Uczysz się szybciej niż myślisz

Większość z nas posiada długą listę rzeczy, których kiedyś chcielibyśmy się nauczyć albo przynajmniej bliżej poznać. Takie plany odkładamy z reguły na później, wmawiamy sobie, że zaczniemy za tydzień, wiosną, albo innym razem. Dlaczego?

Wynika to przeważnie z braku czasu w danym momencie, ale też przeświadczenia, że nauka będzie wymagała sporo poświęceń i uwagi. System, w którym zostaliśmy wychowani przyzwyczaił nas do tego, że zdobywanie wiedzy i nowych umiejętności to wymagające i odpowiedzialne zadanie. Pełne ocen, kar, godzin spędzonych na analizowanie, czytanie, zadawanie pytań i dopasowywanie do nich odpowiedzi. Kiedy kończymy szkoły i poznawanie nowych rzeczy staje się wyborem, a nie smutną koniecznością, jesteśmy zrażeni do tego procesu. Źle nam się kojarzy i nauka każdej nowej rzeczy wydaje nam się drogą przez mękę.

Ale czy naprawdę tak musi być?

Badania pokazują, że niekoniecznie. Każdy z nas miał pewnie w swoim życiu taki moment, w którym poczuł się zaskoczony tym, jak szybko opanował określoną umiejętność na satysfakcjonującym poziomie. W stosunkowo krótkim czasie od rozpoczęcia nauki zauważyliśmy wyraźne postępy i stopień naszej znajomości tematu znacznie wzrósł. Zdaniem naukowców to zjawisko jest elementem tzw. krzywej uczenia się. Wygląda ona mniej-więcej tak:

 

krzywa_uczeniasie-01-01

 

W większości wypadków kiedy rozpoczynamy naukę danego tematu robimy na początku gigantyczne postępy. W miarę dalszego poznawania zagadnienia efekty zaczynają być coraz mniej wyraźne, aż dochodzimy do momentu, w którym wejście na każdy kolejny poziom jest coraz trudniejsze. Obrazuje to właśnie wspomniana krzywa, która z upływem czasu traci wyraźnie dynamikę wzrostu.

 

 

Podstawowe pytanie, które pojawia się po przemyśleniu tego faktu, to czy nie dałoby się tego wykorzystać?

Może w większości tematów wystarczy nam przejście tego początkowego momentu, w którym przyrost wiedzy jest najszybszy i najłatwiejszy?

To, czego wtedy się nauczymy i tak powinno nam przecież dać gigantyczną przewagę w porównaniu do sytuacji, w której nie rozpoczęliśmy jakiegokolwiek zagłębiania się w dane zagadnienie.

Sam od kilku lat zabierałem się za poznanie tajników fotografii, a kiedy wreszcie do tego usiadłem i kupiłem wymarzony aparat okazało się to znacznie prostsze niż początkowo sądziłem. ISO, przesłony, głębia ostrości, czy podstawowe zasady kadrowania okazały się jedynie brzmieć skomplikowanie. Po kilku godzinach poznawania teorii i kilkunastu godzinach praktyki byłem w stanie robić zdjęcia o lata świetlne lepsze od tych, które pstrykałem przypadkowo na trybie auto. Nie jestem mistrzem fotografii i pewnie nigdy nie będę. Nie spędzę na robieniu zdjęć tysięcy godzin, ale wykorzystałem ten początkowy „rozpęd” do zdobycia umiejętności na poziomie wyższym niż przeciętny.

 

Z większością innych problemów będzie podobnie. Chcesz poznać HTML, nauczyć się lepiej gotować, tańczyć albo dowiedzieć więcej na temat historii twojego miasta? Poświęć na to powiedzmy kilkanaście, może kilkadziesiąt godzin. Np. pół godziny dziennie przez dwa miesiące. Efekty będą oszałamiające.

Dzięki szybkim i wyraźnym postępom utrzymasz zapał i motywację, a różnica w poziomie wiedzy w porównaniu do stanu początkowego będzie kosmiczna. Nie musisz stać się w danym temacie ekspertem, poświęcać na niego połowę życia ani wylewać wiader krwi i potu. Nawet jeśli się znudzisz, zabraknie ci czasu lub uznasz, że to jednak nie dla ciebie, będziesz bogatszy o nową umiejętność, która być może przyda się w najmniej spodziewanym momencie.

Te spostrzeżenia mogą wydawać się banalne, ale sama zmiana podejścia do nauki, którą w ten sposób zdobywamy daje już ogromne korzyści jeśli chodzi o motywację. W końcu znacznie lepiej zabierać się za coś z perspektywą szybkiego i zadowalającego efektu niż z wizją tysięcy godzin ćwiczeń i poświęceń.

Thomas Edison powiedział, że „gdybyśmy robili wszystkie rzeczy, które jesteśmy w stanie zrobić, wprawilibyśmy się w ogromne zdumienie.” Jak najwięcej tego zdumienia wam życzę. :)

Zobacz też: