Większość nie zawsze ma rację

David Dreman to kanadyjski inwestor, który przez 15 lat zarządzał funduszem Dreman Value Management. Kiedy indeks najbardziej wartościowych spółek na nowojorskiej giełdzie wzrósł jedynie o 8,9%, Dreman w ciągu 15 lat osiągnął średnią roczną stopę zwrotu na poziomie 16,7%. W ciągu 15 lat jego fundusz nie osiągnął zysków tylko w dwóch latach.

Tak spektakularny sukces wymaga oczywiście wiedzy, doświadczenia i niesamowitego wyczucia. U podstaw strategii Dremana leżą jednak dwie wyróżniające ją zasady, które mówią, że większość nie zawsze ma rację i zazwyczaj przesadza.

Inwestorzy zachęceni wzrostami prześcigają się w zakupie akcji i bagatelizują przy tym ryzyko. Prowadzi to do sytuacji, w której ceny akcji na giełdach znacznie przekraczają ich realną wartość. To z kolei wywołuje bańkę spekulacyjną, która nagle pęka i powoduje gwałtowne spadki i straty. Większość się myli.

David Dreman sugerował więc działania wbrew głównemu trendowi – kupno akcji, które inni odrzucają i sprzedaż tych, które inni uznają za warte zakupu. Podejście takie znane jest jako kontrarianizm i obejmuje tak naprawdę wszystkie sfery naszego życia.

 

 

Kontrarianizm, jako przeciwieństwo konformizmu, opiera się na kwestionowaniu panujących reguł, zasad i sposobów myślenia.

Kiedy wybieramy dla siebie szkołę, decydujemy się na zmianę pracy, kupujemy mieszkanie, czy planujemy wakacje, możemy kierować się tym, co podpowiada nam nasz rozum i intuicja lub wybrać tak, jak postąpiłaby na naszym miejscu większość. Do akcji wkracza wtedy strach, który w głowie rozsypuje pytania i wątpliwości: „A co jeśli nie mam racji?”, „Inni wiedzą lepiej.”, „Skoro większość tak wybiera, to pewnie warto.” itd. Opowiadamy sobie w głowie historie i kreślimy wizje klęski. Wybieramy to, co bezpieczniejsze, znane i przetestowane. Sugerujemy się zdaniem innych, modą, trendami, a przestajemy ufać sobie samym.

 

 

Od urodzenia jesteśmy ciekawi świata i chętnie eksperymentujemy. Lubimy chodzić własnymi drogami, wałęsać się bez celu i wskakiwać do kałuży tylko po to, żeby zobaczyć co się stanie. To, co podpowiadają nam starsi uważamy za nudne i mniej atrakcyjne. Chcemy decydować sami, sami próbować i odkrywać.

Wraz z wiekiem tworzymy jednak wiele barier, które ograniczają i hamują naszą kreatywność. Dorastając ulegamy wszechobecnej presji, a nasza wewnętrzna cenzura robi się coraz bardziej surowa. Coraz mniej ryzykujemy i coraz bardziej polegamy na zdaniu innych.

Pomaga to oczywiście zachować opinię osoby przystosowanej do życia w społeczeństwie, towarzyskiej i lubianej, ale odbija się także negatywnie na naszej zdolności do nieszablonowego myślenia. Masa potencjalnie wartościowych inspiracji, spostrzeżeń, działań i wyborów rozbiła się o naszą wewnętrzną krytykę i złe decyzje.

 

Pomyślcie jak wiele dobrych pomysłów mogliśmy zabić z obawy przed powiedzeniem ich na głos.

 

Nie mieliśmy odwagi wyłamać się ze schematów, zabrakło nam wiary w siebie. Zawładnęła nami perspektywa wstydliwej porażki, wyśmiania i braku zrozumienia.

A przecież nie można mówić o kreatywności bez ochoty na łamanie konwencji, zasad i stereotypów. Nie ma innowacji bez eksperymentów, błędów i ślepych uliczek. Osoby twórcze muszą być gotowe na podejmowanie decyzji, które inni mogą potępiać. Nie powinniśmy się bać braku akceptacji i zrozumienia. Naszym zadaniem jest wyznaczać nowe trendy, a nie podążać za tymi, które panują obecnie. Chcemy być przełomowi, innowacyjni, a zachowujemy się jak neurochirurg na sali operacyjnej, na której każdy błąd przynosi tragiczne skutki.

Panuje w nas dziwne przekonanie, że zmiana własnego zdania to straszna ujma na honorze. Uważamy, że jeśli jakaś teza wyjdzie z naszych ust, jeśli zaryzykujemy jakąś hipotezę, to musimy na siłę się jej trzymać i bronić do upadłego. Przyznanie się do błędu uznawane jest za wielką porażkę. Wolimy nie mówić nic, niż głośno się zastanawiać.

Nawet jeśli dopuścimy do siebie innowacyjny pomysł, to chronimy go jak poszukiwacz złota cenną żyłę. Nie chcemy zdradzać „genialnej” myśli z obawy przed jej kradzieżą, zasłaniamy się umowami o poufności i unikamy zbędnych konsultacji.

Surowo i z dystansem podchodzimy do pomysłów innych osób. Jesteśmy mało otwarci, nie lubimy tego, co  nietypowe. Wychylenie poza standardy kwitujemy zdziwieniem i złośliwymi komentarzami. Przez ogół chwalona jest normalność i przeciętność, ale to pomysły nieszablonowe przynoszą rozwój. Żyjemy w świecie, który karmi się innowacją i w niesamowitym tempie pędzi do przodu. Chcąc pozostać kreatywnym nie wystarczy nadążać za głównym nurtem – trzeba płynąć, często samemu, tam gdzie będzie on jutro.

  • Marlen

    Jacku dajesz niesamowitego, motywacyjnego kopa wszystkim młodym, którzy szukają swojej drogi w branży. Chyba będę czytała ten wpis codziennie przed pójściem do biura.

    • Dzięki! Dla mnie z kolei dużą motywacją są takie komentarze. :)

  • Alicja

    Dziś chyba mam dobry dzień! przez przypadek trafić na tak bardzo interesujący blog to dla mnie wielkie szczęście!

  • Nawet nie wiedziałem, że jestem kontrarianistą i że w ogóle jest na to jakaś nazwa.
    Jak zakładałem DG, wszyscy mnie od tego odwodzili, bo to trudne, bo nie ma sensu, bo sobie nie poradzę. Jak pisałem do CA, to duże grono hejterów mówiło, że nie mam pojęcia o tym co robię i lepiej niech zamilknę. Nie mówiąc już o znanym wszystkim frazesie „więcej pokory”. Tymczasem dzięki temu, że w d… mam pokorę, robię to co robię i sprawia mi przyjemność. Wyważam otwarte drzwi, próbuję nowych rzeczy, do innych podchodzę od zupełnie innej strony otrzymując ciekawe rezultaty. Gdybym słuchał innych i robił to co inni, pewnie byłbym nieszczęśliwy na jakimś marnym etacie, z którego uciekłem właśnie dlatego, że słuchałem siebie a nie innych.

  • Daria

    Ależ ja potrzebowałam coś takiego przeczytać! Właśnie teraz! Dzięki wielkie :)

  • Mariusz

    Jacek czytam pierwszy raz. Szacun za przemyślenia. Pozdrowienia dla Martyny i malenstwa . Mariusz

    • Dzięki, ale od kogo te pozdrowienia? :)

      • Marta Kanarek

        od Mariusza!

Zobacz też:
Zobacz też: