Dziennik

To jest zakładka mojego bloga przeznaczona na bardzo krótkie wpisy. Zbieram ciekawe informacje, kompresuję je i podaję Ci jako gotowe inspiracje.

Czas twórcy i czas menedżera

Pracujesz w skupieniu, nieźle Ci idzie, ale nagle wpada szef, który koniecznie musi omówić z Tobą coś pilnego. A może Twój dzień rozbiły dwa spotkania, na których koniecznie trzeba się pojawić?

Takie sytuacje to codzienność każdej osoby zajmującej się pracą kreatywną. Nasze efekty zależą od koncentracji i dłuższych bloków skupienia, ale środowisko w którym działamy co chwilę nas rozprasza.

Zauważył to też Paul Graham, który w słynnym artykule wyjaśnia, że pracownicy wielu organizacji działają w ramach dwóch konkurencyjnych modeli: trybu menedżera i trybu twórcy.

Menedżer ma codziennie setki drobnych zadań i ciągle pomiędzy nimi przeskakuje. Działa w oparciu o rozmowy i spotkania.

Twórca potrzebuje z kolei długich bloków skupienia. Ma jedno duże zadanie i jemu chce się poświęcić.

I co z tego?

To dwa zupełnie różne światy, które wchodzą w sobie w drogę. Jeśli świadomie nie nauczymy się w ich ramach współpracować, w organizacji panuje chaos i napięta atmosfera.

Twórca denerwuje się na menedżera, że ten mu przeszkadza, a menedżer ma pretensje o to, że twórca nie ma dla niego czasu w każdym momencie.

I co dalej?

Jeśli pracujecie w zespole, określcie przedziały czasu gdzie priorytetem jest praca twórcza i nie wolno jej przeszkadzać oraz takie godziny, gdzie dominują sprawy menedżerów.

To samo ma zastosowanie przy pracy w pojedynkę. Nie mieszaj zadań menedżera z pracą twórczą, bo wtedy żadnego z tych typów zadań nie zrobisz na 100%.

Otwarte biura alienują

Jeśli można mówić o modzie w kwestiach aranżacji biur, to jednym z największych trendów byłaby na pewno „otwartość”. Mniej ścian, drzwi i barier, a więcej otwartych przestrzeni. Dlaczego? Bo ten brak podziałów ma ułatwiać komunikację i integrować pracowników.

Tylko czy tak naprawdę się dzieje?

Jeden z ostatnich eksperymentów pokazał, że jest zupełnie odwrotnie. Dzięki monitorowaniu zachowań pracowników, sprawdzono jak przesiadywanie w biurze zaaranżowanym na otwartą przestrzeń wpływa na wzajemne relacje.

Okazało się, że model „open office” zmniejszył ilość interakcji pomiędzy ludźmi aż o 70%! Zwiększyło się natomiast wykorzystanie komunikacji elektronicznej, chatów itp.

I co z tego?

Autorzy badania twierdzą, że jednym z powodów może być naturalna potrzeba jakiegoś własnego miejsca i oddzielenia się od innych. Otwarte biura tego nie zapewniają, więc pracownicy uciekają do świata wirtualnego, który daje im więcej prywatności.

I co dalej?

Ten, ale też inne eksperymenty, pokazują, że najlepsze efekty daje pewien kompromis. Zbytnie zamykanie się w pomieszczeniach faktycznie alienuje, ale zupełne się ich pozbywanie też nie działa korzystnie.

Doświadczenia takich firm jak Pixar i Apple pokazują, że najlepsze efekty daje model łączony, czyli uwzględnienie miejsc do wspólnej kreatywnej pracy, ale przy zachowaniu pomieszczeń gdzie pracownicy mogą działać w mniejszych grupach i bardziej prywatnie.

Po prostu musisz

Co skutecznie motywuje? Brak wyjścia. Jeśli musisz coś zrobić, to prawdopodobnie to zrobisz, bo… musisz.

Problem polega na tym, że wiele rzeczy chcielibyśmy robić, ale tak naprawdę nie musimy. Jak się wtedy zmotywować?

Zastanów się co się stanie, kiedy tego nie zrobisz.

Chcesz regularnie ćwiczyć, ale nie możesz się za to zabrać? A co się stanie, jeśli nie będziesz ćwiczyć? Teraz pewnie nic, ale za 5 albo 25 lat? Odpowiedź jest oczywista – będzie nieciekawie. Okazuje się więc, że MUSISZ ćwiczyć. Nie masz wyjścia. Albo się za to zabierzesz albo odpalasz bombę z opóźnionym zapłonem. Trzeciej drogi nie ma.

I co z tego?

Z wieloma innymi rzeczami jest podobnie. Co się stanie, jeśli przestaniesz uczyć się nowych rzeczy i rozwijać? Co się stanie, jeśli nie zadbasz o dietę? Co się stanie, jeśli teraz nie poszukasz nowej pracy?

W wielu wypadkach tak naprawdę nie masz wyboru. To nie jest kwestia chęci albo decyzji. Czasami jedynym rozsądnym rozwiązaniem jest akcja i działanie. Na czekanie nie możesz sobie pozwolić.

I co dalej?

Za co nie możesz się zabrać, bo brakuje Ci motywacji? Co się stanie, jeśli się za to nie zabierzesz? Może tak naprawdę nie masz wyjścia.

Zbieg okoliczności

Wilbur Wright (ten od braci Wright), zapytany o to, jaki jest sposób na życiowy sukces, powiedział, że „trzeba wybrać sobie dobrych rodziców i urodzić się w Ohio”.

Zabawne, ale też brutalne – o tym, czy Ci się uda decyduje masa czynników, na które nie masz wpływu. Patrząc na sukcesy innych, lubimy przypisywać zasługi ich cechom albo decyzjom, ale tak naprawdę ogromną rolę odgrywa tu też przypadek, zbieg okoliczności, czy po prostu szczęście.

I co z tego?

To zjawisko ma nawet w psychologii swoją nazwę: Podstawowy Błąd Atrybucji. Oceniając sytuację lub zachowanie, przeceniamy cechy wewnętrzne (np. cechy charakteru, talenty), a lekceważymy cechy zewnętrzne (np. wpływ środowiska).

Wielu ludzi to frustruje bo robią dokładnie to, co inni, ale ich efekty są gorsze. Dlaczego? Właśnie przez inną sytuację, okoliczności, moment, miejsce itp., czyli rzeczy, na które zupełnie nie mamy wpływu.

I co dalej?

  • Przeczytaj książkę Malcolma Gladwella „Poza Schematem”, która w świetny sposób opisuje ten temat.

Prawo Hofstadtera

Czy kiedyś coś zajęło Ci więcej czasu, niż zakładał Twój plan?

Pewnie, głupie pytanie.

Rozmijanie się z terminarzem i założeniami jest tak popularne, że nikogo to nie dziwi.

Mimo tego, ktoś odważył się nazwać to „prawem” i podpisać swoim nazwiskiem. Douglas Hofstadter, bo o nim mowa, stworzył ironiczne prawo, które mówi, że „wszystko zajmuje więcej czasu niż zakładasz, nawet jeśli weźmiesz pod uwagę prawo Hofstadtera”.

Czyli nawet jeśli założysz, że się spóźnisz, to i tak się spóźnisz.

I co z tego?

Jestem strasznie niecierpliwy, wszystko chciałbym mieć zaraz i już. Nie lubię czekać na efekty, nie lubię kiedy wszystko się przedłuża. Ale prawo Hofstadtera – nawet jeśli traktować je z przymróżeniem oka – skazuje mnie na porażkę.

Wszystko zajmuje więcej czasu, niż byśmy tego chcieli i więcej niż zakładamy.

I co dalej?

Można mieć wrażenie, że drogi są tylko dwie – albo cierpliwie czekasz albo frustrujesz się, że idzie za wolno. Optymiści powiedzą, że wystarczy uwzględnić zapas czasowy, ale przecież nawet jeśli weźmiemy pod uwagę przedłużanie, to i tak będzie za długo.

Problem perspektywy

Wiele problemów wynika wyłącznie z naszej perspektywy.

Załóżmy, że klient odrzucił Twój pomysł – to tragedia, czy okazja żeby znaleźć jeszcze lepsze rozwiązanie?

A może szef wymaga od Ciebie umiejętności, których nie posiadasz? Dla jednych to okazja do narzekania, a dla drugich pretekst to nauki.

I co z tego?

Wszystko zależy od sposobu patrzenia. Czasami wystarczy drobna zmiana perspektywy, żeby przeszkoda stała się szansą, a chwilowy kryzys najlepszą rzeczą, która nas spotkała. To, jak bardzo zła jest sytuacja, wynika bardzo często po prostu z punktu widzenia.

I co dalej?

Jeśli nie możesz sobie poradzić z problemem, spróbuj go „poprzewracać”, obejrzeć pod różnymi kątami, znaleźć inną perspektywę.

Czy spacer pomaga?

To jak to jest z tymi spacerami – pomagają, czy nie? Generalnie tak, ale nie zawsze.

Rachel Kaplan i Stephen Kaplan z Uniwersytetu Michigan udowodnili, że spędzanie czasu na łonie natury zwiększa zdolność koncentracji.

I co z tego?

Przebywanie w otoczeniu przyrody nie wymaga dużego skupienia i nie wystawia nas na wiele bodźców (w przeciwieństwie np. do chodzenia po ruchliwym mieście), jednocześnie zapewnia na tyle ciekawe otoczenie, że umysł jest zajęty i nie szuka na siłę czegoś innego, na czym może skupić uwagę.

To ułatwia „reset” i powrót ze spaceru ze świeżą głową.

I co dalej?

Badania pokazały, że najlepsze efekty daje 50 minut takiego chodzenia. Idź przetestować. 😉

Efekt Ikea

Jaki jest najbardziej charakterystyczny element zakupów w IKEA? Prawdopodobnie to, że meble musisz sobie poskładać samodzielnie. To dodatkowy wysiłek, ale ma jedną dużą zaletę – efekt takiej pracy docenisz bardziej.

I oczywiście nie dotyczy to tylko wyposażenia domu. Naukowcy udowodnili, że im więcej wysiłku i ciężkiej pracy w coś włożymy, tym bardziej to cenimy i się do tego przywiązujemy. Nazwano to Efektem Ikea.

I co z tego?

Ta zasada może mieć szerokie zastosowanie, np. w kwestiach akceptacji jakiegoś pomysłu. Chcesz żeby klient zatwierdził Twoje rozwiązania i propozycje? Daj mu jakieś małe zadanie. Niech czuje, że końcowy efekt to także jego dzieło. Znacznie trudniej będzie mu wtedy taki pomysł odrzucić.

I co dalej?

Jak możesz w swojej pracy wykorzystać tę zasadę? W jaki sposób Twój klient mógłby się zaangażować w proces, nie wchodząc przy tym za bardzo w Twoją drogę?

Odwrócone „U”

Stresuje Cię zadanie, nowy projekt albo jakaś zmiana? To niekoniecznie źle. Robert Yerkes i John Dodson zauważyli, że nasza efektywność jest większa, kiedy towarzyszy nam odpowiedni poziom stresu.

Swoją koncepcję nazwali odwróconym „U”. Skąd ta nazwa? Ponieważ ta litera po odwróceniu wygląda jak wykres, który obrazuje tę koncepcję.

Gdyby na osi pionowej umieścić efektywność, a na poziomej poziom stresu, to wykres przypominałby właśnie odwrócone U.

I co z tego?

Optymalna efektywność znajduje się w miejscu umiarkowanego stresu i pobudzenia. Nadmierny stres obniża efekty, ale jego brak również.

I co dalej?

O ile nerwy Cię nie przytłaczają i nie paraliżują, nie przejmuj się tym dodatkowym „dreszczykiem”. On pomaga się zmobilizować i napędza do działania.

Emocjonalny cykl zmiany

Pomyśl o ostatniej dużej zmianie, która się u Ciebie wydarzyła – założenie firmy, przeprowadzka, a może rzucenie studiów?

Psychologowie Kelley i Conner zauważyli, że w trakcie każdej tego typu sytuacji przechodzimy przez 5 różnych faz:

  • nieświadomy optymizm – będzie super, ekscytacja czymś nowym
  • świadomy pesymizm – pierwsze problemy i głosy w głowie, że to może była zła decyzja
  • czarna dziura – rozpacz, zwątpienie, duży kryzys
  • świadomy optymizm – wzrost pewności siebie, najgorsze już za mną
  • spełnienie – sukces, udało mi się

Oczywiście nie każdy przechodzi przez każdą fazę, ponieważ na różnych etapach rezygnujemy, wyczerpują nam się środki itp.

I co z tego?

Ta prosta teoria pomaga zorientować się na jakim etapie naszego wyzwania jesteśmy. W trakcie różnych przemian, często brakuje nam szerszej perspektywy i wizji tego, co nas czeka. Znając te pięć faz łatwiej przygotować się na różne wyzwania.

I co dalej?

  • Na jakim etapie zmian jesteś?
  • Ile brakuje Ci do świadomego optymizmu albo spełnienia?
  • Co możesz zrobić żeby tam dojść?

Kiedy zaczyna się „oferta”?

Przerabiając z setkami osób temat wyceny własnej pracy, tworzenia ofert, negocjacji itp., zauważyłem, że większość przykłada nieproporcjonalnie dużą wagę do tworzenia oferty, a bagatelizuje to, co dzieje się wcześniej.

Praktycznie każdy wie, że oferta wysyłana do klienta musi być dopieszczona. Przez każdego jest przemyślana i rozkładana na czynniki pierwsze.

Nie każdy rozumie, że strona www, portfolio, to jak działasz w social media itp. to także element oferty.

I co z tego?

Kiedy otrzymujemy zapytanie od klienta, bardzo staramy się przygotować super ofertę. Dopieszczamy każdy detal, bo zależy nam na nowym zleceniu. Musisz starać się już jednak dużo wcześniej – wtedy, kiedy klient tylko obserwuje z daleka i się zastanawia.

I co dalej?

Własne portfolio, dopieszczona strona, czy budowanie marki w mediach społecznościowych to podstawa. Nie zaczynaj się starać dopiero wtedy, kiedy przychodzi pierwszy mail. Daj z siebie 100% już na samym początku, pokaż się z jak najlepszej strony, daj sobie zaufać.

„Oferta” zaczyna się wtedy, kiedy klient pierwszy raz o Tobie usłyszy.

Wyżyj się do szuflady

Abraham Lincoln, kiedy mocno się na kogoś zdenerwował, pisał do takiej osoby pełen emocji list, ale… nigdy go nie wysyłał. Wyżył się na papierze i dzięki temu później mógł rozwiązać problem mając „chłodną głowę”.

I co z tego?

Bardzo dużo tracimy przez rozmowy, których nie powinniśmy prowadzić i maile, które nie powinny zostać wysłane. Emocje ciągle są koło nas, ale bardzo źle doradzają.

I co dalej?

Wkurzył Cię klient? Nie reaguj od razu. Nawet jeśli zasłużył na ostrzejsze potraktowanie, daj sobie chwilę i oceń sytuację na spokojnie.

Cechy kreatywnych osób

Jakie cechy osobowości mają najbardziej kreatywne osoby? Naukowcy z Uniwersytetu w Genewie zauważyli, że twórcze osoby łączą w sobie trzy rzeczy:

  • Plastyczność – otwartość na doświadczenia, zdolność do inspiracji
  • Dywergencję – niezależne myślenie, impulsywność, niska spolegliwość
  • Konwergencję – zdolność do ciężkiej pracy, sumienność, precyzja, wrażliwość na publiczność

Te cechy wydają się w pewnym sensie sprzeczne, ale muszą występować jednocześnie. Kreatywne osoby opanowały wszystkie te umiejętności i żonglują nimi w zależności od sytuacji.

I co z tego?

Kreatywność obrosła w wiele mitów. Pełno jest stereotypów, które określone cechy jednoznacznie wiążą z kreatywnością (np. leworęczność). Tymczasem twórczość i nieszablonowe myślenie to procesy bardzo złożone, zależne od wielu rozmaitych cech.

I co dalej?

Koncentracja jest zła?

Kiedy jesteśmy bardziej kreatywni – kiedy się skupiamy, czy kiedy pozwalamy myślom błądzić?

Ostatnio modną odpowiedzią jest „uważność”. Rozpraszanie pokazuje się jako największe zło, a pełną koncentrację jako wzór do naśladowania. Jeśli chodzi o kreatywność, nie jest to takie czarno-białe.

Psycholog Jonathan Schooler udowodnił, że wraz ze wzrostem koncentracji na zadaniu, spadają też wyniki w testach na kreatywność. Uczestnicy badania, którzy częściej się rozpraszali i błądzili myślami, lepiej radzili sobie z twórczymi problemami.

I co z tego?

Nie warto wierzyć w proste odpowiedzi na trudne problemy. Kłopotów z kreatywną pracą nie rozwiąże ani przesadne skupienie, ani zmuszanie się do błądzenia myślami. To dwa naturalne „tryby” działania mózgu i oba są potrzebne.

I co dalej?

Są sytuacje, które wymagają pełnej koncentracji, ale też i takie, w których ona przeszkadza. Warto uczyć się świadomie przełączać.

Po co ci pasja

„Poszukiwanie własnej pasji” brzmi jak infantylna bajeczka. Większość uważa, że szukamy jej po prostu po to, żeby praca była przyjemna. Jest jednak także inna korzyść z pasji, której wiele osób nie zauważa.

Elen Winner, psycholog, która badała rozwój utalentowanych dzieci, zauważyła, że pasja jest jednoznacznie powiązana z czymś, co określiła jako rage to master. Można to luźno przetłumaczyć jako „obsesję doskonałości”.

Kiedy pochłonie nas jakaś dziedzina, czujemy naturalną potrzebę rozwijania się w jej ramach i dążenia do mistrzostwa. Dzieci, które badała, miały bardzo dużą motywację do ciężkiej pracy właśnie z powodu wewnętrznej potrzeby rozwijania swojej pasji.

I co z tego?

Żeby odnieść sukces, musisz przez wiele lat ciężko pracować. Będzie pełno wzlotów, ale też upadków i trudnych momentów. Jeśli dziedzina, którą się zajmiesz nie będzie Twoją pasją, prawdopodobnie przegrasz.

Ochota do rozwoju i samozaparcie w jakiejś dziedzinie to dobry „wykrywacz” pasji.

I co dalej?

Witaminy, czy środki przeciwbólowe?

Inwestorzy w Dolinie Krzemowej uwielbiają jedno pytanie: „czy twój produkt to witaminy, czy środki przeciwbólowe?”.

I oczywiście nie chodzi o to, że szukają najchętniej rozwiązań medycznych. To po prostu dobra metafora tego, jak palące problemy rozwiązuje określony pomysł na biznes.

Witaminy to biznesy, które rozwiązują problemy mało pilne dla obiorcy, np. kolorowy magazyn, który przekartkujesz w wolnym czasie.

Środki przeciwbólowe przeciwnie – potencjalny klient ma naglący „ból” i chętnie zapłaci za jego rozwiązanie, np. rozbudowany kurs na specjalistyczny temat.

I co z tego?

Oba typy biznesów są potrzebne, ale inwestorzy chętniej szukają środków przeciwbólowych bo te po prostu skuteczniej sięgają do kieszeni klientów. Jak określił to biznesmen Kevin Fong: „We throw away the candy. We look at vitamins. We really like painkillers. We especially like addictive painkillers!”

I co dalej?

  • Jaki rodzaj potrzeb rozwiązuje Twój biznes?
  • Jak możesz dostosować swój pomysł żeby przypominał bardziej środek przeciwbólowy?

Zasada fast-foodu

Ludzie mają naturalną tendencję do wybierania tego, co najłatwiejsze i najszybsze, a nie tego, co najlepsze.

Tak jesteśmy po prostu skonstruowani. Mózg ciągle stara się oszczędzać energię i preferuje proste rozwiązania. Zamiast zastanowić się i poszukać optimum, decydujesz się na to, co masz pod ręką.

Wiesz, że zdrowy posiłek jest dla Ciebie najlepszy, ale wybierasz fast-food bo jest najszybszy. Najłatwiej możesz w ten sposób zaspokoić swoją potrzebę.

I co z tego?

W kreatywnej pracy jest tak samo:
  • najprzyjemniej wykonuje się zadania najłatwiejsze,
  • najczęściej wybierasz najłatwiejszy sposób realizacji zadania.

Stąd m.in. bierze się słynna prokrastynacja. Wybieramy to, co łatwe, a nie w danej chwili najważniejsze albo najbardziej dla nas korzystne. Przeważnie dzieje się to na autopilocie i poza naszą uwagą.

I co dalej?

Pomaga po prostu chwila pauzy i świadoma decyzja. W większości wypadków oszczędność czasu i wygoda, którą daje ci wybór metodą „fast-foodu” to pułapka.

Co decyduje o kreatywności?

Wyobraź sobie uznanych naukowców, pisarzy i artystów zamkniętych na kilka dni w jednym miejscu. Możesz zapytać ich o wszystko i spróbować odkryć metody, które stosują żeby wykorzystać w pełni swoją kreatywność.

Na dokładnie taki sam pomysł wpadł Frank Barron w latach 60. Zaprosił kilku znanych twórców do spędzenia kilku dni na kampusie Uniwersytetu Kalifornijskiego i postanowił zbadać co decyduje o ich kreatywności oraz nieprzeciętnych wynikach.

Wspólnymi wątkami, które zauważył były:

  • otwartość na własne życie wewnętrzne
  • upodobanie do złożoności i wieloznaczności
  • wysoka tolerancja wobec bałaganu i zamętu
  • umiejętność znajdowania porządku i reguł w chaosie
  • niezależność
  • niekonwencjonalność
  • gotowość do podejmowania ryzyka

I co z tego?

Przywykliśmy do tego, żeby kreatywność rozumieć jako jedną, trudną do uchwycenia cechę. Tymczasem kreatywność to tak naprawdę nazwa zbioru różnych cech, które połączone ze sobą dają określony efekt.

Jeśli chcesz rozwijać własną kreatywność, musisz skupić się na pracy nad wieloma cechami i trudnymi do opisania umiejętnościami. Badania Barrona pokazują, że cechy kreatywnych osób to bardziej styl bycia, kwestia charakteru i pewna postawa, a nie efekt nauki.

I co dalej?

Przeceniamy fakty

Jedną z pułapek uczenia się (i rozwoju ogólnie) jest przecenianie suchej wiedzy opartej na faktach. A te szybko się dezaktualizują i łatwo je zapominamy.

Wielu faktów nie trzeba znać, można je przechowywać. Jest ich pełno — w Internecie, książkach — są pod ręką, trzeba tylko umieć szukać.

Nie doceniamy umiejętności, których nie da się wykuć na pamięć i podstawić do wzoru. Takich, które trzeba poczuć — empatii, komunikatywności, pracy w zespole, odpowiedzialności, sumienności, zaangażowania.

I co z tego?

Takich umiejętności nie zobaczysz w planie lekcji i nie da się z nich zdawać matury, ale to właśnie te cechy często decydują o sukcesie – podwyżce, nowym kliencie, czy lepszej pracy.

Chcąc się rozwijać, za bardzo skupiamy się na twardych, konkretnych i łatwych do opisania elementach. Za rzadko świadomie staramy się poprawić w tych bardziej miękkich kwestiach.

I co dalej?

  • Jakie kompetencje tego typu dałyby u Ciebie największe korzyści? Jaką miękką umiejętność warto byłoby rozwinąć?
  • Co możesz zrobić żeby się w niej poprawić?

Tydzień rozmyślań

O metodach stosowanych przez Bila Gates’a powiedziano już bardzo wiele, a jedną z tych mniej konwencjonalnych był tzw. Tydzień Rozmyślań.

Co to takiego?

To po prostu cały tydzień poświęcony na planowanie, tworzenie strategii itp. Gates, przynajmniej raz w roku, starał się zaszyć gdzieś w spokojnym miejscu, na chwilę zatrzymać i poukładać w głowie najważniejsze sprawy.

Brzmi jak luksus, na który nie możesz sobie pozwolić? Być może, ale pamiętaj, że CEO wielkiej korporacji też znalazłby milion argumentów, które uzasadnią, że absolutnie nie może czegoś takiego zrobić.

I co z tego?

„Tydzień” można potraktować zupełnie umownie. Najważniejsze założenie, to świadomie wybrany moment na zwolnienie, spojrzenie z dystansu i przemyślenie tych tematów, na które na co dzień nie wystarcza czasu.

I co dalej?

Ten wpis tworzę w długi majowy weekend. To jeden z wielu pretekstów, które można wybrać na zaszycie się w cichym miejscu i zaplanowanie najważniejszych spraw.

  • Zastanów się kiedy ostatnio udało Ci się znaleźć spokojną chwilę na planowanie.
  • Czy nie za mało u Ciebie takich momentów?
  • Kiedy możesz wygospodarować czas na swój najbliższy „Tydzień Rozmyślań”?

Zobacz też jak zająć się takimi podsumowaniami i dlaczego mogą Ci pomóc.

Mój dziennik

To jest zakładka mojego bloga przeznaczona na bardzo krótkie wpisy. Zbieram ciekawe informacje, kompresuję je i podaję Ci jako gotowe inspiracje.

Wróć do głównej strony bloga

Zostań w kontakcie