Unikanie ryzyka jest ryzykowne

Chodzi Ci po głowie odważna decyzja, ale boisz się zaryzykować? Zobacz dlaczego unikanie ryzyka może okazać się bardzo ryzykowne.

Dziesięć lat temu pewna kobieta wygrała w radiowym konkursie dwa bilety na koncert The Dave Matthews Band. Zabrała ze sobą koleżankę i obie pojechały do amfiteatru na Florydzie. Darmowe wejściówki, fajne towarzystwo, świetna muzyka pod gołym niebem – zapowiadało się super.

Żeby koncert na świeżym powietrzu był udany, potrzebny jest jednak jeszcze jeden warunek: dobra pogoda. A tamtego wieczora warunki atmosferyczne przypominały bardziej koniec świata niż piknik pod gwiazdami. Rozpętała się potężna burza, która opóźniała rozpoczęcie występu i zmuszała przemoczony tłum do słuchania grzmotów zamiast pięknych melodii. Coraz więcej osób dawało sobie spokój i wracało do domów.

Większość z nich wybierała taką drogę, jaka sprowadziła ich do amfiteatru. Wsiadali do darmowego autobusu i jechali na oddalony o kilka minut drogi parking, na którym zostawili swoje samochody. Autobusy były jednak zatłoczone, a nasze dwie zwyciężczynie darmowych biletów zaczęły się niecierpliwić. Postanowiły wybrać drogę na skróty.

Wpadły na pomysł, że dostaną się na parking przebiegając przez pobliską autostradę. Otaczał ją prawie dwumetrowy płot, ale to im nie przeszkadzało. Jedna z dziewczyn była obiecującą gimnastyczką, która miała na koncie dwa zwycięstwa w międzynarodowych zawodach.

Wystarczyło przeskoczyć ogrodzenie, przebiec przez trzypasmową drogę szybkiego ruchu, pokonać pas zieleni, kolejne pasy ruchu, znowu wspiąć się na ogrodzenie, minąć plac budowy i obejść kasyno, za którym znajdował się parking. A wszystko to po ciemku, w trakcie gwałtownej burzy.

Do sukcesu nie było nawet blisko. Zaraz po pokonaniu płotu, na pierwszym z pasów, kobiety potrącił samochód. Uderzenie zepchnęło je w głąb drogi, a tam wjechał w nie kolejny pojazd. Obie zginęły na miejscu.

Spektakularna głupota? Bez dwóch zdań. Do tego stopnia, że w 2007 roku ten przypadek otrzymał Nagrodę Darwina, czyli „wyróżnienie” za najbardziej bezmyślną i niepotrzebną śmierć.

Radość z upadku

Trzeba przyznać, że w piętnowaniu zachowań głupich i przesadnie ryzykownych jesteśmy mistrzami. W Internecie – zaraz obok przygód kotów – najpopularniejsze są filmiki, w których ktoś upada albo w inny sposób spektakularnie robi sobie krzywdę. Nagłówki w stylu „pijana siedemdziesięciolatka wjechała wózkiem widłowym do wypożyczalni skuterów w Janowie Podlaskim” automatycznie przyciągają naszą uwagę. Dlaczego?

W pewnym sensie odpowiedź sugeruje już sama nazwa Nagrody Darwina. To ewolucja „zakodowała” w nas niechęć do ryzyka. Zachowanie, które naraża na zagrożenia kłuje w oczy – jest wbrew naturze. Przetrwaliśmy dzięki szukaniu bezpieczeństwa.

Ale ani ewolucja, ani śmieszne filmiki, ani nagłówki gazet nie pokazują nam pewnej mniej popularnej strony ryzyka.

Niebezpieczna panika

11 Września 2001 roku. Samoloty porwane przez terrorystów roztrzaskują się o budynki w Nowym Jorku. Świat ogarnia panika, której skutki docierają szerzej niż mogłoby nam się wydawać. Jedną z oczywistych „ofiar” globalnego przerażenia są linie lotnicze. Wspomniane wcześniej nagrania, artykuły i inne publikacje w mediach tworzą w głowie prosty komunikat: „latanie nie jest bezpieczne”. To sprawia, że tysiące ludzi wsiada do samochodów żeby zminimalizować ryzyko udziału w kolejnym wypadku. Dla wielu z nich kończy się to tragicznie.

Specjaliści szacują, że po atakach na World Trade Center, około 1600 osób zginęło w wypadkach samochodowych, tylko dlatego, że zrezygnowało z podróży samolotem. Chcąc ograniczyć ryzyko, wybrali tak naprawdę opcję jeszcze bardziej ryzykowną. Po 11 września 2001r. w USA doszło tylko do jednej katastrofy samolotu. Samochodów każdego dnia rozbijały się setki.

Niestety zbyt rzadko mówi się o tym, jakie ryzyko niesie za sobą przesadne przywiązanie do bezpieczeństwa. Strach przed zagrożeniem naraża nas często na jeszcze większe zagrożenia. Unikając oczywistego niebezpieczeństwa, wpadamy na to bardziej ukryte.

Bezpieczny rozwój

Oczywiście jeśli mowa o wkładaniu głowy w dziwne miejsca, czy przebieganiu przez autostradę, lampka ostrzegawcza jest nam potrzebna. To bezpieczeństwo zapewnia nam przetrwanie.

Jest jednak kiepskie w dbaniu o nasz rozwój.

Wszędzie tam gdzie potrzebna jest zmiana, innowacja albo kilka kroków do przodu, ryzyko jest niezbędne. Bez niego nie rozwijają się firmy, nie ma przełomowych pomysłów, a masa zdolnych ludzi marnuje się robiąc rzeczy przeciętne.

„Zobaczymy co się stanie” to w wielu sytuacjach wcale nie jest najbardziej ryzykowne podejście.

Załóżmy np., że boisz się podjąć ryzyka rzucenia znienawidzonej pracy albo nic nie wnoszących studiów. Przez to narażasz się na masę innych zagrożeń: stratę czasu, stres, marnowanie okazji, zapału, energii itd. Wybierasz drogę, która wydaje się bezpieczna, a tak naprawdę rozbijasz się o drzewo za następnym zakrętem.

A najgorsze jest to, że często nawet nie zdajesz sobie z tego sprawy.

Podobno jeśli podgrzewalibyśmy wodę odpowiednio powoli, bylibyśmy w stanie ugotować żabę żywcem. Przez to, że jest ona zmiennocieplna, nie poczuje co dzieje się wokół niej. Powoli przystosuje się do temperatury.

Z nami jest podobnie. Zagrożenia – takie jak np. brak rozwoju w aktualnej pracy – są zupełnie inne niż wpadanie pod rozpędzony autobus i przez to możemy ich nie zauważyć. Dzieją się powoli, są rozłożone w czasie, a nasza sytuacja wydaje się bezpieczna. Stopniowo, małymi krokami podgrzewają jednak wodę wkoło nas, aż w pewnym momencie jest już za późno żeby wyskoczyć.

© 2018 Jacek Kłosiński. All rights reserved. Projekt graficzny: Wojciech Obuchowicz