Wyzwanie #12tygodni – jak mi poszło? Moje sukcesy i błędy

Wczoraj minął ostatni dzień mojego wyzwania. Przez 12 tygodni dzieliłem się swoimi planami, wpadkami i sukcesami. Zobacz jakie mam wnioski.

Mam wrażenie, że dosłownie przed chwilą zacząłem wyzwanie #12tygodni, a już pora na podsumowanie. I to właściwie jedna z największych zalet tego systemu – pracujesz w ramach okresu na tyle krótkiego, że mija dosłownie migiem, ale jednocześnie wystarczająco długiego na osiągnięcie konkretnych efektów.

Uwaga!

Jeśli nie wiesz czym jest moje wyzwanie #12tygodni, po co to robiłem, jakie miałem założenia itp. koniecznie zajrzyj najpierw tutaj.

Jak mi poszło?

W tym wpisie chcę rozliczyć się z tego, co zrobiłem w trakcie ostatnich 12 tygodni. W końcu obiecałem. 😉

Pokażę jak moje efekty mają się do założeń. Opowiem co mi się udało, gdzie zaliczyłem porażki i czego mnie to wszystko nauczyło. A trochę tych wniosków się uzbierało.

Zacznijmy od podsumowania

Najpierw opowiem o każdym celu, który sobie postawiłem. Zdradzę na ile go zrealizowałem i dodam kilka słów komentarza.

Nowe treści

Założyłem, że każdego tygodnia przygotuję jeden nowy materiał na bloga. W domyśle miały to być przede wszystkim nowe filmy.

Jak mi poszło?

Nowych materiałów pojawiło się łącznie 8. 5 było filmami (z wersją tekstową), a 3 wpisami wyłącznie tekstowymi.

Jak to oceniam?

Mimo że 8 na 12 możliwych to średni wynik (66%), to nie mam za bardzo wyrzutów sumienia. Przede wszystkim z dwóch powodów:

Po pierwsze, tworząc od początku roku praktycznie wyłącznie filmy (uzupełniając je jedynie o prostą wersję tekstową), w okolicach lipca zacząłem zauważać, że taka strategia sprawdza się przeciętnie.

Przestałem wierzyć, że da się stworzyć jednocześnie super film i super tekst na jego podstawie. Bardzo źle wybierałem też tematy filmów, np. „jak nauczyć się projektować” to temat na całodniowe szkolenie, a nie 20 minutowy film. Próba zmieszczenia tego w jednym video nie do końca dawała efekty, na których mi zależy.

Późniejsze eksperymenty z takimi tematami, jak „o której godzinie najlepiej pić kawę” zadziałały dużo lepiej jako format video. Jedna konkretna i krótka myśl. Zrobiłem więc mniej materiałów video niż zakładałem, ale świadomie po prostu zrezygnowałem z robienia na siłę czegoś, co się nie sprawdza.

Po drugie, dzięki temu zrozumiałem, że fundamentem bloga muszą być długie, rozbudowane i merytoryczne teksty. Od momentu zmiany planu dotyczącego video, napisałem trzy potężne poradniki na kilkadziesiąt tysięcy znaków każdy i wszystkie fajnie się rozeszły. Ich stworzenie zajmuje masę czasu, więc ilościowo trzy teksty, to nie jest wynik powalający, ale biorąc pod uwagę ich jakość, jestem jak najbardziej zadowolony z efektów.

Podsumowując: celu liczbowego nie osiągnąłem, ale przetestowałem i poukładałem sobie wiele ważnych tematów dotyczących bloga, treści które tutaj tworzę, ich podziału na audio, video i tekst itd. Jesienią da się to tutaj wyraźniej zauważyć.

Kurs online

Mój priorytet w trakcie tych 12 tygodni. Zakładałem, że w tym czasie nagram cały materiał.

Jak mi poszło?

Trzeba przyznać, że na tym celu skupiłem się najbardziej i udało mi się go w pełni zrealizować. Zależało mi na tym, żeby nagrać naprawdę świetny materiał, który pomoże wielu osobom.

I mam poczucie, że powstało coś naprawdę ekstra. Nie tylko stworzyłem treści, ale zrobiłem też dużo więcej.

Gotowy jest nie tylko kurs, ale też większość jego niezbędnej oprawy – landing page, platforma itp. Zajęło mi to naprawdę maaasę czasu i energii, ale jestem przekonany, że było warto. To cała wiedza z kilku lat doświadczeń na sali szkoleniowej.

Więcej szczegółów na temat kursu można znaleźć tutaj.

Jak to oceniam?

Nagranie kursu to największy sukces tych miesięcy. Już dla samego tego efektu warto było się zmobilizować. Dzięki temu, że rozłożyłem prace i dokładnie je zaplanowałem, skończyłem przed czasem i bez większych przeszkód.

Niestety zawsze mocne skupienie na jednym temacie, odrzuca w kąt inne sprawy. Pisałem już o tym przy okazji poprzedniego kursu.

Tym razem chciałem stworzyć równie dobry materiał, ale aż tak bardzo nie zamykać się tylko w jednym projekcie i w dużym stopniu to się udało.

Było bardziej różnorodnie, ale nadal mam poczucie, że większość moich dni przez ostatnie tygodnie upływała pod znakiem kursu. Taki chyba jest już kosz jakości. 😉

Tak wygląda wykres czasu pracy nad nowym kursem

Wstawanie

Zakładałem, że nie będę w dni powszednie wstawał później niż 6 rano.

Jak mi poszło?

Totalnie bezboleśnie. Za wyjątkiem weekendów, codziennie wstaję o 6 rano i nie jest to dla mnie wielkim problemem. Zdarzyło się dosłownie kilka wpadek, ale były to wyjątki.

Jak to oceniam?

W skrócie: nie widzę teraz innej opcji niż wstawać wcześnie. 🙂 Jestem 100% skowronkiem. Rano mam dużo energii, a wieczorem do niczego się nie nadaję. Wolę wstać wcześnie, nawet kosztem tego, że w łóżku jestem około 23:00.

Ja po 22:00

Siłownia i dieta

Zakładałem 5 posiłków dziennie, 78 kilogramów wagi i 5 powtórzeń po 65 kilogramów (na klatkę).

Jak mi poszło?

Tutaj też pełen sukces. Zbliżam się do 79 kg, więc waga nadal rośnie. 5×65 zrobiłem już w lipcu. Z dietą miałem trochę problemów, bo zdrowe gotowanie, trzymanie się rozpiski makroskładników itp. wymaga czasu, ale ostatnio obszedłem to zamawiając dietę pudełkową.

Jak to oceniam?

Nie wyobrażam sobie nie ćwiczyć. Zrobiłem z tego nawyk, trenuję na siłowni 3 razy tygodniowo, a raz gram w piłkę. Trochę smuci, że szybkie postępy początkującego juz się kończą i każdy kolejny kilogram przychodzi mi trudniej, ale radocha z dobrej formy jest nie do przecenienia.

Uwielbiam też pomysł z dietą pudełkową. Dzięki temu oszczędzam masę czasu na myślenie o tym co ugotuję, wędrówki po sklepach i stanie przy patelni. Jem też smaczniej i zdrowiej niż przy samodzielnej zabawie w kucharza.

Zdjęcie z okazji dobicia do celu. Dziś jest już bliżej 79.

Książki

Zakładałem, że będę codziennie czytał przynajmniej 20 stron książki.

Jak mi poszło?

Przeczytałem 5 książek, a szóstą kończę. Czytam przez większość dni w tygodniu, ale niestety bardzo trudno jest mi czytać codziennie.

Jak to oceniam.

Nie jest to wynik spektakularny, jak na trzy miesiące, ale też nie jest źle. Problemem jest przede wszystkim brak energii. Czytanie zostawiam sobie na koniec dnia, a bardzo często nie mam już wieczorem siły.

Oczywiście da się to rozwiązać lepszą organizacją. Mógłbym więcej czytać w trakcie przerw, zamiast np. przeglądać Instagrama. 😉 Trochę nad tym popracuję.

Najlepsza książka, jaką przeczytałem w trakcie wyzwania

Dziennik

Chciałem pisać przynajmniej 3 nowe wpisy do Dziennika tygodniowo.

Jak mi poszło?

Przez pierwsze tygodnie szło bez problemów, ale później świadomie przestałem zajmować się tym projektem. Dlaczego? Przygniotły mnie statystyki. Zauważyłem, że jeden rozbudowany wpis na bloga generuje dwa razy więcej wejść niż cały Dziennik razem wzięty.

Jak to oceniam?

Jeszcze nie wiem, czy wracanie do Dziennika było błędem, ale na pewno niepotrzebnie starałem się go rozruszać akurat teraz, kiedy robiłem nowy kurs i chciałem regularnie publikować większe materiały na blogu.

Wierzę w koncept krótkich, konkretnych treści, ale trzeba popracować nad samą formułą. Być może przeniosę to w całości do social media, albo wymyślę inny format. Decyzja czeka do jesieni.

Czy było ok?

Ogólne efekty oceniam bardzo dobrze. Zrobiłem priorytetowy plan związany z kursem, wyrobiłem kilka ważnych nawyków.

Poukładałem też w głowie problem różnych formatów treści, które tworzę i w najbliższych miesiącach będę testował te wnioski.

Popełniłem kilka błędów, ale były mało bolesne. Śmierci Dziennika nawet nikt nie zauważył (co też o czymś świadczy), a nie do końca wyśrubowane ilości nowych wpisów, czy przeczytanych książek uzasadnia dosyć wyjątkowy okres, gdzie masę czasu i energii poświęcam na tworzenie kursu.

Warto wziąć też pod uwagę, że – oprócz rzeczy związanych z wyzwaniem –  robiłem też różne inne projekty: poprowadziłem kilka szkoleń, odświeżam szatę graficzną bloga, tworzę nowe produkty (oprócz tego kursowego), a przy tym poświęcam sporo czasu rodzinie. Nie pracuję popołudniami ani w weekendy, a kilka razy zrobiłem sobie dodatkowo wolny dzień.

Jamujemy

Najważniejsze wnioski

Przy takich projektach, jak to wyzwanie, najważniejsze są wnioski. Moją ogólną ocenę już znacie, ale mam też kilka luźnych przemyśleń.

Moja praca nie ułatwia takiego planowania

Cele na najbliższe miesiące wyznaczam sobie od bardzo dawna, ale pierwszy raz chciałem do tego podejść tak mocno skrupulatnie i rygorystycznie. I udało się tylko częściowo trzymać sztywnych ram.

Mimo że było to tylko 12 tygodni, to zmieniłem w ich trakcie zdanie w kilku sprawach, np. w kwestii tworzenia wyłącznie video, czy Dziennika.

W mojej pracy wiele rzeczy jest tak zmiennych, że nie da się ich oszacować nawet na 12 tygodni. Już po kilku tygodniach czułem, że w pewnych sprawach potrzebna jest korekta.

Ale nie ma w tym niczego złego. Jeśli zmiana jest przemyślana i przetestowana, to wręcz lepiej przyznać się do błędu niż iść na siłę w złą stronę.

Po prostu to, co robię tak już działa. Nie mogę założyć sztywnego planu nawet na 12 tygodni.

Co nie znaczy oczywiście, że nie warto planować.

Skopałem komunikację

Moim zdaniem największą porażką całego wyzwania był sposób w jaki o nim opowiadałem. Mówiąc wprost: nie miałem czasu zająć się tym na poważnie i praktycznie ograniczyłem się do cotygodniowych wniosków w mojej grupie na Facebooku.

To trochę zmarnowany potencjał. Chodziło przecież o pokazanie całej drogi, a to pokazywanie wyszło mi średnio. Mam nadzieję, że to podsumowanie chociaż trochę Wam to wynagrodzi. 😉

Oprócz braku czasu powodem jest też konstrukcja całego tego wyzwania. Każdy tydzień był do siebie podobny i miałem wrażenie, że opowiadanie o tym ile ważę albo co czytam nie jest dla Was wystarczająco wartościowe.

Być może gdybym zaplanował unikalne cele na każdy tydzień, byłoby coś ciekawszego do relacjonowania.

Bądźmy szczerzy: bez pomysłu na to jak ją pokazać, moja praca od kuchni wygląda nudno – siedzę przy komputerze i cośtam dłubię. 😉

Widzę, że takie wyzwania mają dużą siłę i wzbudzają zainteresowanie, ale trzeba zrobić je w sposób bardziej przemyślany. U mnie było za dużo spontaniczności.

Polubiłem Notion

To wyzwanie to był dla mnie też duży test aplikacji Notion i muszę przyznać, że naprawdę ją polubiłem. Miałem kilka wątpliwości przy próbie pracy w większym zespole, ale wystarczyło trochę pokombinować.

Pewnie przygotuję jakiś materiał na temat tego, jak ją wykorzystuję, ale już i tak wychodzę chyba na ich największego ambasadora w Polsce, a oni nawet nie mają programu afiliacyjnego. 😉

Czy było warto?

Pewnie! Takie wyzwanie polecam każdemu. Zresztą – zauważyłem, że kilka osób udało mi się do podobnego podejścia zainspirować.

Skopałem komunikację wyzwania, zmieniłem kilka razy zdanie w ramach celów, ale zrobiłem to, co było dla mnie najważniejsze i przede wszystkim miałem mega jasną wizję tego, nad czym pracuję i co chcę osiągnąć.

Kurs wyszedł mi naprawdę dobrze i już przeskakuję z nogi na nogę, żeby pokazać go dalej. 🤓

Na pewno następne tygodnie rozpiszę sobie w podobny sposób i Was też do tego zachęcam!

To nie ma być ograniczenie ani niepotrzebny rygor. Dzięki takiemu 12-tygodniowemu „sprintowi” po prostu uporządkujecie swoje cele i odpowiecie sobie na pytanie jak je osiągnąć.

Niewykluczone, że wpadnę na to, jak to wyzwanie pokazać lepiej i ciekawiej i wtedy całą akcję powtórzymy. Mam jednak nadzieję, że nawet w takiej formie było to dla Was chociaż trochę inspirujące. 🙂

Udanych kolejnych 12 tygodni! 🔥

© 2018 Jacek Kłosiński. All rights reserved. Projekt graficzny: Wojciech Obuchowicz