Co się stanie kiedy rzucisz swoją pracę w cholerę

Mijają trzy lata od kiedy sprzedałem udziały w swojej firmie i kompletnie zmieniłem zawód. Co mnie w tym czasie zaskoczyło i czego się nauczyłem?

No przyznaj – na pewno czasami masz ochotę odejść. Wkurza Cię szef, klienci albo kumple z biurka obok. Zarabiasz za mało, nie rozwijasz się albo po prostu kompletnie nie kręci Cię to, co robisz. A może wszystko po trochu?

Ja też tak miałem.

Rozkręcałem własną firmę przez 6 lat. I tak naprawdę wszystko w niej rosło, oprócz jednej rzeczy: mojej radochy z jej prowadzenia. Zarwałem jedną noc, potem drugą. Myślałem o różnych scenariuszach, aż wreszcie wizja wypisania się z tego biznesu zrobiła się tak interesująca, że nie było już wyjścia.

3 lata po zmianie

Równo trzy lata temu, w maju 2016, spotkałem się z moim wspólnikiem na kilka trudnych rozmów i ostatecznie sprzedałem mu swoje udziały.

Nie raz o tym opowiadałem i minęło już sporo czasu, ale nadal regularnie trafiam na osoby, które podchodzą do mnie z błyskiem w oku i pytają: „Jacek, jak to jest? Jak można rzucić robotę, kompletnie zmienić zawód i przeżyć?”.

Po ich minach widać, że też o tym myślą. Że szukają kogoś, kto powie im, że wszystko będzie dobrze i skończy się lepiej niż ostatni sezon Gry o Tron.

Tu miał być mem o zakończeniu GoT, ale ten jest lepszy. 😂

Kiedy ja podejmowałem decyzję, wiele bym dał żeby ktoś pokazał mi jak będzie za trzy lata. Chciałbym przekonać się jak to będzie, kiedy postanowię coś zmienić.

Dla mnie te trzy lata właśnie mijają. Już wiem jak wszystko się potoczyło i mam kilka wniosków. To moje doświadczenia i moja perspektywa, ale mam nadzieję, że znajdziesz w tym coś dla siebie.

Zobacz co może Cię spotkać kiedy rzucisz swoją pracę w cholerę.

Plan B to za mało

Woody Allen zdradził kiedyś idealny sposób na rozśmieszenie boga. Powiedział, że wystarczy opowiedzieć mu o swoich planach. Jeśli jakiś bóg faktycznie istnieje, to z moich planów musi mieć nieustanną bekę.

Twoje plany vs rzeczywistość

Wiesz jak widziałem siebie za trzy lata od momentu decyzji o zmianie? Myślałem, że będę miał własną firmę szkoleniową. Zbuduję nową markę, będę zatrudniał trenerów, urządzimy własne miejsce z pięknymi salami. Generalnie, chciałem budować nową firmę i większy zespół. A wiesz co tak naprawdę robię od pół roku? Siedzę sam w domu (jak Kevin) i piszę książkę. 🙂

I to nie jest tak, że ten pierwotny plan zupełnie się rozjechał, bo nadal prowadzę szkolenia i nadal organizuję je samodzielnie (chociaż już coraz mniej). Jestem po prostu bardzo daleko od tej pierwszej wizji. Dlaczego? To materiał na zupełnie inny wpis.

Ale kiedy mowa o zmianach, trzeba pamiętać, że plan B to za mało.

Na pewno próbujesz wyobrazić sobie co będziesz robić po rzuceniu swojej aktualnej pracy. Masz jakąś wizję przyszłości, ale… to tylko wizja. Nastaw się na to, że prawdopodobnie wszystko potoczy się inaczej niż zakładasz. Po prostu zbyt wielu rzeczy nie jesteś w stanie przewidzieć. Masę spraw trzeba też zwyczajnie samemu wypróbować, żeby przekonać się czy działają albo Ci odpowiadają.

Przygotuj się na różne scenariusze. Jaki jest Twój plan B2, B5, C, D albo E?

Daj sobie czas

To z reguły wygląda tak: wiesz czego nie chcesz robić, ale jednocześnie nie do końca wiesz co robić zamiast tego. Możesz przestraszyć się tym brakiem pomysłu i zostać tam, gdzie jesteś albo zaryzykować.

Generalnie, szukanie dla siebie nowego miejsca jest przyjemniejsze niż stanie i narzekanie, ale wtedy trzeba dać sobie sporo czasu. Nie zniechęcać się jeśli na początku nie jest idealnie.

Ja pierwsze miesiące w nowej „pracy” zmarnowałem. Zastanawiałem się nad pierdołami w stylu nazwy dla nowej firmy. Miałem sporo ślepych uliczek.

Nawet dziś, po trzech latach, ciągle kombinuję i eksperymentuję. Sprawdzam co mi bardziej odpowiada, a to zajmuje masę czasu. Ty też nastaw się na to, że zmarnujesz go naprawdę dużo.

View this post on Instagram

Nowa wersja bloga już online: klosinski.net 👈

A post shared by  Jacek Kłosiński (@jklosinski) on

Kilka miesięcy zajęło mi ogarnięcie się po tej zmianie i przygotowanie nowej wersji bloga ze zdjęciami, na których udaję, że piszę.

Na czym Ci zależy

W tym całym poszukiwaniu bardzo pomocne okazało się proste pytanie: czego chcę.

Zamiast narzekać, że teraz jest źle albo martwić się brakiem innego pomysłu, możesz zastanowić się na czym Ci tak naprawdę zależy. Wiem, to brzmi jak tandetna rada z kolorowych czasopism, ale naprawdę bardzo pomaga.

Weźmy mój przykład.

Miałem własną agencję i zajmowałem się realizacją usług dla klientów. Uogólniając, było to szeroko rozumiane projektowanie graficzne. Mógłbym długo opowiadać co mi się w tym nie podobało, jakie są minusy tej branży itd. Ale to byłoby w sumie wyłącznie narzekanie. Takie myślenie nie daje też jasnej odpowiedzi, czy warto to rzucić.

Dopiero kiedy zrozumiałem czego chcę, przestałem mieć wątpliwości.

Uznałem m.in., że:

  • Chcę pracę, która jest bardziej dynamiczna, gdzie projekty nie przeciągają się miesiącami. Najwięcej nerwów szarpały mi długie współprace, w których co chwilę coś szło nie tak. Rozwiązanie? Lepsze będzie prowadzenie szkoleń. To krótki temat – jeden, dwa dni z daną grupą. Bez poprawek i zmian decyzji.
  • To ja chciałem dyktować zasady, a nie dostosowywać się do kaprysów klientów. Rozwiązanie? Szkolenia mają dosyć stałą strukturę. Oczywiście w zależności od grupy program trochę się zmienia, ale generalnie to ja narzucam kierunek spotkania i uczestnicy się do niego dostosowują. Działam na własnych warunkach.
  • Chciałem więcej swobody. Nudziła mnie praca w tym samym miejscu. Rozwiązanie? Szkolenia dały mi większe urozmaicenie. Mogłem przy ich okazji podróżować, a godziny pracy były mniej sztywne.

Ta lista mogłaby być znacznie dłuższa, ale rozumiesz już na pewno co mam na myśli. Kiedy wypiszesz sobie na czym Ci zależy, dowiesz się więcej na temat dwóch rzeczy:

  1. Czy aktualną pracę możesz dostosować na tyle, że te oczekiwania da się spełnić?
  2. Jak powinna wyglądać inna, bardziej idealna praca, która zaspokoi te potrzeby?

Taki prosty eksperyment warto robić regularnie. Teraz, po trzech latach, moje odpowiedzi byłyby trochę inne, a szkolenia nie są już receptą na wszystko. Dzięki temu prostemu pytaniu mogę szukać dalej i nie stoję w miejscu.

Grudzień 2016 – organizuję pierwsze własne szkolenie

Nie zapomnij się spakować

Mając decyzję o zmianie za sobą, mogę śmiało powiedzieć, że emocje dobrze mi podpowiadały, ale też dobrze zrobiłem, że w pewnym momencie je wyłączyłem.

Co mam na myśli?

Jeśli nie wiesz czy zrezygnować, ale czujesz, że chcesz, to zrób to. Takie przeczucie to dobry doradca. Nie musisz wszystkiego racjonalnie rozpisać w tabelce, żeby mieć pewność. Pewności nigdy nie będzie, a racjonalne argumenty przeważnie nie wystarczają. To emocje decydują.

Ale jeśli już się zdecydujesz, włącz zdrowy rozsądek i dobrze się przygotuj.

Rzucanie wszystkiego brzmi kusząco i romantycznie, ale to nigdy nie jest takie spontaniczne jak sugeruje samo słowo „rzucanie”. A przynajmniej nie powinno takie być. To proces. Decyzja do której się dojrzewa i do której trzeba się przygotować.

Ja miałem przynajmniej kilka różnych sposobów na to, jak się utrzymać w inny sposób niż ten dotychczasowy. Miałem oszczędności, miałem wsparcie żony. Udziały w swojej firmie sprzedałem, więc powiększało to budżet, który dawał mi bezpieczeństwo i trochę czasu na odnalezienie się w nowej sytuacji.

Poszedłem w kierunku, którego nie znałem i nie przetestowałem, jednak z drugiej strony patrząc, byłem dosyć dobrze przygotowany na poszukiwania.

Ale ja miałem też dużo do stracenia. Miałem rodzinę, za którą byłem odpowiedzialny i rezygnowałem z efektów sześciu lat naprawdę ciężkiej pracy nad dużym projektem. Być może Twoja decyzja dotyczy np. rzucenia studiów, na których jesteś ledwie kilka miesięcy. Wtedy na pewno można trochę bardziej zaszaleć. 😉

Im więcej jest na szali, tym bardziej musisz się przygotować. Zastanów się: co trzeba zrobić żeby zminimalizować ryzyko i „uodpornić” na problemy?

View this post on Instagram

Jadę uczyć.

A post shared by  Jacek Kłosiński (@jklosinski) on

Maj 2016 – biuro zamieniam na walizkę i sale szkoleniowe w różnych miastach

Nie wstydź się

Kiedy myślałem o zmianach, bałem się o nich opowiadać. Miałem wrażenie, że nikt tego nie zrozumie. Że ludzie wezmą mnie za wariata. Ale kiedy odważyłem się mówić, okazało się że dosłownie każdy to rozumie.

Jasne, niektórzy byli na początku zdziwieni, ale już po chwili wyjaśnień wszystko było dla nich oczywiste. Nie każdy zrobiłby to co ja, będąc na moim miejscu, ale moje powody wcale nie były takie wyssane z palca. Każdy był w stanie utożsamiać się z tym problemem, bo dosłownie każdy czasami ma taki kryzys.

Nie wstydź się tego, że chcesz zrezygnować. Nie traktuj tego jako porażki, poddawania się. Potrzeba zmiany jest naturalna, nic nie trwa wiecznie. Ty się zmieniasz i wszystko wkoło się zmienia. Masz prawo do innego zdania niż to sprzed kilku lat albo nawet miesięcy.

Nie pal mostów

W tym braku wstydu jest tylko jeden warunek: tłumacz i rozmawiaj. Nie obrażaj się, nie uciekaj. Staraj się uzasadnić co się dzieje. Twoi bliscy albo współpracownicy pewnie będą na początku w szoku, ale musisz im to cierpliwie wyjaśnić. Postarać się zrozumieć ich perspektywę.

To jest mega trudne, bo pełno jest wtedy emocji. Mam do siebie sporo pretensji o to, że nie wyszło mi to wtedy idealnie. Na szczęście czas pokazał, że nie spaliłem żadnego mostu. Naprawdę starałem się żeby każdy był zadowolony i wydaje mi się, że to jedyne uczciwe podejście.

Trzeba po prostu wziąć na klatę, że ta zmiana to także Twoja wina. Rzadko jest tak, że cały świat obraca się przeciwko Tobie. Ty też ponosisz odpowiedzialność za tę sytuację.

Podsumowując

Czego nauczyły mnie te trzy lata po zmianie? Czego możesz się spodziewać, jeśli podejmiesz podobną decyzję?

  1. Będzie inaczej niż sobie wyobrażasz. Trzeba mieć jakiś pomysł, ale nie przywiązywać się tylko do jednego wariantu. Ułóż sobie różne scenariusze.
  2. Wszystko zajmie Ci masę czasu. To nie będzie tak, że dziś jesteś w znienawidzonej pracy, a jutro będziesz w idealnej. Będziesz szukać, eksperymentować, popełniać błędy i próbować wiele razy.
  3. Nie pomoże Ci narzekanie ani przejmowanie się brakiem innego pomysłu. Mi najbardziej pomogło dokładne zrozumienie tego, na czym mi zależy i czego mi brakuje. Odpowiedzi na te pytania będą się u Ciebie z czasem zmieniać, więc warto sprawdzać to regularnie.
  4. Decyzję o zmianie podejmiesz prawdopodobnie pod wpływem emocji, ale nie zapominaj ich wyłączyć i na spokojnie się przygotować. To powinien być strategicznie przemyślany odwrót, a nie szybka ucieczka w losową stronę.
  5. Kiedy zaczniesz opowiadać o swoim pomyśle na zmianę, zdziwisz się jak wiele osób będzie to rozumiało i zacznie Ci kibicować. Korzystaj z tego bo to pomaga.
  6. Jeśli źle to rozegrasz, możesz potem żałować zepsutych relacji albo kilku słów za dużo. Staraj się spokojnie tłumaczyć, ale też weź pod uwagę, że potrzeba zmiany to w dużej części Twoja wina.

„Czy warto było szaleć tak?”

Na koniec powiem Ci o najważniejszym wniosku z tych trzech lat: ani przez sekundę nie żałowałem tej decyzji. Z ręką na sercu – nie było ani jednego momentu zwątpienia.

Co nie oznacza, że teraz czuję się w idealnym miejscu. Nie dlatego, że coś robię źle, ale dlatego, że po prostu idealne miejsce nie istnieje. Możesz być od niego bliżej lub dalej, ale w długiej perspektywie pełna równowaga nie jest możliwa. Po prostu wszystko wkoło za szybko się zmienia. I my też powinniśmy się zmieniać.

Z projektanta zamieniłem się w nauczyciela. Przez te trzy lata mocno stanąłem na nogach i… znowu powoli coś zmieniam. Coraz mniej szkolę, a coraz bardziej opieram się na kursach online i takich produktach jak N/T/S. To ciągłe kombinowanie, ale bardzo je polubiłem. Te trzy lata pokazały mi wyraźnie: szukanie równowagi jest znaaacznie lepsze, niż utknięcie w miejscu, w którym wiesz, że tej równowagi nie ma.

Co o tym myślisz?

Skomentuj ten wpis

© 2019 Jacek Kłosiński. All rights reserved. Projekt graficzny: Wojciech Obuchowicz
Wykorzystujemy pliki cookies. Szczegóły znajdziesz w polityce prywatności.
Wyrażam zgodę