Jak przez trzy dni próbowałem zostać pracoholikiem

Czyli co się stanie kiedy w długi weekend, zamiast grillować, spróbujesz zamknąć się w domu i pracować na maksa.

Ale ja miałem doskonały plan na tę majówkę, mówię Wam. Żona i synek wyjechali na trzy dni, a ja miałem wreszcie szansę wszystko nadrobić. Po leniwej Wielkanocy stwierdziłem, że teraz po prostu będę pisał. Od rana do wieczora, na maksa. Będę miał ciszę i spokój. Nikt nie będzie mi przeszkadzał i w pół tygodnia zrobię tyle, co w miesiąc. Moja książka wreszcie zacznie zbliżać się do statusu „skończona”, bo dołożę do niej tysiące kolejnych słów. Widziałem oczami wyobraźni jak odhaczam zielonego checkboxa ✅ przy nazwach kolejnych rozdziałów i otwieram szampana wysyłając draft do redakcji.

ile można pracować pracoholik
Skupienie tuż przed produktywną majówką.

No i cóż… Troszkę się przeliczyłem.

Wiecie jak to jest. Kiedy coś nam nie idzie, lubimy zwalać winę na innych. Przeszkadzają nam klienci, domowe obowiązki, sąsiad wiercący za ścianą albo słońce padające pod złym kątem. Gdyby tylko to zależało od nas, bylibyśmy wspaniali, produktywni i bezbłędni. Niestety rzadko mamy okazję to sprawdzić, bo bardzo trudno jest zupełnie się odciąć. Wymówka zawsze się znajdzie.

Ale ja naprawdę – chociaż bardzo bym chciał – nie mogę powiedzieć, że w tę majówkę coś mi przeszkadzało. Dom był pusty, miasto wymarło, miałem absolutną ciszę, pełną lodówkę, idealne warunki i mimo to zawaliłem.

Ile można pracować pracoholik
Produktywna majówka – oczekiwania vs rzeczywistość

Ale to nie jest tak, że nic nie zrobiłem. Naprawdę siedziałem od rana do późnego popołudnia i bardzo się starałem. Napisałem prawie 4000 słów i zrobiłem postępy.

To byłby całkiem niezły wynik, gdyby nie to, że zakładałem z trzy razy tyle.

Byłem przekonany, że problemem w pisaniu książki jest to, że wszystko mi przeszkadza. Okazało się, że największym problemem jestem ja sam.

I wcale nie chodzi o brak motywacji, ochoty albo pomysłu na to, co napisać. Ja najzwyczajniej w świecie nie miałem siły. Z każdą godziną pisania moje IQ spadało o 20%, a że nie startowałem z poziomu Einsteina, to… sami wiecie. 😉

Byłem w stanie skupić się przez ok. 4-5 godzin. Po tym czasie raczej tylko siedziałem przy biurku, wpatrywałem się tępo w ścianę, a z kącika ust leciała mi strużka śliny. Udawałem jeszcze przez godzinę, że coś robię, a potem padałem na twarz w okolicach kanapy.

Ja po pięciu godzinach pisania książki.

Ile można pracować?

Od jakichś dwóch lat pracuję około 6, maksymalnie 7 godzin dziennie. Tak sobie ułożyłem plan dnia. Dopasowałem go do rodziny i możliwości. Po prostu nie mogę pracować więcej, bo są inne – ważniejsze od pracy – rzeczy w moim życiu. Ale miałem poczucie, że gdybym tylko chciał, to mógłbym pocisnąć 12 godzin i zrobić dwa razy tyle, co normalnie.

Ale nie mogę.

To oczywiście zależy od rodzaju pracy. Pewnie mógłbym przez cały dzień przerzucać papierki z jednej sterty na drugą albo odpisywać na wiadomości na Instagramie oszukując samego siebie, że „moderuję społeczność”. To byłoby łatwe. Kiedy jednak trzeba wejść w tzw. pracę głęboką, która wymaga 100% skupienia na jednej rzeczy i tworzenia zamiast odtwórczości, nie da się wytrzymać dłużej niż te 4-5 godzin. W tym wypadku 8-godzinny dzień pracy jest jednym z największych mitów, w który wierzy większość ludzi.

Praca w cyklach

Anders Ericsson, psycholog któremu zawdzięczamy słynną zasadę 10 000 godzin, badał sposób pracy znanych sportowców, aktorów, mistrzów szachowych i artystów. Zauważył, że większość z nich pracuje w cyklach około 90-minutowych. Po każdym takim cyklu robią sobie krótką przerwę, a w trakcie dnia nie przekraczają raczej granicy 3 takich cykli. To daje właśnie około 4 do 5 godzin pracy dziennie.

Ale ludziom wydaje się, że jest zupełnie inaczej. Myślimy że osoby z elity, te które osiągnęły duży sukces, nawalają dniami i nocami. Że to niezbędne żeby do czegoś dojść.

I pewnie faktycznie, każdemu zdarza się mieć okres, w którym dociskamy. Mamy sesję, pilny deadline albo właśnie przeszliśmy na swoje i musimy wyrobić sobie płynność finansową albo markę. Jednak na dłuższą metę tak się po prostu nie da. Jak podsumował sam Ericsson: „żeby zmaksymalizować efekty w długim okresie, trzeba unikać wyczerpania i pracować tyle, żeby pełna regeneracja była możliwa w ciągu jednego dnia”.

Czy work-life balance istnieje ?

W tym kontekście cała rozmowa o tym, czy work-life balance ma sens jest… bez sensu. Tak naprawdę nie ma innego wyjścia niż znaleźć równowagę pomiędzy ambicją a luzem. Jeśli nasza praca zależy od dobrych pomysłów, dokładnego analizowania, rozwiązywania trudnych problemów albo pełnej koncentracji, to liczby są bezlitosne. Mamy na to codziennie maksymalnie jakieś 5, może – przy dobrym wietrze – 6 godzin. Więcej się nie da. Możesz zalać się kofeiną, zarwać noc albo odciąć od całego świata. Dzięki temu dołożysz może kwadrans. Ale nie warto próbować.

Tak naprawdę nie ma innego wyjścia niż znaleźć równowagę pomiędzy ambicją a luzem

Możesz powiedzieć: dobrze Jacku, to jakie inne mamy wyjście? Jak to jest, że Ci wszyscy mistrzowie, których badał Ericsson osiągają takie wyniki?

Mają wiele rzeczy – talent, szczęście, determinację – ale przede wszystkim są świetni w wykorzystywaniu tego krótkiego efektywnego czasu, który codziennie mają do dyspozycji. Nie marnują energii na niepotrzebne rzeczy. Wiedzą co dokładnie posuwa ich do przodu i na tym się skupiają.

Dużo z tym ostatnio eksperymentuję i zauważyłem, że na energię w ciągu dnia wpływa u mnie kilka prostych rzeczy:

Sen

Jeśli się nie wyśpię, mogę pracować nawet 15 godzin, a i tak niczego sensownego nie zrobię. Dobra noc to dla mnie minimum 7 godzin snu i kropka. Przy czym 7 to już naprawdę najmniej. Staram się celować w 7,5-8 godzin. To dla mnie priorytet bo głównie od snu zależy moje samopoczucie.

Sport

Myślałem, że opowiadanie o tym jak godzina siłowni daje sporo energii to bajki. Dopóki nie poszedłem na godzinę na siłownię. 😉 Kiedy dobrze się wyśpię i pójdę rano na trening, mam więcej siły niż po wszystkich kawach świata. Łatwiej jest mi się skupić i mam lepszy humor.

Ile można pracować pracoholik na siłowni
Czym byłby trening bez foteczki w lustrze?

Dieta cyfrowa

Przesadzanie z social media albo newsami robi mi w głowie sieczkę. Nie potrafię się przez to skoncentrować, jestem przebodźcowany. Społecznościówki mnie frustrują, bo wszystko jest tam albo idealne albo kompletnie nieistotne. Z kolei newsy mnie załamują, bo co chwilę ktoś się z kimś kłóci, powoduje katastrofy albo morduje biedne, niewinne dzieci. 😉 Od kilku lat używam wtyczki do blokowania newsfeedu na Facebooku, a inne platformy (jak np. Instagram) wykorzystuję raczej tylko po to, żeby utrzymywać tam własny profil. Mały wyjątek robię dla newsów piłkarskich, bo… bez przesady. 😉

Chronotyp

Swój dzień planuję nie tylko pod kątem tego, co mam zrobić i ile mam czasu, ale też tego, w jakich porach mam najwięcej energii. Jestem skowronkiem (ale nie takim skrajnym) i najlepiej działam rano. Na popołudnie i wieczór zostawiam mniej wymagające rzeczy. Pod koniec dnia można już włączyć tego fejsbuczka, niech będzie. 😉

Monotasking

Staram się, żeby każdy dzień miał swój motyw przewodni, np. dzień na pisanie, dzień na marketing, dzień na kosmetyczkę itp. No dobra, nie robię sobie dnia na kosmetyczkę, ale wiecie o co chodzi. Im częściej muszę przeskakiwać pomiędzy wątkami, tym więcej energii ucieka mi na samo przeskakiwanie. Na Uniwersytecie w Minesocie udowodniono nawet, że tak faktycznie się dzieje. Nie tylko u mnie. 😉 Przełączenie uwagi pomiędzy różnymi rzeczami zabiera energię. Nazywa się to pięknie i poważnie: Residuum Uwagi (ang. Attention Residue). Dlatego im mniej przełączania się, tym lepiej. 🙂

Dziennik

Codzienne notowanie postępów, wniosków, nastawienia itd. (zobacz moją metodę) pomaga mi trzymać dobry rytm. Przez to, że zatrzymuję się na chwilę i zapisuję kilka zdań, działam bardziej świadomie i nie marnuję tyle czasu.

Dobry plan

Kiedy jest mój czas na działanie, to chcę… działać. To nie pora na zastanawianie się, co mam zrobić. Szkoda na to energii. Lepiej planować na kilka dni z góry, niż ustalać to codziennie rano.

To pomaga, ale wiesz co? To i tak ciągła walka. Jedne dni są lepsze, inne gorsze. Czasami bez powodu. Budzisz się i czujesz, że zrobisz tylko połowę. Nie działają wtedy nawet najlepsze metody.

W kwietniu szło mi dosyć słabo i zastanawiałem się skąd się to bierze. Dzięki temu, że od lat mierzę swój czas pracy, mogłem sobie odpalić różne raporty. Co się okazało? Że to już trzeci rok z rzędu kiedy kwiecień jest moim najgorszym miesiącem. Pracuję wtedy najmniej i najsłabiej mi idzie. Dlaczego? Nie mam pojęcia. Przesilenie wiosenne (cokolwiek to znaczy)? Przypadek? Złe decyzje? Pewnie wszystko po trochu.

mierzenie cczasu pracy
Tak wyglądał mój czas pracy w 2018 roku. Bardzo duże różnice pomiędzy miesiącami, a kwiecień najgorszy.

Dziś zależało mi na stworzeniu tego tekstu. Ile mi to zajęło? Patrzę na licznik i widzę 3 godziny i 37 minut. Razem z innymi sprawami dało to dziś prawie 5 godzin pracy. Jeszcze jakiś czas temu zastanawiałbym się czy mogłem więcej i czy da się wcisnąć gdzieś jeszcze godzinkę. Przecież do mitycznych 8 godzin brakuje mi sporo.

Ale teraz po prostu zamknę laptopa, pójdę po synka do przedszkola i pogram z nim w piłkę. A jutro znowu spróbuję wycisnąć ile tylko się da z tych kilku godzin, które mam.

Zobacz inne wpisy na blogu:

Jak się skupić na jednym zadaniu? 6 sposobów na koncentrację.

Dobra książka – Praca głęboka Cala Newporta

Zrób więcej dzięki ograniczeniom

Dlaczego warto pisać dziennik?

Co o tym myślisz?

Skomentuj ten wpis

© 2019 Jacek Kłosiński. All rights reserved. Projekt graficzny: Wojciech Obuchowicz
Wykorzystujemy pliki cookies. Szczegóły znajdziesz w polityce prywatności.
Wyrażam zgodę