednak moment, w którym uświadomiliśmy sobie, że w ten sposób nie da się dłużej budować biznesu i trzeba poświęcić się temu całkowicie, albo pozostawić jako hobby.

UXPin jest ogromnym wyzwaniem i okazją by zrobić coś, czego nie robiłem nigdy wcześniej – tworzyć własny produkt, używany przez wiele osób na całym świecie i móc mieć wpływ na ich życia. Uważam, że takich szans się nie przepuszcza. Zaryzykowałem, nie żałuję.

Jacek Kłosiński: W startupie przez wiele miesięcy pracujemy nad jednym, tym samym projektem. Nie nudzi Cię to? Graficy to przecież w większości przypadków kreatywne i niespokojne dusze, które nie lubią monotonii. :)

Łukasz Twardowski: Zdarza się, że w Cookie realizujemy projekty 6-12 miesięczne, a klienta obsługujemy latami. Masz jednak rację, ze dynamika zmian w agencji jest o wiele większa. Myślę, że działa to bardzo demoralizująco – bo często zamiast skupić się i docisnąć projekt do końca, rzucamy się na nowy. I pytasz czy mnie nie nudzi praca nad Use It Better – nudzi, dusi wręcz, ale na tym polega chyba robienie startupu, ze sukces przychodzi w momencie, gdy już mam naprawdę dość. Pewnie dlatego ludzie tak chętnie potem odsprzedają swoje firmy, hah.

Michał Gałubiński: Rekompensuje tą monotonie fakt że to twoje i jest w pewnym stopniu wymuskane i wycackane jakbyś chciał. Realizacja swoich wizji naprawdę daje kupę satysfakcji. Poza tym do swojego „dziecka” ma się sentyment i jakoś nie widzę żeby się nudziło. Patrzy się z bliska jak się rozwija, potyka, zaczyna działać bez Twojego udziału.

A i w agencji słysząc 3x w tygodniu „proszę powiększyć logo” albo „projekt bardzo mi się podoba ale mam kilka drobnych uwag [i tu lista na 12 stron]” to się nie tylko nudzi ale jeszcze nerwy szarpie mocno.

Kamil Zięba: Startup to ciągłe eksperymenty, sprawdzanie hipotez, nauka i szukanie rozwiązań. To bardzo dynamiczne środowisko, ciężko o nudę i monotonię. Produkt ewoluuje, dużo rzeczy zmienia się praktycznie z dnia na dzień, pojawiają się kolejne wyzwania. Trzeba pracować szybko i mądrze. Startup to zdecydowanie nie jest miejsce dla osób, które lubią spokój.

Jacek Kłosiński: W branży startupowej powszechne jest eksperymentowanie, odchudzanie produktów i wypuszczanie okrojonych wersji w celu testowania. Mam wrażenie, że w wielu wypadkach projekt graficzny pada ofiarą tej polityki, oglądamy projekty niedopracowane, często po prostu brzydkie. Czy pomiędzy kolejnymi iteracjami i wieczną fazą beta jest miejsce na pracę nad warstwą wizualną, dopieszczanie szczegółów?

Łukasz Twardowski: Myślę, ze dotyczy to każdego aspektu projektu, nie tylko projektowania warstwy wizualnej. To, ze dostrzegasz akurat niskie walory estetyczne projektów wynika po części z Twojego profilu zawodowego. Inna sprawa, ze startupy internetowe wciąż częściej zakładają programiści i szeroko rozumiani „biznesmeni” niż projektanci graficzni. Zmienia się to jednak i jest coraz więcej projektów, w których grafika – może nie na sama grafika, ale wymieszana z UX – odgrywa kluczową rolę. I tam pewnie dostrzegłbyś braki w warstwie sprzedażowej, marketingowej, technicznej, obsługi klienta, kontroli jakości itd. Pieniądze i czas nie są z gumy i jeśli dołożysz w jednym miejscu to zabierzesz w innym.

Michał Gałubiński: W wielu? To dość lekkie określenie stanu faktycznego. Mam wrażenie że nie do końca warstwa wizualna jest, jak to powiedziałeś, obcinana celowo. W znacznej większości nowe biznesy robią programiści w połączeniu z finansistami czy marketingowcami. Z doświadczenia wiem że praktycznie 100% tej braci nie przykłada do wyglądu żadnej wagi (choć może i ma gust). Programiści funkcjonalność dla samej siebie przedkładają nad wszystko, marketingowcy wprost mówią „że sprzedadzą największe chłam” a moje kontakty z osobami odpowiedzialnymi za finanse owocują przekonaniem że wybór dzieciaka, za 25 zł, z ZPN zaspokaja ich poczucie spełnienia obowiązku.

Tu pojawia się jeszcze jeden problem, takie osoby mają problem z wyborem odpowiedniego grafika. Niech za przykład posłuży zwycięzca ostatniego SWWAW – autorka pomysłu wybrała świetną ilustratorkę dla tego że projekt (strona/aplikacja www) był skierowany do kobiet … patrząc nie na doświadczenie a na płeć. Efekt jest jaki widać. Jakby samo słowo „grafik” załatwiało sprawę i nie było specjalizacji czy nawet lepszych i gorszych grafików.

Kamil Zięba: Jestem w stanie zaryzykować tezę, że dobry projektant nawet przy mocnych ograniczeniach czasowych jest w stanie stworzyć coś co nie będzie brzydkie i będzie miało sens :)
Faktem jest jednak, że startup to byt bardzo ograniczony dostępnymi zasobami (czas, finanse, informacja). Zdarza się, że czasu na dopieszczanie projektu zwyczajnie nie ma, albo, że jest to z ekonomicznego punktu widzenia niezasadne. W startupie o wiele więcej warty jest projekt działający dziś, który wygląda dobrze niż projekt piękny a wdrożony długo po terminie. Całe to eksperymentowanie, testowanie i wypuszczanie “okrojonych wersji” (nie wybrakowanych) umożliwia właśnie stworzenie świetnego produktu a zarazem skalowalnego biznesu. To jest cel o wiele ważniejszy niż ego projektanta.

Jacek Kłosiński: Na ile Twoje doświadczenia startupowe weryfikują tezę, że „design sprzedaje”? Czy inwestor lub statystyczny użytkownik jest w stanie docenić starannie zaprojektowany produkt? Czy dobry design, to może być realna przewaga na dynamicznym i zmiennym rynku startupów, gdzie podobno najważniejszy jest pomysł?

Łukasz Twardowski: Myślę, że bardziej powszechna jest teza, ze liczy się egzekucja pomysłu niż sam pomysł. Dla mnie design to właśnie egzekucja i wcale efekt nie musi być ładny – musi być odpowiedni. Ale rozumiem, ze nie o to pytałeś. Tak – wydaje mi się, ze coraz częściej produkty wygrywają „opakowaniem” na nowo starych pomysłów. Wynika to chyba głównie z trywializacji powstających projektów, które próbują rozwiązać problemy pierwszego świata. Co chwila powstają nowe aplikacje do dzielenia się przefiltrowanymi zdjęciami, obsługi poczty itd. W tej kategorii można wygrać wyłącznie „ładnym i użytecznym interfejsem”. Pewnie nikt się ze mną nie zgodzi, ale APPL zbudowało swoją wartość właśnie na tym trendzie. Oczywiście nie jest tak, że powstają wyłącznie startupy, próbujące ogłupiać ludzi tanimi gierkami (lub takie, co pomagają to analizować).

Michał Gałubiński: W oczywisty sposób pewno się to nie przekłada – bardziej trzeba traktować to jako wartość dodaną, taką ciężko mierzalną. Wszyscy wiemy że ładne opakowanie się lepiej sprzedaje ale również każdy zaraz poda jakiś przykład czegoś brzydkiego co odniosło sukces. Więc i tak i nie – rzeknę filozoficznie. Spora grupa osób otwiera, szukając np. aplikacji, ładne ikonki. W jaki sposób się to przekłada na sprzedaż to nie mam pojęcia, wiem że ja też nie kupuje brzydkich aplikacji. Jakiś % zboczeńców kupi aplikację bo jest przepiękna albo ominie brzydką choćby była najbardziej użyteczna i dopasowana do potrzeb. Kolejny procent czyni dokładnie odwrotnie. Czy to jest procent z którego można sobie pozwolić zrezygnować? Chętnie zobaczyłbym takie badania.

Tak też przyglądam się aplikacjom które święcą triumfy, większość z nich ma dopieszczoną grafikę. Więc odpowiadając na pytanie czy ma znaczenie muszę odpowiedzieć że ma.

A z drugiej strony o wiele, od samego produktu, ważniejsze jest w pierwszym kontakcie odpowiednia prezentacja. Te same słowa którymi tak gardzę w pewnym stopniu są prawdziwe „nawet największe *** opakowane w sreberko się sprzedaje”. Świat coraz bardziej idzie w kierunku pisma obrazkowego, coraz mniej ważne jest słowo a coraz bardziej obraz, szybki jasny przekaz. Mając do wyboru dwie usługi o podobnej funkcjonalności wybiera się tą która jest podana sprawniej/ładniej i prościej.

Inną kwestią że jak już złowi się klienta to utrzymanie go wymaga już nie tylko zawijania w kolorowe opakowania. To samo się tyczy marketingu wirusowego – coś co nie spowoduje zadowolenia usera nie zostanie przez niego poleconego dalej.

Dopracowanie projektu również pod względem wizualnym zwiększa wartość. Wśród inwestorów są osoby zdające sobie z tego sprawę czy po prostu będące bardziej wrażliwe na bodźce wizualne. Ale wygląd nie może być sam w sobie celem jak i nie mogą być pozostałe elementy składowe. To musi złożyć się w całość.

O wartości samego „pomysła” BitsyBoys już dostatecznie dobitnie powiedziało.

Kamil Zięba: Design (oczywiście w rozumieniu jako user experience) sprzedaje. Należy pamiętać jednak, że design to nie tylko to jak produkt wygląda, ale to jak działa i jakie wzbudza emocje. Ludzie są coraz bardziej świadomi, potrafią docenić dobry projekt gdyż zwyczajnie lepiej rozwiązuje ich problemy i odpowiada na ich potrzeby. Fakt ten zauważyło już wiele firm i designem starają się budować swoją przewagę konkurencyjną.
Pozwolę sobie tutaj przytoczyć cytat Dave McClure: “Design and marketing aren’t just as important as engineering. They are way more important”.

Co do pomysłu – sam w sobie ma niewielkie znaczenie. Różnicę robi realizacja.

Jacek Kłosiński: Co poradziłbyś osobie związanej do tej pory z kreacją, która myśli o założeniu własnego startupu? Na co warto zwrócić szczególną uwagę?

Łukasz Twardowski: Ja z Use It Better wpadłem w tę pułapkę, że choć sam pomysł na produkt i to co miał robić, był bezpośrednio związany z moimi umiejętnościami zawodowymi, to aby mógł powstać, musiałem w wielu przypadkach, z braku kompetencji, niemal na ślepo zaufać innym. I choć teraz wszystko działa sensownie, dojście do tego momentu kosztowało nas masę pieniędzy, czasu i nerwów, których by nie było, gdyby programowanie skalowalnych usług internetowych było moja lub Mariusza, mojego wspólnika, domeną.

Więc rada – niezależnie od tego czy zajmujesz się kreacją czy czymś innym – jest taka: upewnij się, że ten swój startup potrafisz zrobić własnymi łapkami.

Michał Gałubiński: Tworzenie biznesu jest bardziej dla projektantów moim zdaniem niż dla desingerów, na pewno trzeba znaleźć w sobie: zaangażowanie, upór, nie pozwolić sobie wejść na głowę ale i nie zjeść wszystkich rozumów, mieć zespół zaufanych ludzi ale prowadź biznes tak aby odejście jednej osoby nie rozwaliło projektu, trudności i zakładany budżet pomnóż parę razy na początku.

Kamil Zięba: Znaleźć dobrego co-foundera(ów). Idealnie takiego, który wypełni lukę w umiejętnościach (np. kogoś od technologii lub marketingu) i pozwoli na spojrzenie “z innej perspektywy”.

Jacek Kłosiński: Panowie, dziękuję za poświęcony czas! Mam nadzieję, że dla wielu osób będą to cenne rady i ciekawy punkt widzenia.

Bądźmy w kontakcie

Obserwuj fanpage bloga. Bądź na bieżąco z ciekawymi materiałami i nowymi wpisami.

  • No ale skupienie na designie niekoniecznie znaczy ‚opakowywanie …. w sreberko’? Mam nadzieję, że nie, zwłaszcza, że nierozerwalność warstwy wizualnej z funkcjonalnością poprzez ux to, tak mi się wydaje, fakt, a nie teoria? :-)

    • Oczywiście masz rację. Problem jest raczej w relacji pomysł vs wykonanie.

      • raz jeszcze – egzekucja, egzekucja, egzekucja – parafrazując Ballmera :-)

Zobacz też:
Zobacz też: