Każdy z nas jest samoukiem

Zastanawiasz się czy iść na studia, pojechać na szkolenie, czy kupić kolejny kurs? Musisz pamiętać o jednej ważnej rzeczy.

Will jest nastolatkiem po przejściach. Mieszka w biednej dzielnicy, zarabia na życie sprzątając, a wieczorami włóczy się po barach i robi zadymy.

Kiedy go sobie wyobrażasz, przed oczami staje Ci pewnie typowy Seba w ortalionowym dresie. Masz sporo racji, ale nie wiesz jednej rzeczy. Will jest matematycznym geniuszem.

Mimo tego, że nigdy nie skończył żadnej szkoły i jest typowym samoukiem, rozwiązuje pewnego dnia bardzo trudny problem matematyczny. To przyciąga uwagę uniwersyteckich profesorów. Trafia pod opiekę jednego z nich i po wielu wzlotach i upadkach wychodzi wreszcie na prostą.

Jeśli widziałeś kiedyś Buntownika z wyboru z Mattem Damonem i Robinem Williamsem, wiesz już pewnie skąd pochodzi ta historia.

 

buntownik Kadr z filmu „Buntownik z wyboru”

 

Czy warto być samoukiem?

Film jest niezły, ale między wierszami podsyca stereotyp, który od dawna mnie denerwuje: jeśli jesteś samoukiem, żeby coś osiągnąć musisz być naprawdę wybitnym geniuszem. W innym wypadku, brak „klasycznego” wykształcenia cię przekreśla.

A to nieprawda.

Oczywiście formalna edukacja jest potrzebna, a wsparcie innych niezbędne. Żeby siedmiolatek nauczył się pisać, ktoś musi mu w tym pomóc.

Niestety większość z nas przyzwyczaja się do tej pomocy za bardzo. Liczymy na to, że nauczyciel magicznie „wstrzyknie” nam wiedzę do głowy i zdejmie z nas odpowiedzialność. Zapominamy, że podstawą nauki i rozwoju jest samodzielna praca.

Amerykański pisarz Isaac Asimov powiedział kiedyś, że „samokształcenie jest jedynym sposobem kształcenia, jaki istnieje”. Trudno o lepsze podsumowanie. Tak naprawdę nikt nie może nas niczego nauczyć. To my sami musimy coś zrozumieć i zapamiętać. Nie ma drogi na skróty.

 

asimov

 

Szkoła w magazynie

Helen Parkhurst zaczynała swoją karierę nauczycielską w 1905 roku w wieku zaledwie 18 lat. Mimo młodego wieku, od razu rzucono ją na głęboką wodę.

Przez brak innych nauczycieli, musiała prowadzić zajęcia z kilkoma grupami uczniów jednocześnie. To jej nie przestraszyło. Znalazła stary magazyn i przerobiła go na szkołę.

W takiej prowizorycznej klasie każdy kąt przeznaczyła na inny przedmiot. Dzieci było tyle, że nie mogła poświęcić uwagi każdemu z nich, dlatego postawiła na naukę indywidualną. Uczeń otrzymywał zakres materiału, który musiał opanować. Starsze dzieci zachęcała do pomagania młodszym. Ten tryb pozwalał na zdobywanie wiedzy we własnym tempie, ale pobudzał też współpracę.

Nauczyciel nadawał ogólny kierunek nauce i weryfikował indywidualne postępy. Skupiał się na jednostce, a nie grupie. Uczeń musiał wykazać się własną inicjatywą i pracować samodzielnie, ale wiedział, że otrzyma wsparcie, kiedy będzie go potrzebował.

Parkhurst dopracowała swoje metody i po latach, już w formie sformalizowanej metody nauczenia, wdrożyła je w szkole średniej w mieście Dalton, skąd wzięła się późniejsza nazwa: Plan Daltoński.

 

szkola

 

System masowy

Wszyscy doskonale wiemy, że ten sposób myślenia o edukacji się nie przyjął. Wychowaliśmy się w systemie nastawionym na masowość. W szkole wszyscy realizowaliśmy ten sam program, w tym samym tempie.

Zupełnie inna była też rola nauczyciela. To on stanowił centrum, które przekazuje, weryfikuje, wymaga i ustala rytm. Uczeń musiał się do tego dostosować.

To bardzo wpłynęło na nasze podejście do nauki.

Kiedy brakuje nam wiedzy, szukamy nauczyciela, który pokaże nam co mamy robić. Chcemy znowu usiąść w ławce i słuchać. Czekamy aż ktoś poda nam podręcznik, powie na jakiej stronie go otworzyć i jakie zdanie przeczytać.

Zaczynamy kolejne kierunki studiów, płacimy za podyplomówki i szkolenia. Poprzez uczestnictwo kupujemy często poczucie zdobywania wiedzy, ale faktycznie niewiele do nas trafia.

Bo tak naprawdę nam na tym nie zależy.

Nikt nas nie zaniesie

Każdy ma ambitne plany, chce więcej i dalej niż to, co teraz. Chcemy się uczyć, rozwijać, ulepszać.

I bardzo dobrze.

Nie możemy jednak oczekiwać, że w to wymarzone miejsce ktoś nas zaniesie. Nie kupisz tego ani nie wyprosisz. Nie schowasz się pod ławką i nie przeczekasz. Musisz iść samemu.

Jeśli czujesz taką potrzebę, zaczynaj studia, rób kursy i szukaj mentorów. Pamiętaj tylko, że samo zapisanie się nie załatwi za Ciebie czarnej roboty.

Jeśli naprawdę nie będziesz chcieć się czegoś nauczyć, nie pomogą najlepsi wykładowcy i uznane uczelnie. Za to mając własną inicjatywę, dowiesz się tego, co chcesz, nawet z kiepskim nauczycielem albo wręcz samodzielnie.

„Samokształcenie jest jedynym sposobem kształcenia, jaki istnieje”.

Co o tym myślisz?

Skomentuj ten wpis

© 2018 Jacek Kłosiński. All rights reserved. Projekt graficzny: Wojciech Obuchowicz