Wszechstronność czy specjalizacja – co jest lepsze?

Czy warto skupić się na jednej dziedzinie, czy może lepiej poznawać wiele różnych? Kto ma rację – specjaliści, czy ludzie renesansu?

Kiedy przegląda się listę osiągnieć Story Musgrave’a trzeba przyznać, że są one naprawdę kosmiczne.

Dosłownie i w przenośni.

To emerytowany astronauta, który wziął udział w 6 lotach w kosmos i spędził ponad 1280 godzin poza naszą planetą (w tym 27 godzin w formie tzw. spaceru kosmicznego, na zewnątrz statku).

Jako jedyny podróżował pięcioma różnymi wahadłowcami i jest jedną z najstarszych osób, które znalazły się kiedykolwiek na orbicie okołoziemskiej.

Praca w NASA to jednak tylko fragment jego gigantycznego CV.

Musgrave skończył 6 różnych kierunków: matematykę, programowanie, chemię, medycynę, biofizykę i… literaturę.

Jako pilot sterował ponad 160 różnymi samolotami. Pracował też jako analityk w Kodaku oraz jako chirurg na Uniwersytecie w Kentucky.

A gdyby tego jeszcze było mało, warto dodać, że ma pięciu synów i dwie córki.

 

StoryMusgrave

 

Mimo, że jest przykładem skrajnym i postacią absolutnie wybitną, udowadnia, że nie istnieje coś takiego jak zbyt szeroka wiedza i doświadczenie.

Przez większość czasu zajmował się różnymi aspektami lotnictwa (od aerodynamiki, przez samoloty wojskowe, po promy kosmiczne), ale łączył przy tym wiedzę z dziedzin, które na pierwszy rzut oka mają ze sobą niewiele wspólnego. Tym co potrafi, mógłby spokojnie obdzielić kilka niezależnych stanowisk.

Przyznaj, że raczej nie łatwo trafić na pilota z dyplomem chirurga, który zna się na programowaniu i literaturze, ale też nie boi się pospacerować w kosmosie.

A teraz przypomnij sobie jedno z najczęściej zadawanych Ci pytań w dzieciństwie: kim chcesz zostać, kiedy dorośniesz?

Od wczesnych lat czujesz presję wyboru jednej drogi. Wszechstronność i brak zdecydowania nie są traktowane jako dobra odpowiedź.

Pełno jest szufladek, do których wpadasz, a im konkretniej pasujesz do jednej z nich, tym lepiej jest to widziane. Ludzie renesansu nas interesują, ale raczej jako ciekawostka na lekcjach historii.

Żeby pokazać Ci do czego to prowadzi, zabiorę Cię na chwilę do zoo.

 

 

Pięć szympansów

W zoologii istnieje coś takiego jak Teoria Pięciu Szympansów. Naukowcy zauważyli, że są w stanie przewidzieć zachowania i nastrój dowolnego szympansa tylko i wyłącznie poprzez obserwację zachowań pięciu osobników, z którymi spędza on najwięcej czasu.

Zachowania każdego ze zwierząt są więc wypadkową zachowań jego najbliższych „znajomych”.

Zupełnie niezależnie od tego, podobną teorię przedstawił Jim Rohn. Jego zdaniem każdy z nas jest średnią z pięciu najbliższych nam osób. Np. Twój dochód jest średnią zarobków pięciu ludzi, z którymi spędzasz najwięcej czasu.

Oczywiście łatwo byłoby znaleźć przykłady, w których ten pomysł zupełnie się nie sprawdza, ale trzeba przyznać, że oddaje to ogólną tendencję. Mamy naturalną skłonność do utrzymywania kontaktu z ludźmi podobnymi do siebie. Na dłuższą metę najtrwalsze są znajomości z osobami o podobnym stylu życia, sposobie myślenia itd. Przeciwności w tym wypadku rzadko kiedy się przyciągają.

Uśrednianie można jednak potraktować znacznie szerzej, niż tylko relacje międzyludzkie.

Średnia wiedzy

Porównując kompetencje do Teorii Pięciu Szympansów, można powiedzieć, że Twoja wiedza także jest wypadkową dziedzin, z którymi masz regularny kontakt.

W im węższym kręgu się obracasz, tym bardziej jest ona ograniczona i przewidywalna. Z kolei im więcej różnych obszarów udało Ci się poznać, tym Twoje umiejętności będą bogatsze i bardziej wartościowe.

Wizualnie można by to przedstawić tak:

spec_wszech-01

Bądź literką T

Wiem co możesz sobie teraz pomyśleć. Stają Ci przed oczami te wszystkie ogłoszenia o pracę, w których od kandydata oczekuje się stu różnych umiejętności. Niby jedno stanowisko, a zakres obowiązków często jak dla kilku osób.

Nie do końca o to mi chodzi.

Wartość szerokich kompetencji dobrze oddaje koncepcja mówiąca o tym, że najbardziej cennymi pracownikami są osoby, które przypominają literkę T. Jej autorzy, firma IDEO, nie mają jednak na myśli wyglądu, a rozkład umiejętności. ;)

Dlaczego akurat litera T? Ponieważ zbudowana jest z dwóch kresek. Ta pionowa to wąska, konkretna specjalizacja, którą się zajmujesz, np. dla programisty będzie to pisanie kodu, znajomość technologii itd. To fundament Twojej pracy.

Z kolei pozioma kreska to szerokie umiejętności, które uzupełniają Twoją specjalizację, np. dla programisty jest to znajomość języków obcych, umiejętność pracy w zespole, czy doświadczenie z innych branż. Im jest ona szersza i bardziej różnorodna, tym lepiej.

 

literkaT-02

 

Nowe trendy

To jednak tylko koncepcja – podobnych jest wiele. Np. niektórzy nazywają takie osoby Versatilist. To ludzie, którzy mają konkretną specjalizację, ale są w stanie wyjść poza swoją główną rolę i dopasować się do różnych sytuacji, dzięki szerokiej wiedzy.

Ostatnio popularny jest też termin slashies, czyli po Polsku „ukośnicy”. Skąd ta nazwa? Z ukośników w opisie danej osoby, np. bloger/grafik/programista. To trzy niezależne dziedziny oddzielone dwoma „ukośnikami”. ;)

Ciekawy mini-dokument na ten temat zrobił jakiś czas temu Reebok:

Po co mi to?

Jakkolwiek byśmy tego nie nazywali, słowo klucz to po prostu otwartość. Niezależnie od tego co robimy i jakie mamy zawodowe aspiracje, warto poznawać to, co nowe i inne. Dlaczego?

Lepsza praca

Jak pokazują koncepcje, które opisałem powyżej, ludzie o szerszych kompetencjach mają większe szanse na rynku pracy. Z punktu widzenia szefa to naturalne. Kogo zatrudnisz chętniej: dobrego grafika, czy dobrego grafika, który zna języki obce i podstawy HTMLa?

Przyszłość jest niepewna

Świat się zmienia i coraz mniej prawdopodobne jest to, że będziemy wybierali zawód na całe życie. Nawet jeśli przez lata nie zmienisz branży, to na przestrzeni lat Twój zakres obowiązków może być zupełnie różny od tego, co robisz dziś. Im szerszy znasz kontekst, tym łatwiej jest Ci się przystosowywać do nowych warunków i reagować na to, co przynosi przyszłość.

Bo kto wie…

Nigdy nie wiesz kiedy dana wiedza Ci się przyda. Nawet jeśli teraz jakaś dziedzina wydaje się zupełnie niepraktyczna, za jakiś czas jej znajomość może przynieść Ci sporo korzyści.

Kiedy grałem na gitarze, nauczyłem się podstaw nagrywania i obróbki dźwięku. Teraz po latach mógłbym to wykorzystać np. tworząc podcast lub kursy online.

 

 

Jak mam to zrobić?

Dodatkowa nauka nie musi oznaczać od razu robienia doktoratu z jakiejś „egzotycznej” dziedziny. Wystarczą małe kroki. Poniżej trzy z wielu możliwych przykładów:

Projekt poboczny

Na temat projektów pobocznych napisałem niedawno spory tekst. To dodatkowe zainteresowania, którymi zajmujemy się przy okazji naszego głównego zajęcia, np. dwa razy w tygodniu po pracy. Z reguły prowadzą do jakiegoś konkretnego celu (np. zrobienie aplikacji na telefon) i są idealnym pretekstem do nauki nowych rzeczy.

Treści z innych dziedzin

Kiedy zależy nam na rozwoju w jakiejś dziedzinie, mamy skłonność do zawężania zainteresowań tylko do materiałów z tego obszaru.

Np. jeśli chcemy robić dobre zdjęcia, czytamy tylko książki i blogi fotograficzne. To błąd. Często znacznie więcej na temat robienia zdjęć nauczy nas film dokumentalny o jakimś malarzu, czy książka z biografią gwiazdy rocka.

Inni ludzie

Teorię o szympansach można potraktować dosłownie. :) Kiedy utrzymujemy kontakt wyłącznie z ludźmi podobnymi do nas, trudno wyjść poza pewne schematy.

W zeszłym roku dosyć przypadkowo trafiłem na konferencję dla programistów. Niewiele zrozumiałem z samych prezentacji, ale rozmowy w kuluarach i spojrzenie na zupełnie inną społeczność od tej, z którą znam na co dzień, były naprawdę inspirujące.

 

 

Jeśli chcemy być w czymś lepsi, staramy się poświęcić temu jak najwięcej czasu i uwagi. I słusznie, każdy potrzebuje jakiejś formy specjalizacji. Nie warto się jednak do tego ograniczać.

Czasami jedno spojrzenie przez płot do sąsiada powie nam więcej o naszym ogródku, niż wpatrywanie się przez cały dzień we własną trawę.

  • 高見彩乃

    Akurat na rynku prawie nie ma ofert, gdzie od grafika wymaga się więcej niż tworzenia grafik. Wiem, bo sama ostatnio próbuję zmienić pracę i nie mogę znaleźć niczego odpowiedniego (bardziej elastycznego) dla siebie. A jestem właśnie przykładem ui/ux designera i web developera.

    • Czy ja wiem… Dosłownie wczoraj widziałem na Facebooku ogłoszenie znajomego, który szuka właśnie grafika z podstawowym skillem programowania. Nawet jeśli teraz należy to do mniejszości, to myślę że za jakiś czas to będzie bardzo „modne” połączenie.

      • Ja uważam, że wręcz odwrotnie. Na etatach coraz bardziej będzie się wymagać specjalizacji, żeby pracownik był jak najlepszy w swojej działce. Oczywiście pomijając malutkie firemki, gdzie pracownik w ramach oszczędności etatów z jedną pensję ogarnia kilka funkcjonalności. Ale tych nie polecam i sam z takiej uciekłem :)

        Wszechstronność świetnie się sprawdza na freelance, żeby mieć dla klientów jak najszerszą ofertę, bo jeśli nie masz zespołu, to nikt Cię nie wyręczy w temacie, którego nie ogarniesz.

    • Jak już napisałem wyżej, na etacie wymaga się specjalizacji. Jeśli lubisz elastyczność, to raczej w połączeniu z niezależnością a więc freelance.

    • Katarzyna

      Oj pracodawcy (zwłaszcza jeśli chodzi o grafika), zazwyczaj wymagają człowieka o wszechstronnych zdolnościach. Sama jestem grafikiem od paru lat i widziałam oferty gdzie potrzebowali programisty/grafika/ilustratora, Grafika/fotografa/montażysty itp. Sama dzięki kilku umiejętnościom np. znajomości podstaw fotografii czy projektowania, dostawałam pracę, choć w ogłoszeniach nie było o tym mowy. Jacek prawdę mówi, w takich dziedzinach wszechstronność to szansa na dostanie pracy i rozwój osobisty.

      P.S. Teraz jest martwy okres dla grafików, może dlatego nic takiego nie widziałeś.

      • 高見彩乃

        Oj tak, aktualnie jest bardzo martwy okres dla grafików nad czym strasznie ubolewam :<

  • PannaPollyannaa

    Bardzo ciekawy wpis i myślę, że jeszcze do niego wrócę. Ostatnio dużo myślę o tym kim jestem, co robię i nadal zadaję sobie pytanie „kim chcę zostać w przyszłości” lub raczej – jak sprawić, by moje życie wyglądało tak, jak sobie wymarzyłam kiedyś, dawno temu.
    A wracając do przedstawionego w artykule astronauty, to oczywiście jego życiorys robi wrażenie. Choć mam przeczucie niemal graniczące z pewnością, że zbyt wiele czasu dla swoich siedmiorga dzieci to ten pan nie miał ;)
    Dziś wieczorem posiedzę i opiszę siebie w kontekście tego, co napisałeś (literki T i slashów).

  • Specjalizacja i wszechstronność – nasze czasy wymagają bycia dobrym w wielu dziedzinach.

  • Świetnie, że w końcu ktoś się ze mną zgadza.
    Sam jestem w pewnym sensie „człowiekiem-orkiestrą” (dtp, internet, video, grafika 3D, literatura itp) i ciągle słyszę, że się rozdrabniam i powinienem specjalizować, żeby być ekspertem w jakiejś dziedzinie. Ile to już słów wyklepałem na ten temat na swoim blogu, ale bez skutku.
    Zgadzam się, że w niczym nie jestem i nie będę wymiataczem, ale to właśnie dzięki wszechstronności utrzymuję DG od prawie 8 lat. Bo raz jest sezon na internet, innym razem na foldery, itp. Znajomi specjaliści (naprawdę o wiele lepsi ode mnie) wrócili na etat i tam się spełniają jak trybik.

    Tutaj pokuszę się o wniosek:
    – Jeśli chcesz być częścią zespołu (takim trybikiem właśnie), to stawiaj na specjalizację, dzięki czemu będziesz niezastąpiony lub rozchwytywany przez inne firmy (kuzyn żony jest świetnym programistą, ale pracuje na etacie)
    – Jeśli chcesz być niezależny, to obowiązkowo wszechstronność. Ja od zawsze chciałem być niezależny, więc mam co chciałem :)

    • To prawda, będąc „na swoim” wszechstronność ma jeszcze większe znaczenie.

  • Piotr

    „Know everything about something and something about everything” :)

  • Świetny tekst! Ja jestem klasycznym ukośnikiem: prawnik/blogerka/przedsiębiorca/inwestor. O ile teraz nie budzi to już raczej zaskoczenia, to jeszcze kilka lat temu było nie do pomyślenia, gdy odchodziłam z etatu, bo nie wystarczała mi jedna specjalizacja.

  • Dorota Sfera Copywritera

    I tak i nie :) Tekst jest super i bardzo podoba mi się podejście do wszechstronności, jako otwartości na wiedzę i nowe doświadczenia. Sama jestem przykładem ukośnika (pedagog/historyk/filozof/copywriter), ale zauważam też zjawisko zbytniej uniwersalności. Pamiętajmy, że „jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego”. Jak widzę, że ktoś się zna na wszystkim, to budzą się we mnie wątpliwości i podejrzenia. Oczywiście, opisany przykład podważa moją teorię, Leonardo da Vinci również ją podważa, ale ilu znamy takich wybitnych ludzi renesansu? Ilu przypada na 100 lub na 1000 przypadkowych osób? To wybitne jednostki, trudno więc robić z nich zasadę.

    Zgadzam się natomiast z koncepcją literki T. Specjalizacja jako podstawa i ramiona, jako uzupełnienie, poszerzenie mojej wiedzy – to tak. Tylko czy to na pewno jest wszechstronność, czy po prostu otwartość? :)

    Dobry temat do przemyślenia i przedyskutowania :)

  • Jacek, bardzo fajny tekst. Jako blogerzy trochę nieświadomie przemieniamy się w taką literkę T. Musimy wszystkiego dotknąć, by ogarnąć blog. Ale w pewnym momencie prawdopodobnie wyłoni się nasz temat przewodni, czyli specjalizacja. Pozdrawiam serdecznie Beata

  • Społeczeństwo potrzebuje i ludzi wszechstronnych i specjalistów i to od konkretnej osoby będzie zależało, jaki sposób na rozwój wybierze. Tutaj nie ma lepszego i gorszego wyboru.

  • Zgadzam się w 100%, wszechstronność i specjalizacja wcale nie musi się wykluczać, a jak pokazujesz może być świetnym uzupełnieniem :) Moim zdaniem, ważne jest to, aby robić takie rzeczy, które przynoszą nam radość, dzięki temu opanowanie nowych umiejętności idzie o wiele prościej/ Świat zmienia się tak szybko, że warto mieć różne kompetencje, dzięki temu łatwiej się w nim odnaleźć. Dodatkowo, to co piszesz o przebywaniu wśród różnych ludzi jest chyba najcenniejsze, bo uczy przyjmowania nowej perspektywy, daje świeże spojrzenie i inspiruje:)

  • Bardzo ciekawy artykuł! Sama odkryłam w sobie „ukośnikowatość” dopiero po odejściu pracy w korporacji i przeprowadzce zagranicę. Nie powiem, fascynujące jest być kimś o wielu obliczach, ale czasami ogarnia mnie jakiś irracjonalny strach, że może właśnie jestem wszystkim, czyli niczym. Pomaga wtedy obserwowanie starszego syna – jakoś dzieci nie mają problemu, żeby co chwila być kim innym, testować i łączyć różne swoje pasje. Mogą to robić, jednocześnie w wieku lat 9 fascynować się klockami Lego i tylko Lego, by jako 11latek przerzucić się zupełnie na Minecrafta i jemu poświęcać cały czas.

    • Ciekawy podejście. Muszę pamiętać, żeby w momencie kryzysu spojrzeć na syna. ;)

    • Mój syn, lat 5, od dwóch lat mówi twierdzi, że będzie astronautą, ostatnio dołożył do tego bycie konatruktorem vel budowniczym rakiet, i na koniec operatorem dźwigu ;) Jak rozmawiamy o tym, kim ja jestem, tez nie umiem mu jednoznacznie odpowiedzieć.

  • Jan Grochocki

    Ta litera T to trochę jak zasada Pareto: 80% specjalizacji i 20% wiedzy dodatkowej ;)

  • Bardziej się zgodzić nie mogę. Jako architekt zacząłem naukę programowania i od nowego semestru zaczynam studia w tym kierunku. Twój artykuł tylko mnie utwierdza w przekonaniu, że to dobra decyzja :)

  • Kasia Szymczyńska

    Super wpis, właśnie utwierdził mnie w przekonaniu, że należy się zabrać za C# :) Jeszcze język hiszpański z poziomu 0 do chociaż komunikatywnego i może w końcu będzie jakaś praca dla mnie – grafika :D

  • Małgorzata Maksimowicz

    Dziękuję panie Jacku za ten wpis, sama jeszcze szukam swojej drogi. Skończyłam na pierwszym stopniu architekturę, interesuję się grafiką, uwielbiam języki obce, co nieco „liznęłam” z podstaw programowania, a teraz studiuję biznes internetowy na uczelni ekonomicznej. Często łapią mnie wątpliwości czy zrobiłam słusznie, jednak pojawiające się artykuły i raporty jak powyższy utwierdzają mnie w przekonaniu, że to poszerzenie pola widzenia było dobrym posunięciem. Widzę to też na co dzień, jak ciekawe jest obcowanie z ludźmi z różnych środowisk naukowych i ile moje poprzednie studia wnoszą do postrzegania aspektów z innych dziedzin (tylko pozornie nie mających punktów spólnych) :).

  • bezczas

    Bardzo ciekawe. Bliski mi temat, bo właśnie jestem na dwóch różnych kierunkach i chcę połączyć naukę i sztukę (literatura, kino + rzeczy zahaczające o medycynę, więc z ziomkiem od kosmosu dogadalibyśmy się świetnie). Nierzadko jednak rodzą się problemy dot. tego, na co się teraz rzucić i można skończyć, nie robiąc nic konkretnego z powodu braku wyboru. Chyba wydrukuję sobie zdjęcie tego pana, jest on moim nowym bohaterem.

  • Zofia Mazurek

    wydrukuje sobie ten tekst (SERIO! jako, że przeważnie jestem ostatnia do tworzenia sobie papierów to jest to mega komplement). I z premedytacją będę go bez słowa dawać przeczytać tym, którzy mi mówią, że powinnam zdecydować się na jedno, a nie skakać od grafiki po video i jeszcze komunikację w tym czasie chcieć design’ować i rozważać fotografię bobasów. O! Sama też poczytam ten wydruk wielokrotnie w formie terapii, bo jako, że tak wszyscy bardzo mnie wspierają jedynie w pomnażaniu wątpliwości, to czuję że jest mi niezbędna, ooo! :) podsumowując: dziękuję za każde słowo tu zawarte i przesyłam uśmiechy :)))

  • Jarek Obważanek

    Trochę a propos. Ostatnio leciał w telewizji film „Dawno temu w trawie”. Chciałem sprawdzić, kto śpiewa piosenkę, bo głos wydawał się znajomy. Okazało się, że to Andrzej Dąbrowski – piosenkarz, perkusista, kompozytor, dziennikarz, fotografik, a także (co najciekawsze) kierowca rajdowy!

  • Świetny tekst ! Ja jeszcze nie mam utorowanej drogi. Łapie się wszystkiego i nigdy nie na stale. I zawsze ludzie mi mówią, że w moim życiu panuje chaos. Może w tym szaleństwie jest jakaś metoda. :) Dzięki za wpis.

Zobacz też:
Zobacz też: