Jak wynieść jak najwięcej z czytanej książki

Książki to mój ulubiony sposób na naukę nowych rzeczy. Przez lata wypracowałem system, który pozwala mi wycisnąć z każdej lektury jak najwięcej wiedzy. Opowiadam jakie mam na to sposoby.

 

Przed Tobą trzeci odcinek mojego podcastu „Pomoc w kreatywnej Pracy”. Żeby go posłuchać, kliknij żółty przycisk powyżej.

Możesz też pobrać ten odcinek na swój dysk.

Nie przegap kolejnych odcinków:

Zachęcam też do zapisania się na newsletter oraz polubienia fanpage.

Podobne materiały:

 

 

Wersja tekstowa:

Przewiń niżej, żeby przeczytać wersję tekstową. Znajdziesz tam m.in. wszystkie linki i materiały, o których wspominam.

 

 

Co robię, żeby wynieść jak najwięcej z czytanej książki?

Książkom bardzo dużo zawdzięczam. Można górnolotnie powiedzieć, że zmieniły one moje życie, nauczyły mnie większości tego, co wiem. Uwielbiam książki, jestem od nich uzależniony – mimo że mam sporo nieprzeczytanych, nadal kupuję nowe, a każdy zakup cieszy mnie tak samo.

Być może zastanawiacie się, czy opowiadanie o tym, jak czytać książki to nie przesada. Przecież teoretycznie każdy zna książki i potrafi z nich korzystać. Bardziej chodzi mi o to, co zrobić, by podczas czytania łatwiej zdobywać i zapamiętywać wiedzę, a później stosować ją w praktyce. Przez lata wypracowałem sobie pewien proces, który pozwala mi czerpać z publikacji jak najwięcej. Opowiem o nim w pięciu punktach.

1. Slow reading

Nie śpieszę się. Wyzbyłem się chęci, żeby jak najszybciej skończyć książkę, tak aby móc zacząć następną. Dawniej było inaczej, miałem wrażenie, że stos moich nieprzeczytanych książek się do mnie uśmiecha i mówi: „Jacek, czekamy na ciebie!”. Takie podejście nie pomaga jednak w zrozumieniu treści.

Istnieją wprawdzie kursy szybkiego czytania, które dzięki tajemniczym technikom mają nam pomóc czytać kilka książek dziennie. Kiedyś przeszedłem taki kurs, ale moim zdaniem to jest w dużej mierze naciąganie ludzi. Wygląda to tak, że skaczemy po linijkach tekstu wzrokiem, starając się jak najwięcej zobaczyć i zapamiętać, czyli zwiększamy fizyczne możliwości naszego oka i jego fiksacji. Niewiele ma to jednak wspólnego z normalnym czytaniem, a późniejsze testy zrozumienia polegają w pewnym sensie na zgadywaniu – skoro zauważyliśmy trzy wyrazy, to w pewnym kontekście mogą one oznaczać to albo tamto. Zdecydowanie odradzam takie kursy.

Nie radzę też nastawiać się, że książki można czytać szybko. Ja lubię się delektować książką. Nie przeszkadza mi to, że czytam ją dłużej, jeśli jest ona dobra. To podstawowy warunek: publikacja musi być ciekawa i przyjemna w odbiorze, a ja muszę coś z niej wynosić. Można powiedzieć, że jestem wybredny w wyborze książek – te, które powiedzmy po 50 stronach mnie nudzą i w których nic dla siebie nie znajduję, po prostu odrzucam. Uważam, że szkoda na nie mojego czasu.

Jak sami pewnie zauważyliście, rynek wydawniczy jest bardzo bogaty, nie jest trudno wydać książkę samodzielnie lub z wydawcą, więc łatwo trafić na pozycje mało wartościowe. Warto wybierać świadomie i być wybrednym, a gdy już uda nam się znaleźć dobrą książkę, powinniśmy poświęcić jej więcej czasu.

W skupieniu się nie pomaga czytanie wielu książek naraz. Sam mam z tym duży problem, bo jestem bardzo ciekawy kolejnych książek. Multitasking w wersji czytelniczej nie jest jednak dobrą opcją. Staram się traktować publikacje zero-jedynkowo. Jeśli zaczynam książkę, to muszę podjąć decyzję: czytam ją do końca czy nie? Jeżeli jest ona warta uwagi, to staram się ją skończyć, nim zacznę czytać następną, ale jeżeli nie, to ją odrzucam.

2. Plądrowanie

Moje podejście do książki można określić jako plądrowanie, tzn. staram się wynieść z niej wszystko, co wartościowe.

Kiedyś czytałem z telefonem w ręku i to, co mi się podobało, fotografowałem, a potem zapisywałem w programie. Było to jednak szarpane, nieefektywne czytanie, co chwilę się rozpraszałem, ponieważ np. widziałem w telefonie powiadomienie i przepadałem na 15 minut. Dlatego ograniczyłem się do sposobu analogowego – czytając, zakreślam fragmenty, które przyciągnęły moją uwagę.

Niektórzy pewnie się obrażą i zapytają, jak można pisać po książkach. Kocham książki, ale ich nie fetyszyzuję, uważam, że są one przedmiotami użytkowymi. Oczywiście ta metoda jest też dostępna na wszystkich elektronicznych czytnikach: zarówno na tablecie, jak i na Kindle’u mamy opcję highlightów.

Można pomyśleć, że czytanie papierowych książek jest bez sensu, jeśli chcemy w nich coś zaznaczać, skoro w wersji elektronicznej da się to zrobić znacznie łatwiej. W pewnym sensie się z tym zgadzam, jestem wielkim miłośnikiem wykorzystywania technologii. Wydaje mi się, że w większości sytuacji metody analogowe są gorsze, ale czytać wolę w wersji papierowej.

Istnieją badania, które dowodzą, że czytając tradycyjne książki, zapamiętujemy więcej. Publikacje elektroniczne czyta się szybciej, ale to sprawia, że przyswajamy mniej informacji. Poza tym, choć zabrzmi to pewnie dziwnie i mało racjonalnie, lubię zapach książki, lubię je oglądać i dotykać. W moim odczuciu wersje elektroniczne zabijają książkę jako przedmiot, którym można się cieszyć, bo sprowadzają ją do suchej treści. Ja zaś lubię kupować i mieć książki na półce – zrozumieją to pewnie np. kolekcjonerzy płyt, którzy dziwią się, że komuś wystarcza plik MP3.

 

 

3. Budowanie bazy wiedzy

Kiedy skończę czytać książkę, kopiuję wszystkie zakreślone informacje do programu Evernote. Jest to wirtualny notes, który stanowi moją bazę wiedzy – gromadzę tam pomysły, statystyki, badania, koncepcje, historie, innymi słowy: wszystko, co uznam za wartościowe.

Na pewno nie udałoby mi się tego zapamiętać, a dzięki programowi mam te zapiski pogrupowane i w razie potrzeby mogę je przeszukiwać. System podziału jest indywidualny, każdy musi sam stworzyć kategorie według własnych potrzeb.Evernote nie jest idealny, ale lepszego rozwiązania nie znalazłem. Co ważne, mnie wystarcza wersja darmowa.

4. Parafraza

Jest jeszcze jedna zaleta używania tego programu – zmusza mnie to do parafrazowania treści. Badania pokazują, że notowanie ręczne w trakcie wykładów pomaga lepiej je zapamiętywać niż pisanie na komputerze. Dlaczego? Na komputerze piszemy szybciej i jesteśmy w stanie zapisać niemal wszystko, co słyszymy. Gdy piszemy ręcznie, musimy skracać informacje, co zmusza nas do ich przetwarzania.

Tak samo jest z przenoszeniem zakreślonych treści do Evernote’a: nie przepisuję ich dokładnie, tylko staram się je najpierw przeanalizować, a później ująć swoimi słowami i opatrzyć komentarzami. Zastanawiam się też, jak mógłbym je wykorzystać, co daje mi potem punkt zaczepienia.

Zdarza się jednak, że chcę przenieść do Evernote’a dłuższy cytat. Wtedy robię zdjęcie tekstu i wrzucam je do programu typu OCR, który sczytuje treść bez konieczności przepisywania jej. Takich programów jest cała masa, można je znaleźć w każdym telefonie z systemem Android albo iOS w sklepie z aplikacjami. Skanery warte uwagi są zwykle płatne, ale nie kosztują dużo, mowa o kwotach rzędu kilkunastu złotych. Co istotne, taki tekst, inaczej niż w przypadku fotografii, możemy później przeszukiwać.

5. Wykorzystanie w praktyce

Ostatnią, ale najważniejszą kwestią jest stosowanie zdobytej wiedzy w praktyce w różnych formach. Z jednej strony pozytyw stanowi sam fakt, że coś wiemy, ale z drugiej – warto szerzej korzystać z posiadanych informacji. Dlatego bardzo ważne jest dla mnie rozmawianie o książkach, lubię dyskutować o nich ze znajomymi lub żoną. Informacje wykorzystuję jednak głównie w pracy, tworząc szkolenia i pisząc teksty na bloga, wtedy czuję, że moje czytanie miało sens, że zdobyta przeze mnie wiedza idzie dalej w świat.

Zresztą opowiadanie też pomaga zapamiętywać i się uczyć. Jedną rzeczą jest coś przeczytać i zrozumieć, a drugą – w jasny sposób przedstawić to drugiej osobie. Zachęcam więc do rozmawiania o książkach i przekazywania wiedzy dalej.

Jeśli nie prowadzisz bloga, nie tworzysz szkoleń ani nie masz z kim porozmawiać o książce, to możesz robić notatki w formie poleceń dla samego siebie. Dzięki temu będziesz mógł przekuć te informacje na określone działanie. Często jest tak, że kiedy w trakcie czytania coś nam się spodoba, myślimy o tym tylko przez chwilę i szybko przechodzimy dalej. Warto się jednak zastanowić, co z tego wynika dla nas, co moglibyśmy na tej podstawie zmienić na naszym blogu, w naszej firmie czy ogólnie w naszym życiu.

Kiedy więc parafrazuję informacje, które przeczytałem, staram się, by miały one charakter wniosków, czyli np. piszę, że ja mogę wykorzystać to w określony sposób i w danej sytuacji. To dużo bardziej inspiruje mnie do działania.

 

 

Podsumowując:

  1. Jestem wybredny, nie czytam wielu książek naraz, dokańczam tylko te, które mnie interesują. Jeśli jakaś pozycja mi się spodoba, skupiam się na niej i daję sobie czas, żeby ją zrozumieć.
  2. Plądruję książki – zakreślam wszystkie wartościowe informacje.
  3. Notatki przenoszę do programu Evernote, który stanowi moją bazę wiedzy. Informacje dopasowuję do określonych kategorii.
  4. Nie kopiuję treści, tylko je parafrazuję. Myślę też nad ich zastosowaniem.
  5. Staram się wykorzystywać wiedzę w praktyce, przede wszystkim na blogu i w trakcie szkoleń.

 

 

Sekcja z narzędziem

Pomyślałem, że do tego, o czym mówiłem, idealnie pasuje narzędzie Blinkist. Pisałem już o nim na blogu, ale warto je tutaj przypomnieć. Blinkist to start-up, który zawiera bazę streszczeń (w wersji pisanej i dźwiękowej) najpopularniejszych książek niebeletrystycznych. Możemy wykorzystywać tę aplikację przynajmniej na dwa sposoby – żeby sprawdzić, czy książka nas interesuje, albo żeby powtórzyć sobie jej treść.

 

 

Koniecznie daj znać, jakie są Twoje sposoby na wynoszenie jak najwięcej z książek i jakie tematy mam poruszyć w przyszłości. Do usłyszenia!

Darmowy ebook!

Opisałem 39 sposobów na ułatwienie kreatywnej pracy. Chętnie wyślę Ci ten materiał za darmo. Wystarczy, że zapiszesz się do mojego newslettera:

  • Na polonistyce zdarzało mi się czytać po 2-3 książki dziennie. Właśnie taką „szybką” metodą skanowania tekstu. Do zdania egzaminu wystarczało :)
    Też wolę papier, w przyswajaniu pomagają mi zakładki indeksujące, często sięgam ponownie do wybranych fragmentów. A zapach jest bardzo ważny. Czasem można po nim poznać, czy książka jest dobra :)

    • No właśnie to zależy od potrzeb. Do szybkiego „rozeznania” się książce na pewno wystarczy. ;) A zapach? Nie do przecenienia. ;) Może zrobią czytniki wydzielające aromaty. :D

    • Też miałam tę przyjemność na studiach czytać po kilka książek dziennie. Problem polega na tym, że niewiele z tych książek pamiętam. Zazwyczaj kończy się na tytule i autorze. Wystarczyło do zdania egzaminów, ale dziś delektuję się każdym słowem, stroną, książką. Po WTK znów mam okazały stosik książek.

  • Na pewno słyszałeś o „Tsundoku” :D Określa się tak, skłonność kupowania książek i odkładanie ich (nieprzeczytanych) na półkę :D Książki papierowe, zdecydowanie górują nad elektrycznymi czytnikami. Samo słowo książka – przywodzi na myśl grubą, ciężką pozycję, z urokliwym zapachem papieru. Ostatnio trzymam się zasady, że nie kupuję nowej książki, dopóki nie przeczytam poprzedniej. W grę wchodzą też biblioteki – ale ja lubię mieć własne egzemplarze. Wielokrotnie zdarzyło mi się wypożyczyć jakąś książkę, a potem kupić sobie jej egzemplarz :P Ja np. mam oddzielny zeszyt, gdzie zapisuje „inspirujące” cytaty ze wszystkich książek jakie przeczytam. Praktykuje to, już od początku szkoły średniej. Lubię też robić swoje rankingi książek :P Podobnie jak ty, nie mam „parcia” na ilość przeczytanych książek, ale stawiam na jakość ;)
    Pozdrawiam.

    • „Tsundoku” – fajne, nie słyszałem. :) Oj gdybym ja tak notował już od liceum… Zazdroszczę. :)

  • Tak jak Ty Jacku, zdecydowanie jestem za „studiowaniem” książek. Powoli czytać, podkreślać, robić notatki a później do nich wracać – nauka przecież polega na powtarzaniu i utrwalaniu wiedzy.

    Również korzystałem z Evernote, zapisywałem tam „samo mięso” z danej pozycji. Teraz robię to na blogu, aby inni też mogli skorzystać z moich streszczeń: http://www.cypriankajetan.pl/booknotes/

    Pozdrawiam wszystkich głodnych wiedzy książkoholików:)

  • Cześć Jacku, bardzo ładny blog ;)
    Co do treści – strzał w dziesiątkę! Tego właśnie ostatnio szukałem! Sam mam problem, że po przeczytaniu jakiejś pozycji wszystko jest fajnie, ale po pół roku wiele szczegółów zapominam.
    Jeszcze nie dokończyłem czytać artykułu ale od razu mam pytanie odnośnie zaznaczania.

    Robisz to długopisem czy ołówkiem? Jeśli drugie, to masz jakiś specjalny sposób na przypinanie ołówka do książki? (długopis często ma nakrywkę).

    • Mam po prostu klasyczny zakreślacz i trzymam go obok książki. Nie ma tutaj żadnego specjalnego systemu. :)

  • Ania

    Ja myślę, że wszystko zależy od tego jaką książkę czytamy. Kiedy jest to powieść (szczególnie gruba), to zdecydowanie wolę czytnik. Właściwie, to od kilku lat już nie kupuję papierowych powieści. Wygrała u mnie wygoda, tym bardziej, że nie wracam do przeczytanych książek, a te, które już mam chyba oddam do biblioteki lub na bookcrossing (czy jakoś tak).

    Zupełnie inna sprawa jest z kodeksami czy komentarzami. Tu wybieram tylko papier, ponieważ ułatwia „nawigację” pomiędzy różnymi artykułami, co nie jest tak proste na czytniku. I po papierze łatwiej mi robić dopiski czy zaznaczenia. I nie jest mi żal po nich pisać, bo za kilka miesięcy i tak już mogą być nieaktualne…

Zobacz też:
Zobacz też: